Specjalnie zatytułowałem felieton w ten sposób a nie np. „dlaczego nie zainstaluje Linuksa”. Sam do tej pory korzystałem jedynie z Windows i absolutnie nie twierdzę że Pingwina nigdy nie zainstaluję tak jak to niektórzy jego fani rozpisują się o Okienkach. Nie jestem uprzedzony, sam w tej chwili pisze ten tekst dzięki Open Office. Niestety świat free software & open source oprócz swoich mocnych stron ma także wielkie wady o których niestety niektórzy nie chcą wiedzieć a co dopiero o nich dyskutować. Felieton ten nie ma stanowić krucjaty przeciwko Linuksowi. Postanowiłem go napisać jako przeciwwagę dla wielu czysto ideologicznych tekstów wymierzonych przeciwko Microsoft i ich flagowemu produktowi. Nie chcę mieszać z błotem a wskazywać błędy i niedociągnięcia które mnie – wieloletniego użytkownika Windows – rażą i zniechęcają do zmiany systemu.
Gdy zalety stają się wadami
Mówi się powszechnie – zachęcając do zainstalowania Pingwina – że jest to system bezpieczny, wolny od wirusów i innych zagrożeń. Że dzięki otwartemu kodowi źródłowemu w przypadku wystąpienia błędu setki tysięcy programistów na całym świecie będzie mogło od razu zacząć pracę nad jego usunięciem. Idea jest piękna. Tak piękna, że wręcz utopijna.
Ileż to rozmaitych wirusów, robaków, trojanów i wszelkiej maści złośliwego oprogramowania powstało na platformy Microsoft? To są takie ilości że nikt nie jest w stanie tego policzyć. Tysiące programistów na całym świecie dla zabawy albo dla zysku pisze każdego dnia złośliwe oprogramowanie. Jak to się dzieje że dotyka ono prawie wyłącznie Windows? Czyżby Windows był ucieleśnieniem zła i przyciągał do siebie inne zło? Nie sądzę – po prostu jest najbardziej popularny i wirus na niego napisany ma szansę dotrzeć do największej liczby ofiar.
Jeżeli Windows nie jest ucieleśnieniem zła to tak samo Linux nie jest ucieleśnieniem dobra. Szlachetna idea braterskiej i błyskawicznej dzięki otwartemu kodowi pomocy ma bardzo poważną wadę: zakłada że każdy wnoszący poprawki będzie się kierował dobrą wolą oraz jego umiejętności pozwolą ją zrealizować. Jak pokazuje przykład z wirusami na Windowsa programistów o złej woli jest bardzo wielu. To co chroni Linuksa przed zagrożeniami to jedynie jego niska popularność.
To co dzisiaj przedstawia się jako jego zaletę przy większej popularności stanie się jego gwoździem do trumny. Otóż otwarty kod i swoboda grzebania w nim to nie tylko możliwość szybkiej naprawy, ale także swoboda wyszukiwania jego luk, tworzenia w nim luk a także lawina błędów popełnionych przez domorosłych programistów. Skoro przy zamkniętym kodzie Windows wielu hakerów (używam tego słowa w potocznym znaczeniu) jest w stanie wyszukać luk w zabezpieczeniach, aż włos się jeży na głowie na myśl o tym co by się stało gdyby w miejsce systemu MS wszedł Linux z jego otwartym kodem.
Jest nas wielu
Ostatnio pewien pan w tendencyjnym felietonie wymieniał różne groteskowe powody dla których nie zainstaluje Windows 7 oraz wyraził ubolewanie nad faktem, że media non stop trąbią o premierze nowego systemu Microsoftu a nie pisną o wydaniu nowych dystrybucji Linuksa. Tylko, że poprzednik 7-ki wyszedł na początku 2007 roku, a od tego czasu dystrybucji samego Ubuntu było dziesięć. Pomijając wszelkie różnice między oboma systemami jak można oczekiwać że takie samo przebicie co Windows będzie miał system, którego nowa wersja wychodzi co parę miesięcy jak tylko ktoś tam poprawi wygląd ramek i to jeszcze pod nazwą a’la „Żwawy Rogaty Zając”?
Mnogość dystrybucji Linuksa wpływa zdecydowanie na jego niekorzyść. Mamy np. Debiana, Ubuntu, Fedorę, Gentoo, Aurox występujących w różnych odmianach, różnych wersjach (patrz akapit wyżej), a jeszcze na dodatek w różnych środowiskach graficznych. Samo Ubuntu ma takie odmiany jak: Kubuntu, Xubuntu, Edubuntu, Lubuntu, Ubuntu Studio… Przecież przeciętny ZU się złapie za głowę jak mu przyjdzie wybrać dystrybucję oraz jej odmianę. Pracując w sprzedaży poznałem pewną zasadę: klient nie może mieć za dużo opcji do wyboru ponieważ wtedy gubi się i woli nie podejmować decyzji niż podjąć decyzję złą. Podstawą jest przedstawienie 2-3 ofert tak aby mógł swobodnie porównać i wybrać najlepszą dla siebie. W przypadku Linuksa mamy co prawda strony pomocne w wybraniu odpowiedniej dystrybucji ale dalej jest to nawał możliwości. A nie każdy ma ochotę co tydzień zmieniać system i testować różne wersje.
Na przykładzie przedstawionej wyżej zasady sprzedaży widać kolejną przyczynę niskiej popularności Linuksa. Brakuje mu zwartej strategii marketingowej. Każdy sobie rzepkę skrobie, wydaje różne dystrybucje w różnych odmianach w dodatku co chwile wydając ich nowe wersje, a to totalnie redukuje siłę przebicia. Tak naprawdę o nowościach w świecie pingwina wiedzą głównie ci którzy z niego korzystają.
Takie rozbicie wersji i standardów nie tylko zmniejsza siłę marketingową ale także zniechęca ludzi. Osoba posiadająca Windows w momencie gdy siada na inny komputer z tym systemem jest pewna że to co u niej działało zadziała też na tym który jest na obecnym komputerze oraz będzie się swobodnie poruszać. Oczywiście są różne systemy Windows ale teraz liczy się praktycznie tylko XP, Vista i Seven które w dodatku wychodziły jeden po drugim. W przypadku Linuksa mamy wiele różnych dystrybucji, odmian i wersji które wychodzą i są używane praktycznie jednocześnie a w dodatku nie zawsze są ze sobą kompatybilne. ZU korzystający z Linuksa niekoniecznie będzie sprawnie się poruszał na komputerze z inną dystrybucją. A jak wiemy dystrybucji i ich odmian jest bardzo dużo.
Jako że dystrybucji jest dużo to nie mają one jednorodnego wsparcia technicznego. A w dodatku jest ono zdecydowanie za krótkie. W przypadku Windows XP który wyszedł w 2001 roku wsparcie techniczne kończy się w 2014r. Microsoft wspiera swój system 13 lat, a o zakończeniu wsparcia informuje 5 lat wcześniej. Już sam okres od podania informacji do zakończenia wsparcia jest dłuższy niż czas wsparcia dla Ubuntu.
System e-litarny
Użytkownicy Linuksa to zazwyczaj osoby obeznane w świecie komputerów. Podniecają się tym, że mogą się bawić systemem i dowolnie go konfigurować. Linuksowcy często śmieją się z przeciętnych ludzi którzy nie mają informatycznej wiedzy, tak jak np. autor felietonu „Dlaczego nie zainstaluje Windows 7” który opisał w nim żart „pan informatyk czy tylko Windows?”. Tylko, że nie każda osoba korzystająca z komputera jest zapalonym informatycznym studenciakiem dla którego babranie się w bebechach systemu i wykonywanie różnych działań mających na celu usprawnienie jego pracy jest rozrywką. Niektórzy z Was zapomnieli , że komputer już nie jest gratką dla jajogłowych tylko stał się normalnym sprzętem domowym takim jak telewizor czy odtwarzacz DVD który ma PO PROSTU DZIAŁAĆ. Obecnym zadaniem komputera jest ułatwianie pracy, a nie dokładanie nowej przy samej jego obsłudze.
Windows został stworzony właśnie dla przeciętnych ludzi. Wśród użytkowników Windows nie czuć tej pogardy dla ZU ponieważ oni stanowią ich większość. Środowisko Linux dopiero teraz łaskawie się otwiera na zwykłego użytkownika, jednak przy ciągłych śmiechach w tle jaki to on nieporadny i niedouczony.
Twórcy różnych dystrybucji Linuksa zrozumieli to tworząc dystrybucje bardziej przystępne dla ZU jak np. Ubuntu. Jednak cała Linuksowa społeczność nie do końca to rozumie. W różnych dyskusjach czuć pogardę dla osoby która nie zna się na komputerach i obśmiewanie jej jako lenia i nieuka, który chce nic nie robić i żeby wszystko zrobiło się samo. Często spotykałem się ze zdaniami typu „przecież na Linuksie działa prawie wszystko tak jak na Windows tylko musisz… a jak nie umiesz albo nie chcesz to jesteś obibok i ignorant”. Otóż na Windows użytkownik praktycznie nic nie musi, klika i działa. I właśnie to jest głównym zadaniem współczesnego systemu operacyjnego.
Nie każdy ma czas ani ochotę szukania różnych poprawek, specjalnych sterowników, Wine, emulatorów czy porad na forach aby uruchomić czy wykonać coś co na Windowsie jest dziecinnie proste. Chwalicie się stabilnością systemu, tylko na dobrą sprawę czy to dla szerokiego grona odbiorców jest najbardziej potrzebne? Mój Windows XP jest w miarę stabilny i naprawdę jako użytkownikowi wygodniej mi jest raz na jakiś czas wcisnąć reset jeżeli się coś zawiesi a w razie zaśmiecenia systemu raz na rok zrobić format niż męczyć się z codzienną obsługą. Kiedyś na bashu przeczytałem takie zdanie: Ubuntu to Linux a Linux jest dla kogoś kto lubi się bawić pól dnia nad jednym problemem który wynika z innego problemu po to żeby się dowiedzieć ze ma inny problem.
Za dużo “Stallmanizmu”
Będąc użytkownikiem Windows jestem po prostu użytkownikiem Windows. Nie ciągnie się za mną ani miłość do Microsoft, ani do Billa Gatesa, ani jakakolwiek ideologia. Linux z kolei nierozerwalnie jest związany ze swoją ideologią. Świadczy o tym już nawet sama nazwa Ubuntu – człowieczeństwo wobec innych. Bez urazy, to dla mnie jakaś nowa forma komunizmu. Wszystko zaczęło się od pana Stallmana, dla którego komputery i hakerstwo były całym życiem i potrafił się rozpłakać na widok zakurzonego komputera na którym kiedyś pracował. Dzisiaj taka osoba jest żałosna i godna politowania. Stallman stał się bohaterem. Wielki orędownik wolności nie potrafił zrozumieć, że komputery stały się bardziej popularne i przestały być jedynie sprzętem naukowym a zaczęły być biznesem. Potrafił się obrazić na człowieka który nie chciał mu udostępnić kodu źródłowego oprogramowania drukarki z którą pan Stallman miał problemy. Nie potrafił zrozumieć, że pisanie programów nie jest już hobby a wielkim biznesem, który wymaga nakładów finansowych i pracy. Postawa Stallmana jest czysto roszczeniowa. Nie przyjmuje, że program stał się czyjąś własnością i uważa że udostępnienie jego kodu po prostu mu się należy. Wokół tego zbudował swoją ideologię która zahacza o sekciarstwo i komunizm. Oto ten kto uważa swój program za swoją własność to jest ten zły który chce się dorobić kosztem wolności innych (swoją drogą co ma otwartość kodu do powszechnej wolności?). Równie dobrze ktoś mógłby zbudować ideologię na żądaniu aby np. Chanel oficjalnie udostępniło dokładne receptury swoich perfum. Dlaczego pan Stallman nie obrazi się na panią z piekarni, która nie chce mu udostępnić rezultatu swojej pracy w postaci gotowego bochenka chleba?
Zauważyłem że głównym argumentem promującym Linuksa nie jest jego wyższość a nienawiść do Microsoftu i innych firm produkujących zamknięte oprogramowanie. Stallman wymyśli nowy wyimaginowany świat w którym istotą i symbolem wolności jest… dostęp do kodu źródłowego programów, których i tak 99% użytkowników w najmniejszym stopniu nie pojmuje. Nie wiem czy się śmiać czy płakać.
Podsumowanie
Po co napisałem ten tekst na tej stronie? Aby skłonić środowisko Pingwina do myślenia. Najprościej jest zamknąć się w swoim gronie i nawzajem poklepywać po plecach – jednak to nie przynosi żadnego rozwoju. Nie jestem przeciwnikiem Linuksa ani fanatykiem Windows. Postanowiłem przedstawić konstruktywną krytykę Linuksa w odpowiedzi na ideologiczną krytykę Windowsa. Jeżeli choć część ludzi sobie te słowa weźmie do serca i spowoduje to udoskonalenie jednej z wielu dystrybucji Linuksa, co w konsekwencji zwiększy konkurencję na rynku software to skorzystają na tym i wielbiciele Pingwina i wielbiciele Okienek.



Ciekawie napisane i fajnie się czytało, chociaż według mnie trochę za mało konkretów: piszesz o konstruktywnej krytyce linuksa, a krytykujesz Stallmana (którego nota bene też nie lubię i uważam że ten człowiek więcej szkodzi aniżeli pomaga) czy niektórych użytkowników – przecież to nie są wady linuksa jako systemu operacyjnego, ale otaczającego go środowiska. Jak zobaczyłem tytuł, to spodziewałem się ukazania minusów linuksa z punktu widzenia ZU (czyli min. z mojego punktu widzenia), jak np. marnej jakości większości programów użytkowych. Ale i tak artykuł mi się podobał i oceniłem go na pięć gwiazdek;-)
Dzięki. Wiesz, mnie nie zniechęca samo to że na Linuxie coś tam nie działa, o tym będę mógł napisać nieco później jak potestuję ten system. Zniechęca mnie także to, że Linuxowi wyjadacze będą patrzyli na mnie z góry jak nie będę mógł sobie z czymś tam poradzić. A także to, że system który zainstaluje będzie się już samą nazwą wiązał z ideologią której nie pochwalam. Stallmana krytykuję ponieważ nastawienie użytkowników ubuntu do innych systemów i do włąsnego systemu ma swoje korzenie w stallmanowskiej ideologii. Przynajmniej ja jako nieco bardziej obeznany ZU tak odczuwam.
Pracuje jako informatyk w gimnazjum. Mamy prawie wszystko na windzie. I jakoś nie widzę tego klikasz i masz. Tony problemów w najprostszych rzeczach jakie mają nasi użytkownicy, skłania mnie raczej do stwierdzenia że użytkownicy komputerów w większości nie mają pojęcia o użytkowaniu żadnego systemu operacyjnego. Nie istotne czy to WinXP, Ubu czy OSX(te systemy posiadamy). A rozwiązanie niektórych problemów na Win nie uprawiając piractwa jest niekiedy arcytrudne.
Wsparcie dla Ubu jest według mnie ciągłe. Zasada klikasz=masz. czyli: system>administracja>menadżer aktualizacji> dostępna jest nowa wersja 9.10>uaktualnij. I masz kolejne 2 lata wsparcia:)
A problemu ze sterownikami jakoś w ogóle nie ogarniam. Ostatnim razem miałem problem na 5.10.
Wrzucam płytę instaluje i mam wszystko działające(lapy, blaszaki, serwery) tylko jak mam nVidie do w obszarze powiadamiania klikam żeby stery dociągnął 3min, przelogowanie i działa. Inna sprawa to specjalistyczne oprogramowanie na win. Ale na maca też jest takie którego na winde nie ma, więc nie wiem w czym problem takie praw rynku:] Ale wydaje mi się że w 95% przypadków wystarczyło by nam Ubu. A ja bym to ludziom ogarnął. Tak jak teraz ogarniam winde na której nic nikomu nie działa:D
Komputer nie moze po prostu dzialac. Jest najbardziej skomplikowana maszyna ktora czlowiek zbudowal i czlowiek ktory jej uzywa musi byc swiadom co czyni. Pozniej okazuje sie tpsa jest najwiekszym spamerem na swiecie bo na komputerach domowych siedza trojany, wirusy i inne fajne sprawy. Zagrozenie stawia to nie tylko dla uzytkownika takiego komputera ale dla wszystkich systemow teleinformatycznych – posiadajac miliony komputerow w botnecie haker dysponuje niewyobrazalna moca obliczeniowa i chociazby mozliwoscia zapychania serwerow. Co do popularnosci linuksa – nie martw sie jest on dawno na celowniku jako serwer(MS IIS nie ma nawet polowy rynku), super komputer (97% to linuksy). Co do zawodnosci oprogramowania – truno sie dziwic jesli w firmie 90% czasu jest poswiecane zeby pod windowsem zdzialalo to dobrze (czy to strony internetowe czy programy desktopowe). Stallman jest fanatykiem i dobrze pomysl o swiecie w ktorym za uzywania mnozenia musial bys placic (tylko przyklad ale chociazby za uzywanie twierdzenia pitagorasa).
No i zapomniałem.
Nie jestem przeciwnikiem windy.
Po prostu nie gram nie robię muzyki ani grafiki.(jak większość szarych użytkowników).
Więc nie czuje potrzeby używania Windowsów:D
Dobrze napisane. Jednak z całości wychyla się tylko jedyna myśl przewodnia – ‘nie zainstalowałem Linuksa, bo nie chcę być komunistą’. Wbrew propagandzie, komunizm na papierze i w założenia nie był zły – zawiódł czynnik ludzki. Tak samo, jak czynnik ludzki może zawodzić przy Linuksie.
Podobnie stawianie znaku równości między Ubuntu a panem Stallmanem (czy nawet całą społecznością Ubuntu a p. Stallmanem) to mocne nadużycie. To nie Stallman kreuje zasady rozwoju Ubuntu, czy nawet Linuksa. Stanowi on radykalny odłam, walczący między innymi o takie a nie inne licencjonowanie oprogramowania. Jedni się z nim zgadzają, inni nie, a Linux rozwija się dalej.
O roli ZU przy maszynach elektronicznych typu komputer klasy osobistej, można napisać książkę. I tak, jak ty przedstawiasz ZU, który ma komputer mieć i ma mu wszystko chodzić, bez wgłębiania się (czyli tylko Windows mu to zapewni), tak samo ja mogę podać kilkanaście przykładów ZU, którzy nawet nie wiedzą, że pracują na Linuksie (nawet tego wypowiedzieć nie potrafią), a wszystko im o dziwo chodzi. A niektórzy wręcz wychowywali się na Windowsie. I nie chodzi mi o przegadywanie się, gdzie ktoś ma lepiej, tylko o to, że pojęcie przyzwyczajenia jest względne. Spróbuj sobie zmienić klawiaturę z układu qwerty na qwertz. Będzie nienawidził tej zmiany, będzie ci niewygodnie, będzie źle i paskudnie. Dopóki się nie przyzwyczaisz.
Oj chłopie…. Ale się prosisz o lincz ze strony linuksiarzy. Mam nadzieję, że się z tym liczysz, że zaraz posypie się cała masa komentarzy zarzucających Ci wszystko co najgorsze łącznie z herezją i obrazą czci “Wielkiego Pingwina” ;). Ja jak najbardziej się z Tobą zgadzam. Używam linuksa ładnych parę lat, ale od jakiegoś czasu jestem zmęczony już tym systemem i panującą w jego otoczeniu atmosferą sekty. Może mało wymieniłeś wad merytorycznych, ale to co piszesz to szczera prawda, tylko że niewiele osób z tego środowiska ją dostrzega. Większość jak tak zaślepiona, że będą Cię oskarżać o różne “zbrodnie” przeciw linuksowi, a sami nie przyznają się do błędów swojego spojrzenia na ten system. Ale masz u mnie duży plus za odwagę do pisania takich rzeczy w takim miejscu:) Zgadzam się z Tobą w pełni. Pozdrawiam
Tu to się akurat nie zgodzę – a w ekonomii siedzę od lat i wiem co mówię. Komunizm bazował na błędnych założeniach. To nie czynnik ludzki był jego wadą, a to że komunizm nie uwzględniał czynnika ludzkiego. Każdy system który zakłada niezawodność człowieka jest zawodny. Komunizm do sprawnego działania wymaga po prostu natury człowieka niespotykanej na tym świecie na szeroką skalę. Jego założenia były więc błedne. Ale to taki drobny OT.
Qbol ale w gimnazjum to nie ma co się dziwić, że coś nie działa skoro na komputerach pracuje cała masa użytkowników którzy bez pojęcia gmerają jak im się podoba. W dodatku na Windowsie działa cała masa programów które można dowolnie zainstalować. Komputery szkolne są po prostu maksymalnie zaśmiecone i niestabilne. Widywałem już w szkole komputery w których ikony z traya zajmowały połowę paska. Gdyby w szkołach poinstalować linuxy na które jest taka sama liczna róznego oprogramowania które różne szkodniki mogą sobie ot tak zainstalować to sądzę że sytuacja by wyglądała podobnie.
Nie mówie że na widnowskie wszystko ot tak działa, ale jest to znacznie prostsze. W dodatku taki jest kierunek rozwoju Windowsa, aby wszystko działalo przy jak najmniejszym nakłądzie pracy. W środowisku Linuxa takie myślenie wydaje się zupełnie obce i postrzegane jako lenistwo.
Drogi autorze!
Przedstawiłeś wiele racji w Twoim tekście, niektóre nawet się zgadzają ale niestety też z wieloma nie sposób się zgodzić, chociażby w wyborze wielu distro, czasu wsparcia dla danego systemu.
Przede wszystkim ciągła aktualizacja uniksowego systemu to tak naprawdę przedłużenie wsparcia, aktywnie wspierane przez rzesze programistów developerów etc. Co więcej, nie masz ograniczenia licencyjnego, jak to się ma w przypadku systemów z MS, gdzie kończy się wsparcie po 14 latach działania XP (system jest prehistoryczny wrecz) i praktycznie nie ma możliwości otrzymania kolejnej licencji na inny system ( w tym przypadku W7), co najbardziej mnie wkurza. Nie po to płacę ponad 300zł za to, że nie będę miał mozliwości kontynuacji licencjonowania – jak dla mnie wykupiłem licencję, mam prawo do innej nowszej wersji. Taka praktyka blokuje możliwosć rozwoju OS, w przeciwieństwie do uniksowych systemów, gdzie co prawda są eksperymenty, ale są one bardzo użyteczne. Przykład z pierwszej ręki: nowoczesny interfejs KDE4 stał się źródłem inspiracji dla W7 i odwrotnie.
Wspominasz o zamkniętych systemach, jako dobrym produkcje. Popatrzmy na jabłkowe sprawy, gdzie faktycznie mamy świetnie zintegrowany sprzęt z MacOS i za to się płaci, wszystko jest oparte na standardach uniksowych.
Artykuł jest dobry, ale brakuje w nim nieco obiektywnego spojrzenia na sprawy, które sam poruszyłeś.
Komunizm był w gruncie rzeczy dobrą ideą, ale..niedaleko było do utopii..I zawiódł człowiek, jako te najsłabsze ogniwo w tym całym systemie.
Pozdrawiam
Odniosę się tylko do dwóch “zarzutów”: wirusów i otwartości kodu.
Komentarz krótki: zabierasz głos w sprawie, o ktorej nie masz kompletnie pojęcia i przenosisz na Linuksa doświadczenia z Windowsa.
Komentarz dłuższy:
- wirusy.
Wirusy to programy. Pobierane z pocztą, przenoszone na dyskach, instalowane ze stron internetowych. Oczywiście napisanie wirusa na Linuksa to żaden problem. Jednak problemem staje się jego uruchomienie w środowisku użytkownika (z resztą na porządnie skonfigurowanym Windowsie też). Microsoft wybierając między bezpieczeństwem, a wygodą wybrał to drugie: każdy może instalować co tylko zechce, a standardem jest next>next>next>run. I stąd bierze się taki zalew wirusów: bardzo łatwo bowiem coś takiego napisać.
Na Linuksie trzeba plikowi nadać prawa wykonywania, podać hasło administratora (albo tylko hasło w zależności od rodzaju uruchamianego pliku).
Argument zaś o niezbyt dużej ilości użytkowników Linuksa jako czynniku zniechęcającym do pisania wirusów jest wyssany z palca i absolutnie niekonsekwentny. Jaką sławę bowiem zdobył by ambitny “haksior”, który napisał by wirusa instalującego się na serwerach Google? Wkradającego się do systemu WBK?
Na serwerach linuksowych (powszechnie używanych) znajduje się mnóstwo cennych wiadomości i mnóstwo kasy do zdobycia – motywacji więc dla “złego człowieka” nie brakuje. Więc …???
- otwartość kodu jako zagrożenie
Tutaj to trafiłeś jak kulą w płot. Oczywiście znowu “zły człowiek” może tak przerobić płytkę z Ubuntu, następnie sprzedać ją na Allegro i zawładnąć światem (lub na początek choć jednym komputerem ;)). Jednak korzystanie z oprogramowania ze znanego źródła zapobiega takim problemom, a serwery z dodatkami (czy aktualizacjami) są chronione kluczami identyfikującymi (żeby nie wdawać się w szczegóły) i zawierają WYŁĄCZNIE bezpieczne i sprawdzone oprogramowani. Źródłem wszelkich kłopotów jest bowiem nie wiedza o takim czy innym defekcie w jakimś systemie operacyjnym, ale fakt, że wiedza ta bywa dostępna jednostkom, które potrafią ją wykorzystać. Dodanie (przez “złego programistę”) dowolnej furtki dla swoich niecnych celów do dowolnej linuksowej aplikacji, dzięki jej otwartemu kodowi zostanie wykryte natychmiast, a tak spreparowane oprogramowanie NIGDY nie znajdzie się na serwerach z repozytoriami.
I to tak byłoby pokrótce….
Nie do końca zgadzam się z pierwszym akapitem: Gdy zalety stają się wadami
Prawdą jest, że prawie wszystkie wirusy są pisane aby atakować Windows, występuje więc pewna korelacja pomiędzy ilością tworzonych wirusów a bezpieczeństwem danego systemu, pod który pisane są wirusy, ale nie jest to związek przyczynowo skutkowy. Nie wynika z niego automatycznie, że gdyby na inny system było pisane tyle samo wirusów, byłby równie niebezpieczny. Można powiedzieć, że byłby równie mocno w kręgu zainteresowań crackerów, ilość zagrożeń z pewnością by wzrosła, ale nie znaczy, że zbliżyła by się do tego samego poziomu, co w innym systemie.
Podobnie z otwartym kodem, wniosek trochę na wyrost, po pierwsze jest to tylko gdybania, po drugie dużą część wolnego oprogramowania można zainstalować pod Windows już dziś (GIMP, Blender, ale również wiele projektów ściśle Windowsowych) i na razie nie ma mowy o rosnącym zagrożeniu i atakach ze strony instalacji wolnego oprogramowania.
Co do akapitu: Jest nas wielu:
Rozdrobnienie Linuksa na setki dystrybucji, ich modyfikacje, starsze nowsze wersje i różne repozytoria zdecydowanie stanowi jego słaby punkt. Tu jest typowy przykład czegoś za coś.
Albo ktoś kontroluje z góry, ustanawia standardy i ogranicza wolność, albo jest pełna wolność kosztem wolnej amerykanki, kosztem chaosu. Tak jak miało to miejsce z UBUDSL, gdzie autor nie kwapi się aby poinformować na stronie projektu, że prace nad projektem zostały zawieszone na czas nieokreślony i ludzie nawet nie wiedzą, że czekają na coś co może się już nie ukazać.
Co do elitarność, to z pewnością Linux jest elitarny i wiele jego użytkowników nawet nie zdaje sobie sprawę, że pomimo, że publicznie zachęca “każdego” do Linuksa, to podświadomie owa elitarność, przynależność do tego klubu bardzo mu odpowiada i nie chce tego zmieniać.
Na dzień dzisiejszy Linux nie nadaje się np. dla artysty grafika, który umie jedynie posługiwać się programem graficznym i tabletem (pomijam już brak Photoshopa na Linuksa) i nie ma żadnego pojęcia o informatyce czy zaawansowanej obsłudze komputera, on chce jedynie włączyć program i tworzyć, ba na tym się zna a komputer jest dla niego tym samym czym dla robotnika łopata.
Natomiast niewątpliwie istnieją zastosowania, gdzie Linux spisuje się wyśmienicie, jest to raczej nisza, ale bywa tak, że Linux jest bezkonkurencyjny, jak na rynku superkomputerów czy serwerów.
Zgadzam się z Qbol’em.
Co do samego artykułu nie zgadzam się z nim. Większość tekstu wg mnie jest nieprawdą, świadczącą o niewiedzy autora, m.in. o wsparciu Ubuntu.
Nie jestem fanboyem Linuksa, ale wg mnie Linuks jest równie łatwy/trudny jak Windows.
mlody969 ale nawet jak by ktoś gnoma mi rozwalił. To jest 2 min roboty żeby go przywrócić do pierwotnego stanu. Ale nie ma takiej samej ilości szkodliwego oprogramowania(jak by Wartburgi składali tak samo dobrze jak BMW to by był tak samo dobrym samochodem. Ale nie był:) Poza tym winde mi zainfekują z ograniczonego konta bo im na stronie wyświetlił się baner “masz wirusa;kliknij”. Miałem taki przypadek.
hehe, nikt nic nie zainstaluje ani tu ani tu, bo po to są konta użytkowników :) widać, że nigdy nie miałeś możliwości popracować z masą użytkowników i ich kosmicznymi problemami. Które jak ktoś tam powyżej dobrze wspomniał, że bez jakiejś płytki z kosmicznymi nielegalnymi programami mogą zostać rozwiązane. fakt fajnie sie czytało, ale póki nie podziałasz na jednym i drugim systemie to bez sensu pisanie. To tak jak ja bym pisał, że jem tylko szynkę a sera nie bo ma dziury, ale może kiedyś spróbuję lecz cały czas powstrzymuje mnie to, że producenci sera maja białe fartuchy. Poza tym w obojętnie jakiej firmie czy z Windowsami czy z Linuxami jak użytkownik to pani Hela co ma 60 lat i przez większość życia miała papier i długopis a teraz szef postawił jej na blat komputer to bez względu na system w ciągu dniówki pojawisz się tam 10 razy z takich powodów, że Ci się nawet nie śniło, a po 3 miesiącach komputer można sformatować i zastanowić się jak jeszcze bardziej można ograniczyć ograniczone konto usera, żeby za 3 miechy nie odzyskiwać systemu na nowo :) Tyle, że w linuksie naprawiasz wszystko od tak, a pod windowsem musisz zainstalować sto tysięcy innych zbędnych programów niekoniecznie legalnych żeby rozwiązać najprostszy problem. A co do korzystania z programów do grafiki, edycji video itp itd, to Windows ma taką przewagę, że se każdy ściągnie photoshopa i cracka i ma. Także bez sensu narzekanie na brak oprogramowania bo on jest tyle, że gdyby taki photoshop był na linuksa to by nikt nie narzekał bo się do niego przyzwyczaił a i tak nie kupiłby oryginalnego.
nie lubię Bila i tego co wymyślał razem z Microsoftem co nie znaczy że nie będę korzystał z Windowsa. Nie ma sensu wybierać systemu ze względu na środowisko otaczające go a ze względu na własne wygody.
Amen.
Bardzo się cieszę, że w czytelni Ubuntu publikuje się taki tekst.
Zaraz zaraz , przecież to nie miejsce na artykuły o łindołsie.
Można równie dobrze zacząć nowy wątek ” Nigdy nie będe jeździł Nissanem”.
Co to do k……y jest?????????
Jakiś spęd nieudaczników zawiedzionych życiem , frajerów mówiących o komuniźmie , którego na własnej skórze nie doświadczyli????????????????????
Wypad z tym dziadostwem na fora łindowsowe , tam jest swoiski zapach…………………
“Otóż otwarty kod i swoboda grzebania w nim to (…) swoboda wyszukiwania jego luk, tworzenia w nim luk a także lawina błędów popełnionych przez domorosłych programistów.”
Jeśli tak to jakże Autor może napisać “sam w tej chwili pisze ten tekst dzięki open office’owi”? Czy myślimy o tym samym OpenOffice? O tym otwartoźródłowym OpenOffice, w którym każdy może (parafrazując pierwszy cytat): wyszukiwać jego luki, tworzyć w nim luk a także, którego trapi lawina błędów popełnionych przez domorosłych programistów?
A co do mnogości dystrybucji. Może masz racje, może to jest wada dla przeciętnego zjadacza chleba. A ma też swoje zalety. Ty możesz narzekać na kierunek jaki obrał Microsoft ale nie możesz nic z tym zrobić. A jeśli mi się nie spodoba kierunek który obierze Ubuntu to zmienię dystrybucję na np. openSUSE. A jeśli chodzi o oprogramowanie to staram się używać wielo platformowego: Firefox Thunderbird VLC Vuze. Żebym na każdej platformie miał ogarnięte programy którymi w miarę sprawnie mogę się posługiwać.
No i inna sprawa. Nie używam Ipoda/Iphona, Walkmana. Bo uważam że to ich problem że nie wspierają linuxa, a nie problem linuxa że jest nie wspierany:) Używam playera samsunga który działa jak pen drive. I na imprezach widzę zdziwienie użytkowników Ipodów którzy nie ogarniają prostoty funkcji drag&drop na każdej platformie działającej tak samo nie skomplikowanie.
No cóż pisząc o czymś wypadało by się nieco zaznajomić z tematem.
Do repozytoriów, umieszczania w nich pakietów dostęp ma niewielka grupa zaufanych ludzi, każdy może sobie pobrać źródła i zrobić z nimi co chce, zrobic tam backdora itp. ale nie ma szans żeby to ukazało się w oficjalnych repozytoriach! następna sprawa to taka że zanim coś zostanie umieszczone jest dokładnie testowane i sprawdzane przez grupę ludzi by umieszczany pakiet był jak najlepszej jakości.
PS. przeczytałem tylko wstęp i pierwszą cześć, reszty nie ma ochoty bo jeśli ktoś pisze takie bzdury to szkoda mi na to czasu.
“Wine, emulatorów czy porad na forach aby uruchomić czy wykonać coś co na Windowsie jest dziecinnie proste.”
lol rozumiem ze wydaje ci sie ze odpalenie aplikacji, ktore sa tylko na linux, pod windowsem to niby takie proste? W ogole ten argument z wine i emulatorami jest debilny, czego ty oczekujesz, ze linux bedzie ci bez problemowo uruchamial aplikacje ktore sa robione POD WINDOWS?
Artykul moze i fajny ale ty masz jeszcze za malo doswiadczenia w kwestii systemow operacyjnych a spora czesc argumentow swiadczy o tym ze nawet windows zbyt dobrze nie znasz.
Szczerze powiem, że po wstępie spodziewałem się ciekawszego artykułu…
Odnośnie otwartości kodu – bzdura. Dowód? Firefox – przeglądarka, która za niedługo będzie najpopularniejsza na świecie (o ile już nie jest). Otwarty kod źródłowy wcale jej nie przeszkadza, a łatki na wykryte błędy pojawiają się w mgnieniu oka.
Zgodnie z Twoim założeniem Firefox powinien być bardzo niebezpieczna przeglądarką, a IE bezpieczną, a jednak jest odwrotnie.
Mnogość dystrybucji – czy to wada… Może i tak, ale tendencja jest taka, że jeśli ktoś poleca Ubuntu, to najczęściej ma na myśli podstawową wersję, a nie odmiany w stylu Kubuntu, Xubuntu itp. Pomijając fakt, że różne środowiska można zainstalować w Ubuntu, a później je usunąć (i wcale nie wymaga to reinstalacji systemu), to w zasadzie one wszystkie są do siebie podobne.
Wygląd Windowsa też można zmienić, nawet do tego stopnia, że osoba nieobeznana z systemem będzie czuła się zagubiona. Zauważ, że w internecie pełno jest nielegalnych modyfikacji Windowsa – gdyby nie było to zabronione to mielibyśmy taką samą sytuację jak z dystrybucjami Linuksa, bo ludzie lubią mieć coś przystosowane do własnych potrzeb – Linux daje im taką możliwość, a niektórzy po prostu z tego korzystają.
Z tą pewnością, że coś działa na różnych wersjach Windowsa też bym nie szalał, bo akurat tutaj jest podobnie jak z różnymi dystrybucjami Linuksa – większość programów bez problemu działa, ale zdarzają się wyjątki.
Co do interfejsów – ktoś, kto pracował na Windowsie XP potrzebuje trochę czasu, aby przyzwyczaić się do Windowsa 7. Podobnie jest ze środowiskami graficznymi w Linuksie, które nota bene w różnych dystrybucjach wyglądają prawie identycznie (GNOME to GNOME, a KDE to KDE).
Wsparcie techniczne w Ubuntu, jak ktoś już wcześniej wspomniał, jest w zasadzie ciągłe – wystarczą darmowe aktualizacje do wyższych wersji systemu.
Pokaż mi komputer, na którym po zainstalowaniu Windowsa ten system po prostu działa… Nie ma takiego. Nawet preinstalowany Windows wymaga nakładu pracy aby uznać go za gotowy do wykonywania codziennych czynności.
Właśnie taki “po prostu działa” jest Linux – instalujesz system i już. Są sterowniki, są programy, są kodeki, a jak czegoś brakuje, to chmurka albo okienko wyskoczy z odpowiednią informacją i przyciskiem typu “pobierz, skonfiguruj i zainstaluj – automagicznie”.
Jeśli masz problemy ze sprzętem – zdarza się, nawet na Windowsie (a tam masz dedykowane, oficjalnie wspierane sterowniki!). Problemy z programami? Raczej nie możesz zaliczyć się do ZU, jeśli uznajesz Photoshopa, czy inne drogie windowsowe programy jako niezbędne do codziennej pracy…
Nie wiem też co takiego w “codziennej obsłudze” systemu może sprawiać problemy… Chyba tylko przyzwyczajenia z innego systemu. Chcesz klona Windowsa? Przyjrzyj się ReactOS – któregoś dnia ma szansę stać się nim. Linux nie dąży do bycia “innym Windowsem”.
Co do osoby Richarda Stallmana – jest postacią kontrowersyjną, owszem. Ale to m.in. dzięki niemu powstała idea open source i gwarantuję Ci, że nie wpływa ona negatywnie na świat komputerowy, a wręcz przeciwnie. Pewnie nie zdajesz sobie sprawy z jak wielu narzędzie korzystasz na co dzień, które powstały albo bezpośrednio z udziałem RMS, albo dzięki jego “utopijnej” wizji.
Podsumowując – Twoja krytyka wcale nie jest konstruktywna, bo nie wskazałeś słabych punktów samego systemu, ani tym bardziej nie zaproponowałeś jakiegokolwiek rozwiązania polepszającego stan rzeczy. Za to ponarzekałeś sobie, że na forach można znaleźć ludzi nienawidzących MS oraz takich, którzy naśmiewają się z nowych użytkowników Linuksa (tacy są ludzie, ale oni nie są w większości). Zwróciłeś też uwagę, że przyzwyczajenia z Windowsa są bardzo silne (to nic odkrywczego), ale nie zaproponowałeś niczego, co mogłoby to zmienić. Generalnie cały ten felieton poświęcony jest otoczce towarzyszącej Linuksowi, a nie skupia się na systemie jako takim…
A ja mam pytanie do autora:
Posiadasz oryginalna wersje systemu czy pirata ?
Łopata pozostanie łopatą, bez względu na to jaki ma trzon, rączkę, jest chromowana czy pomalowana różową farbą – dla każdego coś innego. Ale łopata to łopata, i dlatego jeśli jeden robotnik da ją drugiemu, to ten drugi wie co z nią zrobić. A jeżeli zwykły robotnik nie potrafi się nią poprawnie posługiwać to powinien zastanowić się nad tym, czy nadaje się do kopania rowów czy powinien zostać informatykiem ze znajomością tylko Windowsa albo grafikiem ze znajomością Painta.
To, że wiem jak zbudowana jest łopata i z jakich materiałów, ułatwia mi później jej naprawienie, bo nie muszę czekać na “serwis” czy kupować nowej. Oczywiście wiem, że sklep nie zapewni mi co rok nowej, darmowej, lepszej łopaty (nie widzę nic złego w kupowaniu sobie Linuksa na CD np. Ubuntu ze sklepu – kwestia ceny). Zadowala mnie też to, że mogę sobie swoją łopatę pomalować w kwiatki czy paski, bo mam taki kaprys.
Za użytkownikami Windowsa wbrew pozorom ciągnie się ideologia – pieniądz i marketing. Każdy użytkownik to kopalnia złota, którą Microsoft eksploatuje.
A stallmanizm to utopia, w której istnieje społeczeństwo które poprzez to, że daje coś od siebie, ma też prawo wziąć coś dla siebie np. skoro Jasiu napisał kalkulator dla Krystyny z gazowni, to Krysia powinna odwdzięczyć się poprzez dostarczenie mu gazu. Oczywiście Jasiu to nie złodziej, i nie zostawił sobie “furtki” do zabierania gazu od Krysi bez jej wiedzy. Wiem, utopia przez duże U ale tak to mniej więcej widzę.
Zdaję sobie sprawę, że moje zdanie nie jest jedynym poprawnym a moje porównania są liche i wątłe. Sam też na co dzień używam Windowsa, czasem Linuksa i nie widzę siebie po stronie fanatyków. Jednak nie lubię nieobiektywnego i jednostronnego spojrzenia na świat. Rozgarnięty człowiek powinien wiedzieć “ciut”, a nawet pół “ciuta” więcej niż tylko to, że “e” to internet.
I nie tak dawno czytałem, że Firefox ma najwięcej problemów z bezpieczeństwem.
Artykuł byłby bardziej wartościowy, gdyby nie dość przykre i niepotrze słowa na temat Stallmana – po co obrażać człowieka ? Nieładnie pisać że ktoś “jest żałosny i godny politowania”, nawet jeśli się go nie lubi. Trochę więcej szacunku dla innych ludzi, szczególnie, że Autor jednocześnie zarzuca brak szacunku ze strony linuksowych specjalistów dla zwykłych użytkowników. Najwyraźniej Autor nie rozumie znaczenia rzeczy o których mówi Stallman i znaczenia wolnego oprogramowania, do którego powstania ten człowiek się przyczynił. Apropos tych “linuksowych specjalistów”, nie można też uogólniać, że wszyscy patrzą z góry na kogoś, kto się nie zna. Również nie wszyscy użytkownicy Linuksa to specjaliści, są wśród nich ZU.
Nawet jeśli ktoś jest specjalistą, zna się na informatyce, to wcale nie znaczy że jest zadowolony z tego, że na Linuksie jest trudniej coś zainstalować, uruchomić sprzęt. Ułatwienie korzystania z komputera nie jest tylko dla ZU, potrafią to decenić również profesjonalni informatycy, którzy mogą skupić się na wykonywanych zadaniach, zamiast na konfigurowaniu systemu.
Poza tym artykuł porusza wiele kwestii, które stanowią rzeczywiście problem w Lunuksie, takich jak łatwość instalacji oprogramowania, niekompatybilności między dystrybucjami itp. Z tym, że otwartość kodu prowadzi do zmniejszenia bepieczeństa jednak trudno się zgodzić, bo jednak powoduje również większą przejrzystość i ułatwienie załatania dziur.
http://webinside.pl/news-6452-bezpieczenstwo-a-firefox.html
E tam. linuksiaże to linuksiaże tamto. A jak jest przy każdej informacji na temat Linuksa na “popularnych” stronach internetowych?
Chyba wszyscy to znacie: zacofani, studenciaki, obwisłe swetry, nie stać, nie mają, Photoshop,CAD, .NET i inne jeszcze co bardziej fantazyjne wypowiedzi.
Macie jeszcze na to siłę? Bo ja osobiście zaczynam mieć tego dosyć.
Zaraz zamykam Ubuntu, sesje ze wszystkimi RedHatami i Windowsami wychodzę z roboty i idę na browara. Może i wy się zdecydujecie na piwko a tam jedni i drudzy uraczą się porządnym kufelkiem na zdrowie.
Autor tekstu na początku przedstawia siebie jako obiektywnego obserwatora i twierdzi że chce wskazywać błędy a “nie mieszać z błotem” Linuksa i środowisko open source. Jednak jak to się ma do żałosnych argumentów typu:
1. “To co chroni Linuksa przed zagrożeniami to jedynie jego niska popularność.” – ciekawe więc dlaczego wiele ważnych firm i instytucji korzysta z tego systemu na serwerach o największym znaczeniu.
2. “Środowisko Linux dopiero teraz łaskawie się otwiera na zwykłego użytkownika, jednak przy ciągłych śmiechach w tle jaki to on nieporadny i niedouczony.” – bez komentarza
3. “… jak można oczekiwać że takie samo przebicie co Windows będzie miał system, którego nowa wersja wychodzi co parę miesięcy jak tylko ktoś tam poprawi wygląd ramek” – wspaniały argument przeciw Ubuntu zwłaszcza jeśli na spokojnie porównamy “wielkie różnice” między Windows Vista a Windows 7. A przecież nowości i ulepszenia między kolejnymi wydaniami najpopularniejszych dystrybucji Linuksa są naprawdę duże, pewnie dlatego że sporo jest jeszcze do zrobienia by nazwać Linuksa idealnym systemem dla desktopów.
Szkoda że artykuł jest bardzo słaby od strony merytorycznej. A wręcz po jego przeczytaniu naszła mnie myśl czy aby na pewno autor korzystał kiedyś z Linuksa czy tylko powtarza utarte, nie aktualne i nie prawdziwe argumenty. Zwłaszcza że Linuksowi można wytknąć jeszcze sporo realnych problemów które ma do rozwiązania by konkurować z Windowsem jako system dla “przeciętnego” użytkownika.
Więc tak:
Z wadą – mnogością dystrybucji również się nie zgadzam. Owszem, wybór czasami bywa trudny, ale przecież kupując komputer można się poradzić kolegi/kolesia w sklepie/kogokolwiek innego. A przynajmniej jest wybór, co – przynajmniej moim zdaniem – z nawiązką rekompensuje trudności w wyborze.
Bezpieczeństwo? Podany w którymś z poprzednich komentarzy przykład Firefoksa pokazuje, że otwartość nie stanowi zagrożenia.
Wparcie techniczne? Nie zgodzę się z autorem. Owszem, Microsoft poinformował 5 lat wcześniej o zakończeniu wsparcia dla Windows XP. Tyle, że niektóre dystrybucje mają bardzo jednorodne wsparcie techniczne – np. Ubuntu (zwykłe wersje – 1,5 roku, LTS – 3 lata). Tutaj pracuje mnogość dystrybucji – wybór należy do Ciebie.
Obsługa i działanie – tu się częściowo zgadzam. Korzystam zarówno z Windowsa (Vista), jak i z Linuksa (Kubuntu 9.10). I przyznam, że Kubuntu czasem wymaga dużo więcej zabawy i czasem sprawia dużo więcej problemów, niż Vista (np. zniknięcie dźwięku po updacie do 9.10 – pomogło dopiero wyłączenie PulseAudio). Obsługa Linuksa jest też trudniejsza – często musisz znaleźć pakiet i go zainstalować (jest Ubuntu Software Center niby, ale na Kubu nie ma, poza tym tylko część programów można tak instalować), a nie po prostu ściągasz plik z neta i dalej dalej dalej zakończ. Choć i tak czasem się robi, gdy ściągam z Internetu pliczek .deb. Jak to jest rozwiązane? Myślę, że Windows postawił na wygodę i prostotę, Linux zaś na bezpieczeństwo i funkcjonalność. Po raz kolejny – wybór należy do Ciebie.
Co do tego, że media krzyczą o nowym Windowsie, milcząc często o Linuksie: Po co najeżdżasz na nazwę? “Człowieczeństwo wobec ludzi 9.10 żwawy rogaty zając” czy “Okna 7″ – czy to robi jakąś różnicę? Ale to prawda, że nie ma co się oburzać na sytuację medialną Linuksa. Windows jest czymś powszechnym – Linux – niszowym. Nie ma się co więc dziwić, że premiera Windowsa 7 jest wydarzeniem, zaś nowego Ubuntu – faktem, który dla większości nie ma żadnego znaczenia.
Co do sprawy pana Stallmana – nie wypowiadam się, ponieważ nie orientuję się w niej. Za to przyznam, że nie podobają mi się niektóre czysto monopolistyczne działania Microsoftu (zwłaszcza te związane z patentami).
“Sekta” Linuksowa? Owszem, istnieje. Ale, moim zdaniem, w każdej grupie są takie przypadki. Wystarczy czasem przeglądnąć komentarze np. na Onecie pod artykułem informującym o jakiejś luce w Linuksie i jest od razu: “I co, Pingwiniarze, łyso wam?” czy coś w tym stylu. Praktycznie w każdej grupie znajdziesz tych bardziej doświadczonych, którzy będą się wymądrzać i wywyższać nad laików. Ale znajdziesz też tych bardziej doświadczonych, którzy wyciągną dłoń i pomogą komuś, kto nie jest jeszcze zorientowany. I nieważne, czy to grupa Linuksowców, Windowsowców, grafików komputerowych czy wielbicieli starych samochodów.
Klasyczny emocjonalny bełkot fundamentalisty którego wiara została urażona. Drogi panie, po pierwsze przed tym felietonem pojawił się inny zatytułowany “Dlaczego nie zainstaluje Windows 7″, po drugie ja nie napisałem że Linuxa nie zainstaluje co podkreśliłem we wstępie. Po trzecie twój komentarz jest całkowicie antymerytoryczny i jego założenie jest następujące “sprzeciw wobec linuxowi = dziadostwo, brak racji”
Skoro piszesz, że MS wybrał wygodę i przez to jest więcej wirusów to dochodzimy więc do wniosku żę Linux jest bardziej bezpieczny kosztem wygody. Jest więc mniej wygodny. Tak jak piszesz, jeżeli wirus jest programem, skoro więc na Linuxie trudniej go uruchomić to trudniej także uruchomić inne programy? Czy się mylę?
A to że jeden haker zaatakował Google to żaden argument. Jaskółka wiosny nie czyni. Dalej olbrzymia większość wirusów komputerowych to wirusy atakujące Windows. Jakby zamienić popularność Windowsa na Linuxa to Linux także by był systemem zagrożonym.
A więc dochodzimy do wniosku, że bezpieczeństwo zapewnia pobieranie programów z oficjalnych źródeł. Jakby na Windowsie instalować same programy oficjalnych producentów to podejrzewam że też by był bardziej bezpieczny. Jednak wysoka popularność windowsa sprawia że w internecie jest bardzo dużo softu z nieoficjalnych albo pół oficjalnych źródeł.
@mlody696
Z tymi lukami we Firefoksie to wpadłeś w najzwyczajniejszą pułapkę:
http://www.idg.pl/news/352383/Firefox.ma.najwiecej.luk.czyli.jak.manipulowac.danymi.html
ty to nazywasz konstruktywną krytyką? przecież to w większości brednie.
Nie zgodzę się kompletnie z felietonem. Owszem – jestem informatykiem, ale nie znaczy to, że muszę być geekiem Linuksa, choć w miarę łatwo przychodzi mi jego poznawanie. W Windows też nic nie jest od razu. Tak może mówić tylko właśnie ZU. Jeśli chodzi o administrację systemem, czy postawienie gabinetu informatycznego na Windows, bez wiedzy z głowy niewiele się zrobi. Mam nadzieję, że nikt się nie obrazi. Kiedyś ktoś właśnie za taki przykład się obraził. Windows jest prosty, bo jest kierowany za przeproszeniem do byle idioty, który ma sobie z nim poradzić. Dochodzi tu potem do paradoksu, gdy użytkownik kompletnie nie umie poradzić sobie potem z czymkolwiek innym – nawet MacOS X! Idąc dalej – Windows “uczy” na tyle, że znam 10 letnich stażem userów Windows, którzy nie umieją nawet serwisować sobie systemu.
Poza tym – tylko zwykły user twierdzić może, że Windows jest dobry. Opublikowano ostatnio listę 500 najszybszych komputerach świata. Linux był na pierwszym miejscu, natomiast Windows w całym rankingu miał zaledwie 1.00% udziału. Do czego dążę – w profesjonalnej informatyce Windows nie jest najlepszy i mało stosowany. Miejsce mają tu systemy jak *BSD, (Open)Solaris, Linux. Skoro Windows jest super, dlaczego tam nie stawiają go? Dlaczego NASA używa Solaris a nie Windows? Dlaczego nawet w technikach informatycznych uczą, że Windows to nie wszystko? Windows jest tylko do domu, a nawet tak produkuje on troszkę informatycznych analfabetów. Z zaciekawieniem obserwuję znajomego gimnazjalistę i zawsze pytam, jak przebiegały lekcje. Zdarza się, że lekcji brak, bo Windows się w gabinecie posypał. Co innego – na lekcjach z informatyki zdarzają się oceny niedostateczne, bo uczniowie umieją tylko klikać, ale jak trzeba zrobić coś więcej, to są schody, bo nie wystarczy tylko klikać.
Zgadzam się – Linux nie jest wolny od błędów, wiele detali mnie irytuje w nim. Ale trzeba uczciwie przyznać, że Windows NIE JEST najlepszym systemem, ale się go po prostu używa. Lecz jak zaznaczyłem – najczęściej tylko w domu, bo wszędzie indziej wiedzą o tym, że Windows czasem może się w kapcie schować.
Siłą Windows jest przyzwyczajenie do niego. Gra w czasopiśmie jest dla Windows, artykuły są o rzeczach w Windows, Windows wciskany jest do 9 na 10 laptopów i stacjonarek. Tu leży jego siła. A z czasem user przyzwyczaja się do tego, że formaty i wirusy to rzecz normalna.
Idąc dalej – kompletnie chybione jest, że Linux jest bezpieczny, bo mało znany. Szanowny Kolego – doceniam ten wywód w teksie, ale jest błędne. Linux jak i reszta systemów *NIXOWYCH mają zupełnie inny system zabezpieczeń. Tutaj trzeba nadal plikowi prawo do wykonywania, tutaj coś większego jak zainstalowanie programu, wymaga uprawnień roota lub wskoczenia na jego konto. Nic nie stanie się samo – nie ma takiej możliwości. W Windows natomiast z automatu są uprawnienia administratora. Owszem – teraz zaczęli brać przykład, czego efektem jest UAC. Ale XP? Stara era – dlatego byle co jest w stanie go rozłożyć. I nie chodzi tu o popularność – to zupełnie inny typ zabezpieczeń.
Otwartość kodu i hakerzy – większość hakerów używa systemów opartych na UNIX’ie. Bezpieczeństwo i większe możliwości – ot co. Poza tym – Linux istnieje już tyle lat, a jakoś nikt nie wszczepił do niego kodu rozkładającego system. Ciekawe dlaczego…Poza tym – myślisz, że Canonical czy Red Hat będą wszczepiali szkodniki w kod swoich distr? Oczywiście, że nie, więc przykład chybiony. Ale jak użyjesz distra XYZ, którego autorem jest Jasiu Kowalski, to kto wie, co autor tam wklepał w kod…
Po prostu każdy argument da się odeprzeć logicznymi dowodami.
Ale zgodzę się z jednym – Windows jest znacznie wygodniejszym systemem na maszynach bez internetu.
Kolejne bla, bla bla.
A no właśnie. Ja nie twierdze że Linux jest zły, tylko nie jest najlepszym rozwiązaniem dla przeciętnego użytkownika. I to jest to o czym pisałem – Windows jest zły bo nie trzeba do jego obsługi informatycznej wiedzy. O TO CHODZI!! Przykład NASA czy super komputerów jest chybiony. To że zawodowi programiści wybierają Linuxa jest dla mnie oczywiste. Jednak w systemie dla przeiętniego kowalskiego właśnie o to chodzi aby informatyczny analfabeta umiał się w nim poruszać.
Mi nie chodziło o to że zainstalowany windows jest gotowy do pracy tylko o to, że praca w nim wymaga znacznie mniej wysiłku. Klikam, instaluje, używam.
Skoro już się tak uczepiłeś FireFox’a to pewnie używasz dziurawej najgorszej przeglądarki świata Internet Explorer co nie ;) ?. W koncu FireFox jest niebezpieczny jak dynamit i dziurawy bo otwarty kod źródłowy . Takze zyj dalej swoim swiatem Windowsowym bo widze, że o linuxie wiesz tylko z internetu i gazet.
Najpierw zanim zaczniesz coś oceniać i krytykować może spróbuj użytkować to. Ja używam Linuxa już jakiś czas i szczerze jest dużo lepszy niż windows i nie muszę się martwić o wirusy i takie inne gowna. Dlatego, że musialbym byc kretynem by nadac uprawnienia wirusom i podac haslo roota. Windows nie ma takich zabezpieczeń. Wystarczy, że klikniesz w plik i otworzysz i wirus zawita do twojego cudownego windowsa ;).
Najlepszymi wirusami są : Win32.Sality , Win32.Jefoo(jak nie skasujesz w miare szybko to wszystkie *.exe masz zepsute i format pozostanie ;).
Dodatkowo wróćmy do FireFoxa jakoś nie zauważyłem by ludzie go unikali ;) wręcz przeciwnie coraz wiecej ludzi go używa bo jest duzo bezpieczniejszy od dziurawej i beznadziejnej przegladarki IE.
Oprocz FireFoxa istnieje jeszcze mnóstwo innych przegladarek :
- Opera , – Safari , – SeaMonkey , – Google Chrome , – Arora , – Conqueror , – Epiphany , – Galeon , – Kazehakase , – Midori , – NetSurf i wiele innych.
Naprawdę mały wybór masz ?? Moim zdaniem mnóstwo ich i można sobie wybrać jaką chcesz.
Nie jestem fanatykiem Linuxa ani Windowsa . Owszem nie jestem ZU bo sporo wiem o komputerach, ale na przyklad moja siostra uzywa Ubuntu z LXDE na swoim komputerze i jest bardzo zadowolona. Dodam, że nie wie o komputerach duzo a docenila szybkosc niezawodnosc stabilnosc i bezpieczenstwo linuxa. Mowila, że XP jej mulil na komputerze i za duzo bledow i zawieszania się systemu.
Mówisz takze o tym, ze jak ktos Windowsa zainstaluje to juz ma wsyzstko ?? Ha-ha-ha wybacz, ale nie masz racji .
Po 1 trzeba zainstalować sterowniki inaczej Windows wyskoczy BRAK KARTY DZWIEKOWEJ!
Wiec o sluchaniu MP3 mozesz zapomniec jesli nie masz sterownikow ;).
W linuxie od razu wykrywa instaluje i ustawia sam karte i mozna sluchac muzyki.
Po 2 brak sterowników realteka przewaznie oznacza brak internetu chyba, że ktos ma SP2, SP3 . ;)
Po 3 Nie masz od razu flasha , javy , Net frameworka wgranych wiec nie klam, ze wszystko gotowe.
Po 4 Kodeki ;) tu musisz sie nalatac po stronach z instalkami by pobrac wlasciwe kodeki i zainstalowac. W linuxie wszystko jest w 1 miejscu w Bazie repozytoriów (DODAJ/USUN badz SYNAPTIC czy APT-GET).
Po 5 Fakt faktem nie wszystkie gry z Windowsa jeszcze chodza dobrze na Linuxie, ale przeciez nie jest powiedziane, ze kazdy musi w wszystko zagrac ;). Są gry na linuxa z windowsa chocby w sklepie WUPRA.
Po 6 na linuxie sa konwertery plików za darmo albo tanio ;) a na windowsa są monstrualnie drogie :) a o darmowych mozna zapomniec bo jak sa to fatalne (powód ? zamkniety kod ^^ ).
Po 7 Włączanie Linuxa jest duzo szybsze niz Windows. To jednak jeszcze nic bo zamykanie systemów w przypadku Linuxa jest duzo szybsze ;) Nie trzeba czekac dlugo az wylaczy sie komputer.
Po 8 Instalacja programow gier itd. jest duzo szybsza dzieki bazie repo , synaptic czy samemu apt-get.
Nie trzeba klikac wiele razy by zaczac instalacje.
Po 9 Na Windows bez antywirusa antyspamera spybota i innych dupereli mozesz szykowac sie do formatu w krotkim czasie ;). Antywirus to dodatkowy koszt , firewall takze , spybot rowniez (darmowe sa beznadziejne). Na linuxie jest IPTABLES a antywirusy niepotrzebne ponieważ pliki sie nie uruchomią bez nadania praw wykonywania i podania hasla administratora.
Po 10 Bezpieczenstwo linuxa nie zmaleje jak stanie sie popularny . Dlaczego ? Powód masz w “Po 9″ .
Po 11 Za korzystanie z Windowsa na jedynym slusznym sprzecie placisz 300-400zl OEM bez prawa modernizacji sprzetu. Za 800-1200zl masz prawo do modernizacji sprzetu, ale tylko 1 stanowisko. Za korzystanie z Linuxa placisz 0zł masz prawo do instalowania na wielu stanowiskach (nieograniczona ilosc). Mozesz modernizowac nawet codziennie .
Po 12 W windowsie nie wolno ci nic zmieniac w kodzie. W linuxie masz prawo do tego i mozesz sam sobie skonfigurowac i przystosowac system do wlasnych potrzeb.
Tak wiec polecam najpierw zainstalowac LINUX a potem pisac glupoty na jego temat .
Zaznaczam ponownie nie jestem fanatykiem Linuxa . Windowsa uzywalem od wersji Windows 95 do 7. Wiec znam jego duze wady i zalety. Linux tez nie jest idealny, ale dla programistow ,grafikow, muzykow, projektantow WWW , architektow , na serwery jest bardzo dobry. Dla ZU na podstawowe potrzeby ( sluchanie muzyki,ogladanie filmow, granie , przegladanie internetu + poczta) takze smialo wystarczy .
LINUX NIE DLA IDIOTÓW . Tu trzeba uzyc czegos co sie nazywa mózgiem.
@ Jusko
Zarzucasz autorowi wiele błędów, ale sam nie ustrzegłeś się od dość podstawowych, wynikających z perspektywy jaką przyjąłeś.
Stwierdzenie, że Windows produkuje informatycznych analfabetów jest niedorzeczne, bo wyciągnięte z błędnych założeń. Porównujesz typowego użytkownika Windows, w którego wchodzi cały przekrój społeczny do sekretarki i pani w kasie aż po specjalistów, do użytkowników Linuksa, którzy stanowią zaledwie 1% ogóły i już przez tan fakt są wyjątkowi i wybrani. To jak porównać bezrobocie w centrum Warszawy do bezrobocia w całej Polsce.
Kiedy wystawi się nos poza swoje własne środowisko, ruszy się w świat, okazuje się, że większość to ludzie prości. Niby wiemy, że ludzi “przeciętnych” jest najwięcej, ale obracając się w swoim własnym środowisku, ludzi takich jak my sami bardzo łatwo zapominamy co to naprawdę oznacza. Znamy ludzi ze studiów, swoich znajomych, ludzi z firmy. A jak do tego ma się fakt, że co drugi polak przez rok czyta jedną książkę (ja czy tam kilkanaście jak nie kilkadziesiąt)? Albo fakt, że wykształcenie wyższe ma ok. 10% polaków podczas, gdy zaledwie podstawowe ma 30% i zawodowe 23%, co daje razem ponad połowę polaków.
Biorąc pod uwagę, że 90 kilka procent użytkowników komputerów to Windows i 1% to Linux, to jak może wypaść takie porównanie? Komiczne jest wręcz próbowanie porównywanie tego.
“Windows NIE JEST najlepszym systemem, ale się go po prostu używa.”
To jak to jest, że ludzie muszą za niego płacić, jest we wszystkim gorszy i używają go prawie wszyscy? Nie ma takiej siły, aby ludzi na całym świecie przymusić do płacenia za coś, co tak naprawdę jest do niczego. Jedyny powód jaki może być, to brak alternatywy, lepszego rozwiązania, ale nie lepszego rozwiązania dla Ciebie czy mnie, tylko dla 90 kilku procent użytkowników komputerów.
Z jednej strony piszesz o zgubnych przyzwyczajaniach do Windows od lat najmłodszych, ale z drugiej zapominasz, że gdyby nie Windows, to PC nie istniał by w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, komputery wciąż byłby by dostępne tylko dla naukowców.
Zwolennicy Linuksa zarzucają ZU jednostronne przytaczanie argumentów, a sami czynią dokładnie to samo, tylko ze swojej własnej perspektywy.
“Będąc użytkownikiem Windowsa jestem po prostu użytkownikiem Windowsa. Nie ciągnie się za mną ani miłość do Microsoftu, ani do Billa Gates’a, ani jakakolwiek ideologia. Linux z kolei nierozerwalnie jest związany ze swoją ideologią. Świadczy o tym już nawet sama nazwa Ubuntu – człowieczeństwo wobec innych. Bez urazy, to dla mnie jakaś nowa forma komunizmu.”
Przemyśl to Przyjacielu jeszcze raz. Wydaje mi się, że jednak kieruje Tobą ideologia, tak jak Stallmanem. Tyle że o ile Stallman sam tę ideologię wypracował, o tyle Twoją wypracował ktoś za Ciebie.
Linux to sekta, zgadzam się. Ty wyznajesz religię panującą, ale twierdzisz, że to nie żadna religia tylko wyłącznie technika.
Nie jesteś wyznawcą? To do czego nas tu przekonujesz?
Masz rację: nikt poważny nie kupi czegoś pod nazwą „Żwawy Rogaty Zając”.
Autor to kolejna osoba która uważa że:
- Linux to taki darmowy Windows
- wszystko czym L różni się od systemu MS jest złe
- celem egzystencji Linuksa jest wygryzienie z rynku Windows
co jest kompletnie bez sensu.
Właśnie przed chwilą odinstalowałem windowsa, i zainstalowałem Ubuntu. Jestem w trakcie aktualizowania.
Dlaczego zamieniłem system? Po instalacji Windowsa nie widział płyty głównej, a co za tym idzie karty graficznej, dźwiękowej, sieciowej i wszystkiego poza tym. Instalacja jakichkolwiek sterowników wywalało błąd chipsetu. I co? Linux nie ma żadnego problemu ze sterownikami. Grafika nie jest rozciągnięta, sieć jest.
Menu może i trochę inne, ale już je polubiłem – wszystko co potrzebuje jest zainstalowane. Największy mankament linuksa, o którym wspomniał autor felietonu, to kompatybilność specjalistycznego oprogramowania. Nie zainstalujesz tu najnowszego Photoshopa (słyszałem, że można CS2, ale nie wiem czy to prawda). Gdyby nie to, to linuks byłby najlepszym systemem operacyjnym.
@Gdy zalety stają się wadami : Tu nie chodzi o kwestie ideologiczne, lecz o analizę obecnej sytuacji. Pan widać nie chce zrozumieć argumentów za wyższym bezpieczeństwem Linuksa w porównaniu do Windows XP(do niego właśnie, po Microsoft jednak zrobił duży postęp, więc Windows też jest coraz bezpieczniejszy). Jak już napisałem – nie chodzi o ideologię, więc gdybanie nic nie pomoże. Potrzebujemy jakiś dowodów, a nie statystyk wyssanych z palca(pisanie kodu jądra przez domorosłych programistów, to mit, który został dawno obalony – większość programistów jądra jest sowicie opłacanych przez wielkie koncerny; czyżby mogli im dawać tyle pieniędzy, gdyby ludzie Ci nie posiadali żadnych umiejętności?). Otwartość kodu też nie przeradza się w problem. Przede wszystkim, to trzeba posiłkować się rzetelnymi danymi i logicznym myśleniem. Większość ludzi nie wykorzysta znalezionych błędów w złymc celu, bo jeden odnaleziony błąd do niczego nie będzie mu potrzebne – musi ich mieć większość. Fakt, że zwykły może znaleźć błąd odznacza się tym, że powiadomi o nim. Jednak jest mało prawdopodobne, że do znalezienia błędu zostanie użyty kod źródłowy – można za jego pomocą go naprawić. Beta testerzy, którzy muszą umieć programować też nie mają kodów źródłowych.
@Jest nas wielu : W każdym wydaniu Ubuntu wchodzi mniej więcej tyle zmian, co w każdym nowym wydaniu Windows. Fakt, że wydanie nowej wersji Ubuntu, to raczej norma(stały cykl wydawniczy), powoduje mniejsze zainteresowanie mediów tym wydarzeniem. W dodatku, to każdy może śledzić rozwój nowego wydania od momentu powstania, więc ludziom by zbrzydły co chwilę nowe teksty.
Z resztą tego akapitu się zgodzę, poza brakiem zgodności. Zgodność między dystrybucjami Linuksa jest duża. Trzeba się liczyć, że Linux to też/tylko jądro – nie porównujemy np. zgodności Widnows 7 do Windows Mobile czy Windowsa do BSD. Linux w zasadzie jest prawie zgodny z innymi systemami(poza Windows, bo z nim nic nie jest zgodne).
@System e-litarny : Kompletnie nie masz racji. Odtwarzacze DVD i inne urządzenia są projektowane do konkretnych zastosowań. Nie można z łatwością przystosować ich do wykonywania innych rzeczy. One po prostu działają, bo nic nie można w nich zmienić. Inaczej jest z komputerami. Producent nie jest w stanie przewidzieć do czego zostanie wykorzystany. Może chociażby zostać wykorzystany do opracowania/produkcji nowej broni. To od użytkownika wymagane jest, by znał się na tyle na komputerach, by móc chociaż dokonać wyboru aplikacji pod swoje zapotrzebowania. Użytkownicy Windows tego nie potrafią zrobić. Korzystają z tego, co inny, bo w razie problemów krzykiem lub ciągłymi prośbami zmuszą znajomych o pomoc. Ludzie mogą nawet używać Photoshopa do narysowania projektu mieszkania – spotkałem się z takimi ludźmi. Teraz pytanie: Czy człowiem bez wiedzy informatycznej sobie poradzi? Nie! Przytoczę tutaj przykład moich rodziców, ktorzy kupili komputer do pracy, a potem kurzył się i nie zarabiał, bo nie wiedzieli nic o dodatkowych aplikacjach(nie mieli wymaganych aplikacji, a nie chciało im się poszukać, co należy zrobić, by komputer spełniał ich oczekiwania). Wniosek: Człowiek, który korzysta z komputera musi się na nim znać lub potrzebuje pomocy kogoś, kto się zna, albo pracuje w tej samej branży. Komputer jest dla ludzi, którzy wiedzą, czego chcą. Pozostali niech sobie kupią odtwarzacz DVD z przeglądarką internetową i opcją pracy w sieci WLAN.
@System e-litarny: W dodatku przytoczę, iż Windows nie działa. To, że jakoś działa, to jedynie zasługa programistów aplikacji trzecich. Stworzenie dowolnego programu na Windows(WinAPI) kosztuje 100* tyle, co napisanie jej na dowolną inną, współczesną platformę. I nie zawsze działa. Jak przestanie działać, to w ruch wchodzi wyobraźnia, a ludzie obarczają winą znajomych/najbliższych lub wyimaginowane wirusy komputerowe i przeinstalowywują system.
@System e-litarny : Na Linuksie w wielu przypadkach nie trzeba klikać, by działało, a na Windowsie trzeba sterczeć przy swojej maszynie, bo system robi nie wiedzieć co. Chociażby istniejące do nie dawna problemy z instalacją sterowników. Do póki MS nie wyposażył Vistę w obsługę modułów(podobnie, jak Linux), to przy instalacji każdego sterownika komputer musiał się ponownie uruchomić. Dodatkowo musieliśmy znaleźć płytkę ze sterownikiem, włożyć, a następnie klikać dalej, gabić się na paski postępu, zatwierdzać, klikać dalej, czekać, itd…
Na Linuksie wszystkie obecnie sprowadza się do mniejszej liczby kliknięć niż na Windows lub nie trzeba klikać w ogóle.
1. Czytaj ze zrozumieniem i nie przekręcaj cudzych wypowiedzi.
2. Używaj argumentów merytorycznych. Jeśli uważasz, że miarą popularności systemu jest ilość wirusów to zamiast Linuksa, popatrzmy na OSX. Jest go tak na oko 10x mniej od Windowsa, a ……….. wirusów nadal nie ma. Bo OSX jest tak samo uniksowym systemem jak Linux i ma podobne zasady uruchamiania programów. Więc wirus i tu, i tu niewiele zwojuje.
“Linuksiarze” (choćby przez powszechność występowania) MUSZĄ czasem skorzystać z Windows, znają go więc i mogą dokonać ŚWIADOMEGO wyboru. A Ty? Nie bo nie ….. Nic nie wiesz o Linuksie i pleciesz co tam Ci sie o uszy obiło……
@Za dużo stallmanizmu : Człowieku. Pan Stallman nie obraził się na tego człowieka za nieudostępnienie kodów źródłowych. On chciał naprawić problem tej drukarki, ponieważ już raz naprawił problem innego modelu drukarki tego samego producenta. Sprawa dla niego była dziedzinnie prosta, jednak biznes zrobił swoje i odmówił. Czemu dostrzegasz tylko czubek ideologii kryjącej się za robieniem klientów w bambuko – wmawianiu im, że kupują oprogramowanie? Co do nazwy dystrybucji, to świetny argument ;-) . Ten biznes nie potrafił zrobić czegoś porządnie, mimo wielkich nakładów finansowych – Pan Stallman potrafił. Co teraz masz do powiedzenia. Co do bohenka chleba, to użyłeś złego porównania. Program jest algorytmem. Ucząc kogoś allgebry nic nie tracimy. Mało tego! Oboje możemy wspólnie nauczyć się allgerby, niczego nikomu nie odbierając. Taka nauka będzie mieć w dodatku lepsze efekty. Świat RMS nie był wyimaginowany. On istniał przed rozpoczęciem się okresu, gdy ludziska zaczęli myśleć, iż w informatyce niczego nie można już stworzyć/wymyśleć. Stallman dzielił się wiedzą odnośnie komputerów. Firmy, które zastraszały ludzi, by ukryć kody źródłowe nie potrafiły przez długi czas zrozumieć na co normalnemu człowiekowi komputer(Dla pasji?). RMS rozumiał.
Podsumowanie: Jakie ulepszenia do głównych dystrybucji Linuksa proponujesz? Ja nie doczytałem się żadnej propozycji. Może, jak zasugerowałeś, nie potrafię myśleć?
Jeżeli piszesz tekst, który ma nakłonić ludzi do ulepszenia głównych dystrybucji, to powinieneś w nim umieścić, które/jakie ulepszenia proponujesz.
Przytoczę jeden ważny cytat: Linux, to nie jest i nigdy nie będzie darmowym Windowsem! Windows też ma swoje wady, a ty, co ja zauważyłem, chcesz z niego uczynić Windows. Inaczej wypisałbyś jedynie te zalety Windows, które powinny być przeniesione na Linuksa. Tego nie uczyniłeś. O czym innym to świadczy? W końcu użyłeś porównania Windowsa do Linuksa. Jeżeli chcesz mieć darmowego Windows-a, to obserwuj rozwój ReactOS-a.
Bardzo dobrze, że napisałeś ten tekst. Z pewnym akapitem, a także niektórymi kwestiami z pozostałych się zgodzę. Skończ jednak pluć jadem i deptać innych. Jeżeli chcesz, by Linux był lepszy, to sam szukaj zatrudnienia w jakiejś firmie, która go rozwija, lub rozwijaj go za darmo. Ewentualnie bij prosto do Canonical lub czegokolwiek. Nie przypisuj innym ideologii(cały akapit z RMS jest niepotrzebny). I skończ obarczać nas winą o to, że Linux jest zły. Do takich rzeczy służy wortal Linux.com. Jest tam forum, gdzie możesz się skontaktować z cenionymi specjalistami i ludźmi związanymi z rozwojem Linuksa. Jest tam też brainstorm.
I napiszę to jeszcze raz(poprzedni komentarz, gdzie wszystko spokojnie wytłumaczyłem się nie ukazał). Skończ pluć jadem i wyjaśnij, skoro porównałeś Linuksa do Windows, które cechy Windows chcesz zobaczyć w Linuksie. Nie można w zakończeniu tekstu napisać, że napisało się go, by ulepszyć Linuksa, a cały tekst ma się nijak do tego zdania(gdzie podałeś przykłady ulepszeń?).\
Po takiej dawce argumentów, wcale bym się nie zdziwił, jakby mlody969 się faktycznie utwierdził w przekonaniu, że linuksiarze to nawiedzony motłoch :)
W całości artykułu rzuca się jeszcze jeden szczegół w oczy. Autor przyjął, że skoro on potrafi sobie poradzić z Windowsem, to tak samo poradzi sobie każdy ZU. Ja ostatnio Windowsa instalowałem z 7 – 8 lat temu, więc może nie jestem na czasie, ale z tego co pamiętam ‘instaluję i używam’ nie sprawdza się tam do końca tak jak pisze autor. Po samym zainstalowaniu w większości przypadku nie mamy zainstalowanych dedykowanych sterowników dla karty graficznej, karty muzycznej, płyty głównej, karty sieciowej, drukarek/skanerów. Zatem Windows wita nas ekranem 800×600 w 16stu kolorach, brakiem dźwięku i innymi atrakcjami jak skokowe działanie okien, itp. Ponoć jeżeli jest maszynka podłączona do internetu, to o ile karta sieciowa zostanie rozpoznana, to nowsze Windowsy potrafią sobie te sterowniki dociągnąć (skąd? Jakie? Możliwość wyboru?).
Pół biedy, gdy poradzimy sobie ze sterownikami. Następnym krokiem to dobór oprogramowania. Skąd ZU ma wiedzieć, że potrzebuje antywirusa, programu antyszpiegowskiego, że nie powinien ściągać programów skąd popadnie i ma nie ufać okienkom wyskakującym przy okazji odwiedzin na dziwnych stronach?
Zatem instalacja Linuksa to sam luksus? W 90% przypadków – tak. Prawda jest tak, że jeżeli ktoś napotka problemy na Linuksie, trudniej mu będzie je pokonać – przez specyfikę systemu. O ile nie jest zwykłym ZU, któremu wszystko jedno, czy zepsuje mu się Windows czy Linuks – i tak musi zawołać informatyka z odpowiednią wiedzą.
@mlody969 : A jak chcesz te szkodniki od tak zainstalować ;-) ?
@bobiko : Komunizm jest złą ideą(nie popartą niczym sensownym, zaprzeczającą zdrowemu rozsądkowi). Nie należy jednak porównywać otwartości oprogramowania do komunizmu. Fakt jest taki, że oczywiście RMS kolaborował z ZSRR w okresie zimnej wojny, by nie doprowadzić do starcia(przekazywał ZSRR swoje technologie/wymysły, a także udostępniał im pewien zasób wiedzy, który posiadał odnośnie technologii). Jego poczyniania jakby wiązały go z ideologią komunizmu. Nie należy jednak tego przekładąc na cały ruch. Ja uciekam od Microsoft-u m.in z tego powodu, gdyż uznaję ich za komunistów. W okresie komunizmu istnieje jeden, państwowy monopol(Microsoft), każdy ma przymus do wyglądania i głoszenia tych samych idei(Microsoft wspiera szkolnictwo, jego systemy są niekompatybilne). W dodatku, to Microsoft propaguje ideologię wspierającą własność intelektualną. Tzw. własność intelektualna jest pojęciem antagonistycznym do własności materialnej. Można wybrać jedno, albo drugie. W świecie własności intelektualnej rzeczy pozostają własnością producenta po zawsze, chyba że sam określi inaczej. Z tego powodu Microsoft jest przeze mnei utożsamiany z komunizmem. Odbiera ludziom ich własność, wmawiając im, że to dla ich dobra(rozwój gospodarki, tworzenie miejsc pracy, walka z przestępczością). Ma cały rynek, płaci wielkie pieniądze, by nie dopuścić konkurencji do rynku(vide historia BeOS-a) – swój monopol tłumaczy tym, że wydają najlepsze produkty(więc dlaczego wykryzają konkurencję w tak okrutny sposób – umowy z dostawcami konmputerów skazujące konkurencję na zniknięcie).
Należy się zastanowić, co można bardziej przyrównać do komunizmu. Dzielenie się wiedzą, propagowanie wolnego rynku, różnorodność (Wolne oprogramowanie)? A może utopia, gdzie istnieją dwie, niezachodzące się formy własności, przy czym ważniejsza jest tzw. własność intelektualna, która wg. utopii stymuluje rynek kontrolowany przez jedną korporację, a klient kupuje programy, choć ich nie kupuje.
Co jest większą utopią? Oczywiście patrząc ze strony Microsoft-u ta utopia jest dla nich korzystna/spełniona, lecz tylko dla nich, gdyż stanowi połączenie sprzecznych idei. Dlatego Microsoft wierzy w nią(ma dowody, iż się to dla nich sprawdza), propaguje ją, a klienci cierpią.
@Kuba : Najlepszym dowodem obiektywności autora jest podsumowanie, które ma się nijak do reszty(jedynie do wstępu). Oznacza to tyle, że autor nie przedstawił żadnych merytorycznych argumentów. Gdyby je podał, to część z pewnością umeiściłby w podsumowaniu. Czytając jednak artykuł doszedłem do wniosku, że autor czuje niepohamowaną potrzebę obrażania innych. Przykład nazywania poważnych i wykształconych ludzi, co zarabiają grube pieniądze w wielkich firmach, pryszczatymi nastolatkami, aż prosi o kpinę. W dodatku odwołując się na RMS czy zarzucając innym brak myślenia. Co ciekawe, autor na samym początku napisał(jak i w komentarzach), iż jest zawiedziony pluciem jadem w niego. Jeżeli autor chce leczyć kompleksy, to nie u nas( a ja może napiszę jeszcze jeden komentarz, jeżeli mój przydługi komentarz się nie ukaże).
Naprawdę: przed zwróceniem uwagi na to, że ktoś ma drzazgę w oku, spójrz w swoje oczy.
Należało na początku napisać, iż jest to felieton. Odnosi się do tamtego artykułu w ten sposób, iż “recenzent” Windows 7 napisał, iż Windows 7 nigdy nie widział i nie planuje instalować. Mimo wszystko, jego argumenty nie były rzeczowe, jednak wysoce prawdopodobne. Nie rozumiem po co od razu ten odzew autora. “Recenzent” z poprzedniego artykułu odpowiadał jedynie na pytania typu “czemu nie?”. Zawsze udzielenie odpowiedzi na to jest problematyczne, bo najpierw trzeba ustosunkować się do argumentów za. Rencenzent nie miał takiej możliwości.
Mimo wszystko, to faktycznie powinienem bardziej spojrzeć na to, jak na odwołanie się do poprzedniego. Faktycznie narzekanie na sekciarstwo czy elitarność ma tyle do rzeczy, co rzekome backdoor-y w Windows 7.
Nie oznacza to jednak, że autor tego artykułu ma u mnie plus-a. Po prostu oboje go nie dostaną, a powinien dostać minusa, gdyż mi się nie chce po raz 100 czytać tych samych bzdur.
Opublikowałem ten wpis i czułem że bedzie taka reakcja. I bardzo dobrze :).
Co do Stallmana, ktoś musiał postawić porządne fundamenty – tak uważam.
PU gardzą ZU? Oh please…
Wpadnijcie na IRC #gentoo-pl @ freenode. Nawet starzy wyjadacze dostrzegają wady linuksa i wcale nie onanizują się samą nazwą.
Tytuł sugeruje – jak ktoś już wyżej wytknął – że przedmiotem krytyki będzie migracja na Linux. Czyli wymienione będą cechy tego systemu, które utrudniają lub uniemożliwiają przejście z jakiegoś innego OS na Linux. Po przeczytaniu tekstu okazuje się, że autor nawet tego systemu nie zainstalował! Zamiast tego czytam o wadach ideologii, jaka stoi za otwartym oprogramowaniem. Mam też przyjemność poznać osobistych antypatie piszącego.
Linuksa używa się nie ze względów ideologicznych, czy strategii marketingowej, czy osobowości, jakie za nimi stoją. Takie podejście do tego systemu jest… szukam eufemizmu… nierozsądne.
Autor nie jest informatykiem, ale zdecydowanym tonem wyrokuje, że zwiększenie popularności Linuksa byłoby dla bezpieczeństwa kataklizmem. IMO sugerowanie, że niska popularność Linuksa determinuje znikomą ilość szkodników na ten system, jest nietrafione. Jest to typowe odwracanie kota ogonem i próba walki z niewygodnymi faktami. Faktami takimi jak ten, że na Linuksa nie ma wirusów, które dezaktywowałyby aktualizacje systemu, blokowały adres producenta systemu i adresy stron producentów antywirusów, modyfikowały działanie antywirusów tak, by te nie aktualizowały się i nie wykrywały infekcji, czy wirusów szyfrujących dyski i żądających opłaty za ich odblokowanie.
Korzyści z przejęcia systemów opartych o Linuksa dalece wykraczają poza korzyści z tworzenia botnet’ów do wysyłania SPAM, przejmowania haseł do kont pocztowych, Steam etc. To, że do takich przejęć praktycznie nie dochodzi jest dowodem na skuteczność rozwiązań OpenSource, a nie ich znikomą popularność. Przykład Firefoksa do autora nie trafia, więc OpenVPN, OpenSSH też nie trafi (to te niezrozumiałe akronimy, które przekonują zorientowanych, a zniechęcają laików).
Teksty takie jak ten utwierdzają mnie w przekonaniu, że – ta często wspominana – elitarność uniksowa jest wartością samą w sobie.
@Janek.sid za Windowsem przemawia historia. Kiedyś nie było dostępnych darmowych systemów. Były lepsze systemy od DOS (Mac’i i Amigi były obiektywnie lepsze, ale nie chcę tu rozpętywać dyskusji rodem z comp.os.advocacy), były jednak droższe.
Nikt do niczego ludzi nie przymuszał. Doszło do zdominowania rynku. Dominację tę bardzo trudno przełamać.
Zgadzam się, że porównywanie grup użytkowników Linuks/Windows nie ma na razie sensu. Linux poczynił znaczące kroki, żeby trafić pod strzechy. Jednak wciąż podczas ‘normalnego’ korzystania z systemu zdarzają się przeszkody nie do przeskoczenia przez ZU.
Nie mam zamiaru się wypowiadać, bo nie czytałem tego artykułu, ale “linuksa” nie “linuxa”!!! I “Linux” nie “Linuks”!
@ dev
Zgadzam się z tym co napisałeś. To prawda, że dominację rynku trudno przełamać.
To również prawda, że Linux poczynił znaczące kroki, żeby trafić pod strzchy. Udoskonalenia które wprowadzone przez ostatnie lata są naprawdę duże. Pewne udogodnienia nawet prześcigają, albo doganiają Windows. Co do tego nie ma dyskusji.
Są jednak wciąż rzeczy które powodują, że Linux nie zawsze jest akceptowany jako system domowy. Chociażby wolniejsze działanie Firefoxa (który działał szybciej pod Wine sic!) czy do niedawna problemy z flashem, nie wspominając o sterownikach czy pewnych programach które zostały przyjęte jako standard (często błędnie) i nie występują pod Linuksem.
Oczywiście bardzo często to nie wina samego Linuksa czy braku chętnych, to nie wina Linuksa, że Adobe niechlujnie zajmuje się kwestią flasha na Linuksa, ale jednak, tak czy inaczej jest to problem i już.
Nawiasem mówiąc, nawiązując do nieuczciwej polityki Microsoftu, ciekawe czy jak zwolennicy wolnego oprogramowania dorobili by się biznesu na niewolnym oprogramowaniu liczonego na miliardy dolarów, tak chętnie oddali by ten biznes w imię fair play i konkurencji na rynku. To pytanie retoryczne, bo nikt nie wie, jak by się w takiej sytuacji zachował, jednak historia pokazuje, że dorwanie się do ogromnej władzy/pieniędzy deprawuje znakomitą większość ludzi, choćby nie wiem jakimi ideałami byli wcześniej i jakie piękne wizje mieli. Tylko wybitne jednostki znane historii potrafią się oprzeć władzy i pieniądzu.
Nie twierdzę, że to kogoś tłumacz, jedynie, że nie wszystko jest takie proste i czarno białe jak na pierwszy rzut oka.
alfanick, nie masz racji. obie formy są poprawne.
Wszystko ładnie, pięknie tylko, że i na Windowsa jest pełno oprogramowania z otwartym kodem i jak pokazuje życie często są to programy stabilniejsze i bezpieczniejsze niż ich ‘zamknięte’ odpowiedniki! To nie jest argument. Artykuł poza tym ładny!
Ja tylko nie rozumiem, kiedy się wreszcie skończą przepychanki co do wartości poszczególnych systemów!
Czy wam naprawdę aż tak się nudzi, że we wszystkim wytykać musicie wady?
Każdy powinien używać czego pragnie i niechaj jak najlepiej mu się z tym wiedzie!
od razu na wstepie: nie jestem fanatykiem linuxa, moje kontrargumenty wynikaja jedynie z innego punktu widzenia, ktory jest raczej wynikiem innego spojrzenia na sprawe nie ze wzgledu na inny ‘oboz w sporze’, tylko raczej roznice w charakterze. sam korzystam zarowno z windy, jak i linuxa – przy czym winda mi sluzy generalnie do gier i na tym w zasadzie koniec, reszta to linux.
jak dla mnie, z reszta zawsze o tym wszedzie pisze, mnogosc dystrybucji, srodowisk itp zawsze byla zaleta. od zawze. nawet jak bylem przesiakniety o szpiku kosci windowsem w gimnazjum (a teraz jestem studentem – anglistyki, zeby nie bylo). jakos nigdy sie w tym nie gubilem, a jedynie wystarczylo sie zainteresowac i zaczerpnac wiedzy u zrodel, wybrac jedna lub dwie opcje, ktore powinny najlepiej sprawdzac sie dla mnie i przetestowac, jak nie zadowala to szukac dalej, jak zadowala to w czym problem? no ale ja mam taki charakter moze po prostu, ze lubie miec wszystko jak najbardziej pod siebie, a jak to sie ma do marketingowych dogmatow nie mam pojecia, prawdopodobnie wiekszosc z nich uznalbym za bzdure patrzac na nie subiektywnie (bo inaczej tak naprawde sie nie da).
tak samo nie zgodze sie z tym, ze u kazdego na kazdym windowsie wszystko dziala tak samo itp. tak powinno byc w teorii, ale w praktyce u kazdego ZU “moj komputer ma downa i tak ma, ja wiem jak ie z nim obchodzic bo przywyklem” i wlasciciel musi ci pomagac nawet przy, np, odpalaniu glupiego filmu z dvd. pozornie dwa komputery z windowsem sa blizniaczo podobne, a jak przyjdzie co do czego, (zwlaszcza w przypadku komputera ZU) bez wlasciciela nie tykaj, bo to i tak bezcelowe. przy linuxie z koleji roznice potrafia rzucac sie w oczy na pierwszy rzut oka – po czym po przyjrzeniu sie okazuje sie, ze wszystko opiera sie o podobne zalozenia i dziala mniejwiecej podobnie, faktyczne roznice to glownie niuansy wynikajace z tego, ze caloksztalt spolecznosci otwartego oprogramowania ma swoje mniejsze podgrupy (co jest naturalne) i wlasne rozwiazania (ktore sa wzajemnie wymieniane z innymi grupami – i na tym polega tez idea opisana w pierwszym akapicie felietonu przeciez).
co do “ma po prostu dzialac” – tego argumentu tez nigdy nie zrozumiem, bo wedle moich wieloletnich doswiadczen na windzie nigdy nie dziala, albo zawsze cos jest nei tak (no chyba, ze to cholernie drogie oprogramowanie, ktore nie ma prawa nie ma prawa nie dzialac, choc i z tym bywalo roznie – np mama jest prawnikiem,a oni tez maja swoje specjalistyczne progzy), z koelji na linuxie wiekszych (niz na windzie) problemow z dzialaniem czegokolwiek nigdy nie spotkalem. no ale to moze ja mam jakis odwrotny fart, lol. naprawde – problemy z windowsem mi o wiele wiecej krwi napsuly. z reszta gdyby windows “po prostu dzialal” i sprowadzal sie do klikania, to ludzie nie wywalaliby fortuny na apple OSX (znam takie osoby), ktorego glownym argumentem przeciw windzie jest wlasnie “po prostu dziala”, aby nie musiec sciagac poprawek, szukac sterownikow, kodekow i bukfieczego, aby to wszystko i tak nie dzialalo (albo dzialalo uposledzenie), aby sie dowiedziec, ze ma sie jakis problm, ktory wynika z lancuszka innych problemow…
co do wsparcia techniczne M$ – ten argument zawsze mnie smieszy, bo wsparcie dla osob prywatnych przez telefon jest smiechu warte. pare razy probowalem skorzystac i NIGDY, PRZENIGDY nie otrzymalem nalezytej pomocy, jedynie bylem splawiany zdawkowymi opowiedziami typu tych, jakie mozna przeczytac w FAQ, bo a) nie potrafili mi odpowiedziec (”dziwne…powinno dzialac”) b) w liceum sobie juz darowalem, a jak bylem w gimnazjum to nie traktowali powaznie “dzieciaka”. w przeciwienstwie do wsparcia linuxowego na niezliczonych forach, gdzie ZAWSZE znalazlem rozwiazanie na dowolny problem, na ktory sie natknalem. to wsparcie od M$ to moze i jest cos warte, ale wylacznie dla firm – a dla nich to i sa firmy typu novell, redhat, cannonical…wiec i linux ma takie wsparcie.
co do skrajnych fanatykow pokroju stallmana – zgodze sie. ale jednak zgodnie z moimi doswiadczeniami, to jedynie margines, ktory choc co prawda bardzo glosno szczeka i psuje niestety wizerunek “linuxowca”, to tylko margines. a samo haslo “ubuntu” jest wg mnie jak najbardziej wporzadku i na miejscu – w koncu jakos trzeba zachecic do wspolpracy tych, ktorzy sa w stanie zrobic cos wiecej, niz tylko wykorzystac prace innych (a mimo wszystko szanowac tych, ktorzy owych umiejetnosci nie maja).
@Ruri
Mogłeś chociaż dokonać oceny merytorycznej tekstu. Ile razy można się spierać o bezpieczeństwo opensource? Wywalę RSS jak tak dalej pójdzie – flame’y sobie mogę poczytać pod dyskusjami na temat krzyży w szkole :]
@badboy
Nie widzę, żeby ktoś się tutaj obruszał na rzeczowe argumenty. Ich dobór w komentowanym tekście jest jednak co najmniej nietrafiony.
Ja nie tyle o samym Linuksie co o OS i zamkniętym oprogramowaniu. Jak już ktoś wcześniej wspomniał jądro Linuksa pisane jest głównie (w 70%) przez programistów pracujących w korporacjach (IBM, Intel, Google, RedHat, Novell, itd…). Także argument o domorosłych programistach tutaj odpada.
W przypadku aplikacji jest przeważnie tak jak piszesz ale też sporo pisanych jest przez specjalistów i ta tendencja rośnie. To że ktoś pracuje w małej firmie nie znaczy, że nie ma umiejętności. W końcu bardzo dużo nowatorskich rozwiązań pochodzi właśnie z małych i średnich firm (co i raz się słyszy, że Google lub Microsoft przejmują jakąś firmę, która opracowała to i tamto aby rozwijali dalej tą technologię dla nich).
Piszesz, że łatwiej jest znaleźć luki bo kod jest dostępny do wglądu. Racja, ale mogę napisać przeciwnie o kodzie zamkniętym, trudniej znaleźć lukę i to dotyczy również tych którzy szukają luk bo chcą mieć dobry, bezpieczny soft. A ilość osób mających wgląd w źródła programu i mogących szukać błędów jest mocno ograniczona. Dodatkowo w aplikacjach OS o wiele trudniej umieścić szkodliwy kod właśnie dlatego, że inni “patrzą Ci na ręce”.
Jeżeli chodzi o zamknięte oprogramowanie, to tak samo aplikacje są tworzone przez domorosłych programistów. Skąd wiesz co tak naprawdę robi program X, który właśnie przed chwilą ściągnąłeś? Skąd wiedzieć czy twórca tego programu nie umieścił tam kodu szpiegującego, szkodliwego, czegoś czego nie chcesz? Ile było szumu wokół Skype i Kaazy, że coś tam, gdzieś wysyłają bez wiedzy użytkownika.
Teraz wyobraźmy sobie podobną sytuację po przeciwnej stronie. Nawet nie musimy: Google Chrome – przeglądarka internetowa, kod dostępny, nikt nie ukryje, że są w niej mechanizmy wysyłające pewne informacje co robi użytkownik. Nie podoba się, można wziąć źródła, kod pociachać i używać – powstaje Iron – to samo, tylko bez kodu wzbudzającego kontrowersje.
Twierdzisz, że robaki, wirusy i inny złośliwy kod nie istnieje pod Linuksa w takiej mierze jak pod Windows bo jest on mało popularny? Rozbawiło mnie to najbardziej. Architektura Linuksa a Windowsa jest całkiem inna. Zdecydowanie ciężej jest napisać złośliwe oprogramowanie pod system Linux z racji samego charakteru systemu. Pod Linuksa są wirusy i inne tego typu soft ale można go policzyć na placach kilku rąk. Istnieje konkurs, w którym programiści hackują dany komputer z danym oprogramowaniem. Najwięcej włamań jest pod Windows (ma zamknięty kod) i zdobywają nagrody, natomiast konkurencja łamanie Linuksa została już wstrzymana bądź planuje się ją wstrzymać ze względu na niskie zainteresowanie ludzi. Tak więc chociaż, że masz kod źródłowy to może być tak że mało wskórasz.
Z większością argumentacji się nie zgadzam, ale muszę powiedzieć że cieszą mnie takie artykuliki, nawet bardzo. To powoduje żywą dyskusję , która w każdej społeczności jest potrzebna.
Zachęcam do pisania więcej takich tekstów.
Jako autor tekstu chciałbym odpowiedzieć na kilka najczęściej pojawiających się zarzutów:
Niektórzy piszą, że niepotrzebnie przyczepiłem się do Stallmana. Że Linux robi swoje a Stallmana nie trzeba lubić. Tylko dlaczego na oficjalnej polskiej stronie Ubuntu druga zakładka u góry to “Manifest” który traktuje o “filozofii ubuntu” oraz odwołuje się do dokumentów Free Software Foundation ściśle powiązanej z RMS? Mam niby dobry, niezależny system a na stronie jakimiś ideologicznymi manifestami się mnie atakuje, kodeksami postępowania społeczności ubuntu która ma jakąś “radę starszych”??
No chwila, jeżeli ja chcę po prostu ściągnąć i zainstalować system, a tu mnie się atakuje jakimiś manifestami, informuje się mnie co mi wolno a czego nie wolno w ramach jakiejś dziwnej społeczności którą zarządza jakaś rada odwołując się jednocześnie do wspólnego dobra i braterskiej miłości to jak ja mam się czuć? I dlaczego nie mogę wyrazić swojej opinii na ten temat? Gdybym na ulicy spotkał grupkę ludzi która wręcza mi płytę z Ubuntu przekonując mnie takimi “argumentami” i to w takim tonie to miałbym prawo się obawiać że stałem się celem jakiejś sekty która próbuje mnie wciągnąć lub porwać.
Najbardziej mnie rozwalił tekst:
No nic tylko braterska miłość oraz dobrowolna praca w czynie społecznym dla dobra ogółu. Jakoś dziwnie znajomo to brzmi. Z takiego podejścia jest już bardzo blisko do wniosku, że odmowa lub “niedostateczna” pomoc w budowaniu “wspólnego dobra” to tak naprawdę działanie na szkodę społeczności i wymaga tępienia…
Kolejną rzeczą do której chciałbym się odnieść jest wsparcie.
Fakt faktem nie wziąłem pod uwagę, że stałe upgrade’owanie ubuntu przedluża ciągle wsparcie techniczne. Jednak gdy Microsoft działa podobnie słychać od razu z obozu pingwina że to zamach na wolność człowieka i zmuszanie go do ciągłych zmian systemu. Czy pomijając fakt, że Ubuntu jest za darmo nie mamy do czynienia z tym samym? Jeżeli Microsoft po 14 latach kończy wsparcie to słuchać głosy że zmusza w ten sposób użytkownika do przejścia na nowy system, a jak z wsparcie dla danej wersji Ubuntu wygasa po 3 latach to już jest coś innego??
Kolejną kwestią jest otwarty kod:
Piszecie, że Linux ma zupełnie inną architekturę niż Windows i przez to jest bezpieczniejszy. Ale ja w żadne architektury nie wnikam. Widzę w niektórych naiwną wiarę w to, że oto TEN system stał się wystarczająco bezpiecznym. A ja wiem, że nie ma takiego zabezpieczenia którego inni nie nauczą się obchodzić. Wiem, że Linux jest inaczej zbudowany niż Windows. Ale to nie znaczy, że jakby stał się tak popularny jak Winda to przeciętny człowiek nie musiałby się obawiać o bezpieczeństwo systemu. Linux może i ma trudniejszą architekturę do złamania, jednak gdyby crackerzy z racji wysokiej popularności na nim skupili swoje wysiłki to mit bezpiecznego systemu szybko by upadł.
Piszecie, że otwarty kod nie stanowi zagrożenia. Ludzie, zastanówcie się. Jeżeli osoba o odpowiednich umiejętnościach może dowolnie przeglądać kod źródłowy i wyszukiwać w nim luki to chyba oczywiste jest że ma większe pole manewru niż działając na ślepo. Cały czas z uporem maniaka piszecie, że jest to trudne gdy inni patrzą im na ręce. Owszem, trudniej w sytuacji gdy Linux ma 1% rynku komputerów domowych i pisze się na niego znacznie mniej oprogramowania. Jeżeli na chwilę obecną garstka programistów pisze programy pod Linuxa to oczywiście łatwiej je zweryfikować i udostępnić w wiarygodnym miejscu. Jednak wyobraźmy sobie że Linux osiąga ponad 90% rynku, pisze się dla niego masę programów i udostępnia w wielu mniej lub bardziej wiarygodnych miejscach, a na jednego “patrzącego na ręce” przypada 100 którzy w ogóle nie widzą rąk. Dalej twierdzicie, ze w takich warunkach otwartość kodu nie pomaga w pisaniu szkodliwego oprogramowania?
Na tą chwilę chciałem napisać tylko to. Dodam, że ten komentarz napisałem z nowo zainstalowanego Ubuntu którego chcę przez parę dni potestować.
co do manifestu co ci wolno, a czego nie, jakie sa zalozenia dzialan spolecznosci itp – kupujac od M$ tez masz EULA. to to samo, tylko w innej formie. a forma ze strony ubu jest taka, aby zachecic ludzi zainteresowanych alternatywami ze wzgledu na ideologie, filozofie itd (tak jak sa jarosze, co nie jedza miesa, bo nie lubia, oraz wegetarianie, co wymyslaja do tego ideologie), zamiast scisle prawne okreslenia techniczne, aby oddac ideal zalozen, jaki charakter panuje (lub wg zalozen powinien panowac) miedzy uzytkownikami i developerami (gdzie zaciera sie tez granica), zamiast scisle prawnego, surowego, technicznego okreslenia relacji producent-odbiorca (choc i taka wersja tez istnieje – jest to tresc licencji GNU/GPL). szczerze, osobiscie nie przeczytalem nigdy zadnego z 3 wymienionych belkotow, co najwyzej przejrzalem aby zalapac ogolniki o co biega, wiecej nie potrzebuje, nie interesuje mnie to, w zasadzie ignoruje to i tobie rowniez proponuje sprawe po prostu olac, bo jestem przekonany, ze wiekszosc linuksiarzy jest po prostu takim windowsowym “jaroszem” (jak ja) i nawet nie zaglada do tego manifestu, chyba, ze zalapie jakas faze, bo cos go do tego nakloni, albo z nudow, czy cos.
co do zmuszania przez M$ do przejscia na nowy system – imo rzeczywiscie chodzi o zmuszanie do placenia poraz kolejny. gdyby robili tak, jak np apple, gdzie za aktualizacje do nowego systemu placisz smiesznie male kwoty (no, chyba ze koniecznie chcesz miec pelna wersje od zera, albo wczesniejszej po prostu nigdy nie miales – wtedy to kosztuje), to nikt w zasadzie by sie nie czepial.
co do zagrozenia ze strony otwartosci – instalujac otwarte oprogramowanie masz dostep do jego zrodla, i wiesz (w sensie – spolecznosc wie, bo pewnie nawet programistom zwykle nie chce sie do kodu zagladac, jesli nie chca w nim pogrzebac na wlasne potrzeby, a co dopiero ZU), czy w nim jest szkodliwy kod – i nawet gdyby zaistniala sytuacja, ze istnieja niezliczone mniej lub bardziej pewne zrodla oprogramowania, bo linux stal sie mainstreamowy, to w powszechnej swiadomosci szybko by sie wytworzylo przekonanie, ze niezaufanym zrodlom nie nalezy ufac – a wszelkie zrodla ze szkodliwym oprogramowaniem cieszylyby sie glosna antyreklama i naprawde trzebaby bylo byc kretynem, aby instalowac co popadnie. wiem, ze bardzo wielu uzytkownikow windowsa sie czyms takim charakteryzuje(bez urazy dla kogokolwiek), ale zakladam, ze jest to kwestia popularnosci systemu (w sensie – im wieksza grupa, tym wiecej w niej glupich i/lub nieswiadomych, niedoedukowanych jednostek) a nie charakteru windowsa samego w sobie i wierze, ze ty do takowych nie nalezysz, skoro zaglebiasz sie w rozwazania nad alternatywami.
mimo to wciaz, jesli zainstalowales ubuntu, to sam sie niedlugo przekonasz, ze obsmiewana (przerysowana, doprowadzona do falszywego absurdu oczywiscie) przez 4chanowcow “koniecznosc wpisania hasla administratora, aby zmienic j*bana tapete” wymaga akceptacji uzytkownika do jakiejkolwiek zmiany w systemie (wlacznie z instalacja oprogramowania), bez jego wiedzy nic sie nie zadzieje, bo kliknal w baner, o ile nie zainstalowal wczesniej czegos przypadkiem, przy okazji (a korzystajac z zaufanych zrodel nie ma na to szans), wiec sadze, ze nawet zwiekszona liczba userow by bardzo wiele nie zmienila (owszem wzroslby odsetek bezmyslnych, ale jednak bylby mniejszy niz wsrod windowsowcow, bo jednak powszechna swiadomosc by bardziej naciskala na rozmyslne uzytkowanie komputera, bo mimo wszystko linux sie opiera na zalozeniu, ze nawet jesli ma byc w wydaniu user-friendly, to user i tak musi miec swiadomosc, co robi – jedynie wiedza “jak to sie dzieje od srodka” by pozostala dla developerow, bo linux z zalozenia ‘nie lubi’ bezmyslnosci/nieswiadomosci, do ktorej nieoficjalnie zacheca windows (choc paradoksalnie jest ona niesamowicie zgubna zwlaszcza na nim)) :)
btw, wiem, ze pewne fragmenty mojego ostatniego posta moga sie wydawac ze soba sprzeczne – ale pod koniec wszystko jest pogodzone ;) tak wiec tez prosze o nie wycinanie fragmentow z kontekstu calosci, bo mam swiadomosc, ze da sie je absurdalnie ze soba posklejac, ale to dlatego, ze juz pozno i chce mi sie spac, a mimo wszystko koniec koncow sklejone jest to w spojna calosc ;)
Właśnie od 3 godzin bawie się Ubuntu i już zdązyłem się na niego zdenerwować. Raz że wkurza mnie to ciągłe pytanie o hasło którego już mi się nie chce wpisywać, a dwa że NIE MAM DŹWIĘKU! Tak, czytuje już różne fora, zastosowałem napisany skrypt, zaktualizowałem alsę i jedyny rezultat jaki mam to taki że alsamixer nie działa. i ja już widzę jak przeciętny użytkownik odpala konsolę, pisze komendy, wkleja kod do pliku i szuka na róznych forach tylko po to aby sobie muzyki posłuchać. coś czuje że zabawa się dopiero zaczyna
Skoro piszesz, że MS wybrał wygodę i przez to jest więcej wirusów to dochodzimy więc do wniosku żę Linux jest bardziej bezpieczny kosztem wygody. Jest więc mniej wygodny. Tak jak piszesz, jeżeli wirus jest programem, skoro więc na Linuxie trudniej go uruchomić to trudniej także uruchomić inne programy? Czy się mylę?
Trudniej bo czynność ta wymaga wydania świadomej zgody poprzez podanie hasła administratora. Jestem sporadycznym użytkownikiem Ubuntu, na co dzień mam MAC OS, ale niestety argumenty Państwa oponentów są z lekka demagogiczne. Konieczność podania hasła przy fruwających wirusach może skutecznie chronić nasz komputer, przy uruchamianiu innych, pewnych programów wymaga od nas jedynie wklepania kilu znaczków w klawiaturę. To taka trudność?
PS: Moja mama używa Ubuntu, jak dostała do ręki laptopa z Windowsem XP załamała się. Ma 60 lat i intensywnie korzysta z komputera.
Ten artykół przedstawia problem z którtym Linux boryka się od wielu lat, przedstawiłeś coś o czym tak naprawde wszyscy wiedzą i są tego świadomi. Linux jest systemem trudnym, dla zwykłego użytkownika zaleca się windows xp. Jak ktoś lubi mieszać instaluje sobie linuxa.
Osobiście mam windows i linux, zachwalam też windows 7, nie odradzam ludziom instalacji ubuntu i z chęcią pomagam przy problemach.
Nie spodkałem się z “wywyższaniem” się uzytkowników linuxa, bynajmniej na tym forum jak i na forum Open Suse.
Batalia pomiędzy linuxem a windowsem trwa i będzie trwała, nic się nie zmieni do puki linux nie będzie funkcjonował na zasadzie “kliknij i masz”
Osobiście jestem zwolennikiem tej teori, dlatego lubie windows pod tym względem.
A linux?
Jest systemem na którym placuje, bardziej stabilnym. Z tą ruznicą że w razie problemów pojawiają się inne, rozwiązanie możę okazać się długotrwałe.
Ale nikt nie mówi Ci ze będzie łatwo, zmusza to do myślenia a efekt do dumy.
Na windows masz wszystko od ręki a rozwiązanie zazwyczaj prostę (chociaż nie twierdzę że zawsze)
Dlatego pozostaje przy swoim prostym rozumiewaniu:
Windows jest prosty dlatego zrzesza większe grono użytkowników.
Linux jest dla ludzi którzy pragną osiągnąć coś więcej po za “kliknij i masz”
No to po co kombinujesz jak koń pod górę????????????
Widocznie nie dla ciebie to ubuntu i po problemie.
Daj sobie spokój z jakim kolwiek linuxem , przecież jest łindołs expe , zvista , i seven zvist.
Twoja przygoda z linuxem to nieporozumienie a i co za tym idzie twoja obecność tu , chyba że z braku zajęcia lubisz popisać , ale może lepiej na forum zadaj pytanie a nie w czytelni.
Jest tyle miejsc do bełkotania np portale o2 , onet , wp , interia a najlepiej pudelek.
“No to po co kombinujesz jak koń pod górę????????????
Widocznie nie dla ciebie to ubuntu i po problemie.
Daj sobie spokój z jakim kolwiek linuxem , przecież jest łindołs expe , zvista , i seven zvist.
Twoja przygoda z linuxem to nieporozumienie a i co za tym idzie twoja obecność tu , chyba że z braku zajęcia lubisz popisać , ale może lepiej na forum zadaj pytanie a nie w czytelni.
Jest tyle miejsc do bełkotania np portale o2 , onet , wp , interia a najlepiej pudelek.”
a nie lepiej zamienić te zdanie na “załóż temat na forum, albo spróbuj wyszukać podobny temat a napewno pomożemy” ?
Wcześniej napisałem że nie spodkałem się z wywyższaniem linuxiaży a tu takie coś…
mlody969
04/12/2009 o godzinie 16:30
Klasyczny emocjonalny bełkot fundamentalisty którego wiara została urażona. Drogi panie, po pierwsze przed tym felietonem pojawił się inny zatytułowany , po drugie ja co podkreśliłem we wstępie. Po trzecie i jego
To jest czytelnia ubuntu , u b u n t u , powtórzyć??????????????????
Bełkot fundamentalisty , heh i kto to pisze , nie ośmieszaj się , jak ktoś tam wcześniej zauważył jesteś stronniczy i sprawiasz wrażenie jakbyś zabierał głos w sprawach o których nie masz pojęcia.
“nie napisałem że Linuxa nie zainstaluje” , no ręce mi opadają……………………
Zwał jak zwał a ja napiszę że nie będę jeździł nissanem , rozumiesz ? JEŹDIŁ a nie KUPIŁ nissana.
“Dlaczego nie zainstaluje Windows 7″…. , To był artykuł jak najbardziej do czytelni UBUNTU.
“twój komentarz jest całkowicie antymerytoryczny” , heh , a co to za tekst???????
Co chcesz się dowartościować?
CO to za słowo , ANTYmerytoryczny?
Czy to znaczy że twoje teksty są merytoryczne????????????????
W kórym miejscu??????????????????
“założenie jest następujące “sprzeciw wobec linuxowi = dziadostwo, brak racji”
A tu się muszę zgodzić , bo to szczera prawda i zawsze wyznawałem tę zasadę , wyznaję i będę wyznawał.
Zupełnie jak ty odnośnie swoich zasad i łindołsa jaki by on nie był…………………
Haha, najlepiej tak napisać. Bo ubuntu jest przecież dla wybranych. Tkwijcie dalej w tej swojej sekcie.
Spodziewałem się tego. Otóż już kilka wieków temu pewien filozof o nazwisku Schopenhauer opisał zachowanie w dyskusji ludzi słabych umysłowo. Otóż z braków argumentów ad rem stosują oni argumenty ad personam. I tak jest tu. Pienisz się i za to że nie pałam miłością do Linuxa wysyłasz mnie na pudelka. Bo jak oczywiście ktoś nie lubi Ubuntu to jest prostakiem. Jak widać można lubić ubuntu i też nim być.
Widze tu typowy dla sekciarstwa mechanizm – chęć odilozowania się od tych którzy nie uznają “jedynie słusznej” ideologii oraz typowo emocjonalną reakcję na gorzkie słowa pod jej adresem.
Jasne, bo jak ja napisze coś przeciwko Ubuntu to już nie nadaje się do czytelni Ubuntu bo tu moją je tylko wychwalać. Ale jak już ktoś napisze artykuł w całości poświęcony krytyce Windowsa to już się do czytelni nadaje? Weź się facet puknij w łeb. Stosujesz zasady wybiórczo tak jak ci pasuje. Typowe sekciarskie zachowanie.
Mówisz że jestem stronniczy? Kazdy ma jakiś swój pogląd wyrobiony. Tylko powiedz mi czy artykuł do którego się odwołałem był obiektywny i merytoryczny? No tak, bo na winde pluć może każdy z byle powodu, ale krytyka ubuntu to już zbrodnia.
No to tylko pogratulować głupoty. Przyznałeś się że jesteś umysłowym troglodytą który nie wyciąga wniosków na podstawie faktów a na podstawie przedmiotu którego dotyczą i to jeszcze nawet zanim je usłyszy. Mamy znów “jedynie słuszną” prawdę która obowiązuje z góry. Czysto bolszewicka mentalność.
@mlody969
Ty masz jakieś kompleksy społecznościowe, wynikające na pewno z zafajdanych czasów jakie mamy. To, ze propaguje się współpracę międzyludzką, bez czynnika deprawującego w postaci bilonu, to jest to złe i utopijne? Ja wiem, że pieniądz rządzi światem i wszelkie zachowania próbujące stanąć temu w poprzek są cokolwiek dziwne (z punktu widzenia behawioralnego). Ale w jakiś sposób społeczność linuksowa pcha swój wózeczek do przodu. Owszem, pieniądze się pojawiają, ale w przypadku płatnego wsparcia, bo w większości na tym firmy na zarabiają. Może faktycznie są jeszcze na świecie ludzie, którzy potrafią robić coś dla ogółu za przysłowiowe piwo? Może gdyby większość tak postępowała, świat by był lepszy?
Próbujesz przenieść schematy rządzące zachowaniami rynkowymi na społeczność linuksową. Wymyka się to jednak z reguł, których uczą na micro macro i jakiej tam jeszcze ekonomii. I to dziwi i boli.
Ostatnie wpisy dowodzą jednak, że takim prawdziwym podłożem niechęci, jest to, że coś ci po prostu pod Ubuntu nie działa. No to po co się siłować ze systemem. Ja z tego samego powodu porzuciłem dawno temu Windowsa.
pięć gwiazdek pomimo że tak naprawdę artykuł zasługuje na max 4
Z Okienkami mam do czynienia chyba 1993 roku od wersji 3.11
a z Ubuntu od wersji 6.6 (chociaż wtedy już było 6.10) i używam ich równolegle.
Oba te systemy są sobie równe – tak samo dobre i tak samo złe
I mówię to z poziomu ZU – nie jestem informatykiem i nie lubię grzebać po forach w celu usunięcia problemu
A postawa niektórych forumowiczów linuksowych naprawdę odbiera chęć używania tego systemu
Jedyne co w Windowsie jest super, to ogromne wsparcie na świecie:
programy, sterowniki, gry , formaty
Widać jak pcha po niektórzych użytkownikach którzy tkwią w tej sekcie. Np kolega wyżej. Czytałem także o płatnym wsparciu programów open – ten model się nie sprawdza, firmy de facto sprzedają wolne oprogramowanie.
A jakby ludzie kierowali się braterską miłością a nie chęcią zysku to świat nie byłby lepszy ponieważ takie eksperymenty mamy już za sobą i zawsze kończyły się ludobójstwem. Nie jest dobrze kiedy ludzie zaczynają kierować się emocjami bo to działa w 2 strony. Jeżeli kierują się miłością to mogą zacząć kierować się nienawiścią. Wole żyć w świecie w którym wiem że większość ludzi w pokojowy sposób ale jednak dba o własny partykularny interes niż w atmosferze sekty i przykazania miłości do wszystkich. Jak widać na przykładzie kolegi wyżej, ta wspólnotowa dobroć ogranicza się do tych którzy myślą tak jak my. Ja się wyłamałem, pokazałem inne myślenie i z miejsca wytoczono w moim kierunku jad. Tak jak w ZSRR obowiązywała powszechna miłość do socjalizmu (czyli poniekąd ideologii bliskiej ubuntu) a tych którzy się wyłamywali uważano za wrogów systemu i zaocznie odwalało bez wyroku. Oczywiście nie porównuje “społeczności ubuntu” z krwawym komunizmem, ale to ta sama zasada.
Dobroć ludzka nie jest zła o ile się nie traktuje jej w taki sekciarski sposób. A o sekciarstwie linuxa to już wiele osób pisało.
Od zainstalowania ubuntu napisałem tylko jeden post. Widzisz, narzekacie że Windows dominuje na rynku podczas gdy jak komuś coś nie działa na ubuntu i daje temu wyraz piszecie “nie podoba ci się to nie korzystaj”. Gdyby Microsoft tak samo podchodził do Windowsa to dzisiaj Bill Gates by zbierał makulaturę.
Nie wiem też jakie czasy masz na myśli, mi się w obecnych żyje całkiem dobrze.
Oczywiście pisząc o koledze wyżej miałem na myśli suse1
Padł jeszcze zarzut, że Linuxa nie robią domorośli programiści tylko fachowcy. Zgadza się. Jednak linux po to jest wolny i otwarty aby kazdy mógł nanosić poprawki i udogodnienia. Skoro faktycznie w kodzie gdzebią tylko specjaliści to na co komu jego otwartość?
Przecież założenie było piękne, że każdy może sobie otworzyć kod, coś w nim “poprawić” i udostępnić innym. Jezeli jednak kod poprawiają tylko fachowcy to mamy sytuację taką jak w windowskie gdzie szary użytkownik czeka na oficjalną poprawkę. A przecież jednym z argumentów promujących linuxa było to że w momencie wykrycia błędu od razu tysiące programistów na całym świecie mogło pracować nad jego rozwiązaniem.
Masz jakiś kompleks z tym komunizmem i z tego wynika twoje podejście. Jeśli ktoś robi coś dla kogoś za darmo, to nie jest od razu komunistą. Ja na przykład robię, ponieważ opiekuję się dużą siecią (>2000 użytkowników – piszę to z serwerowni :] ) i zdarza się, że mam dużo wolnego czasu pomiędzy incydentami. W tym czasie mogę komuś pomóc, coś przetłumaczyć, przetestować aplikację i zgłosić błędy. Mój pracodawca cieszy się, że to robię, ponieważ rozumie, że dzięki takim działaniom rozwijam swoje umiejętności i lepsze to, niż oglądanie seriali, czy gry.
Zainstalowałeś Linuksa, bo wytknęliśmy ci, że piszesz o czymś, czego nawet nie wypróbowałeś. Zainstalowałeś go i na siłę chcesz udowodnić, że nie działa. Z dźwiękiem masz pewnie jakiś trywialny problem, ale nie spróbujesz go rozwiązać, bo to przecież piękny argument, że coś nie działa. Mi jakoś działało, bratu działało, dziewczynie działało, jej siostrze też, matce, znajomym działało. A jak coś nie działało to wystarczyło pogooglać, zainstalować inną wersję pakietu, albo poprosić kogoś, kto się lepiej zna o pomoc (dokładnie tak, jak w Windows).
Nie ma obowiązku kochania Linuksa. Tym się – między innymi – różnimy od komunistów, że nie wsadzamy ludzi do łagrów za odmienne myślenie. Napiszesz na forum, że potrzebujesz pomocy, to ktoś ci jej udzieli. I to niezależnie czy uważasz, że S. to tęczowy hippie. Chętniej, jeśli zaoferujesz zapłatę, żeby nie było tak wstrętnie socjalistycznie.
@Ruri. Zastanówmy się jednak, czy ta dyskusja jest konstruktywna? Dla mnie nie różni się niczym od roztrząsania wyższości jednych świąt nad innymi. Wlazłem tutaj, ponieważ spodziewałem się przeczytać o problemach, jakie mają migrujący użytkownicy. Zamiast tego czytam o czyichś problemach z ZSRR. Irytuje mnie to i daję temu upust. Zmieńcie tytuł, na ‘Dlaczego nie podoba mi się filozofia Open Source i osoby stojące za tą koncepcją.’
…i jeszcze nas do sekt porównuje. Pewnie sam należy do jednej z największych – katolickiej.
EOT
mlody969
05/12/2009 o godzinie 08:37
“Weź się facet puknij w łeb”
“Widze tu typowy dla sekciarstwa mechanizm”
“Tkwijcie dalej w tej swojej sekcie.”
“Typowe sekciarskie zachowanie.”
“No to tylko pogratulować głupoty”
“jesteś umysłowym troglodytą”
“Czysto bolszewicka mentalność.”
No i mamy typowy obraz człeka zawiedzionego życiem , złośliwego , co jest spowodowane brakiem koncepcji w rozwiązywaniu problemów i w konsekwencji ucieczką do złośliwości żeby nie powiedzieć chamstwa………..
Człowiek słaby zawsze powie ” jesteś głupi jesteś kretynem itd itp “ale jakoś pominołeś :
“Czy to znaczy że twoje teksty są merytoryczne????????????????”
“W kórym miejscu??????????????????”
Powtórzę , pojawiłeś się tu żeby wyładować swoje złości , a to czytelnia ubuntu , U B U N T U!
Masz problemy emocjonalne? >>>>>http://www.pudelek.pl/
Nie, ale jeżeli się z tego robi ideologię to już mi się włącza alarm.
Nie, wcześniej nie instalowałem bo nie miałem miejsca na dysku. Teraz akurat trochę uprzątnąłem to zainstalowałem. Z problemem sobie poradziłem chociaż było to trudniejsze niż na windowsie. I to nie był tylko mój problem bo ludzie skarżyli się na brak dźwięku po updacie z 9.4 na 9.10 nawet na forum tej strony. Z tego co zauwazyłem sporo osób miało taki problem więc nie pisz że na siłe staram się coś udowodnić. Dzisiaj rano pojawił mi się problem ze zniknięciem górnego paska i też sobie z nim poradziłem. Postanowiłem że poznam ten system i wtedy napisze recenzje więc nie zarzucaj mi poddania się na wstępie.
Wiesz, ja nie byłem pierwszym i na pewno nie ostatnim którym pachnie w tym środowisku sektą. Czytałem tu już wypowiedzi człowieka który należał do sekty i znajdował sporo elementów charakterystycznych. Może więc warto się zastanowić czy te porównania aby na pewno są wyssane z palca?
I skąd argument że jestem katolikiem? Nie tylko nie masz racji ale także nie miałeś podstaw do wysnucia takiego wniosku.
Kto tu zaczął? Sam od początku żeś obrzucił mnie inwektywami i “tuszowanymi” przekleństwami samą moją obecność na tej stronie. I zastanów się czy do tego co napisałeś nie pasuje najbardziej określenie “głupota”
Nie jestem przeciwnikiem takich artykułów jednak jest on napisany ogólnikowo i wskazuje na brak głębszej wiedzy użytkownika o obu systemach… Dla przykładu twoje rozmyślenia od ilości wirusów na oba systemy… Dla ciebie jest to kwestia popularności a nie jąder, poziomu zabezpieczeć czy właśnie mnogości dystrubucji…
nie mówie że linuxa złamać tak samo łatwo jak winde tylko że nie jest to system “bezpieczny” sam w sobie. może i jest trudniejszy, czego nie neguje jednak jakby wysiłki crackerów się na nim skupiły to nieco inaczej by wyglądała rozmowa
Wiecie co, nie ma się co tak unosić, nie damy mlodemu969 po prostu przydziału na mieszkanie i małego fiata. Zmięknie.
@mlody969
Uparcie trzymasz się sekciarskiej strony wolnego oprogramowania, a ja nadal nie widzę tu żadnej sekty. Nikt nie przyjdzie i nie spali mi mieszkania za to, że np. w tym momencie przejdę na Windowsa, czy MacOS. Nikt mnie nie pobije. Co najwyżej, nie będę miał pieniążków na inne dobra materialno-kulturalno-spożywcze.
Co więcej, bardziej sekciarski wydaje mi się kapitalistyczny model uzależniający transakcją wiązaną do poszczególnych elementów oprogramowania.
Chcesz korzystać z komputera – kup nasz system, wg. naszej ceny i wg. naszych zasad go używaj.
Masz nasz system – zabezpiecz go, bo wróg nie śpi – kup antywirusa.
Wydajemy nową wersję – kup ją, nie bądź gorszy niż inni. I tak za chwilę na starszej wersji przestanie ci wszystko działać. Albo wyłączymy ci funkcjonalność aktualizacjami.
Straciłeś swoje dane – a co nas to interesuje.
Chcesz pracować – musisz używać najlepszego oprogramowania, wg. naszego dyktatu cen.
itp, itd.
Oczywiście nie mam nic przeciwko kupowaniu oprogramowania. Jednak, jego cena powinna być adekwatna do oferowanych możliwości. Co to dla mnie za interes, skoro po zakupie systemu, muszę dokupić do niego sporo dobrego oprogramowania, bo w myśl kapitalistycznego przesłania – ‘co tanie to drogie, a darmowe to piekło i szatani’.
Można się poczuć jak jeden z baranów prowadzonych na sznurku po pastwisku. Rób co reszta stada i płać.
A i jeszcze odnośnie system totalitarnych – jedna firma – jeden system – jedyny wybór. Kojarzysz?
Hmm, jakby to napisać abyście zrozumieli?…
Zachowujecie się jak dzieci neo; nie przekonacie autora, żeby przeszedł na Linuksa, a autor nie przekona Nas abyśmy, używali Windowsa, więc cała dyskusja nie ma sensu. Dochodzie nawet do wyśmiewania się (’haha’). Typowy przykład dzieci neo. (przepraszam, nie uważam Was za neo, ale skończcie te głupie dyskusje)
Więc jeżeli potrafisz powstrzymaj się od komentarza.
Hym nie chciało mi się pisać ale już mnie szlag trafia więc wcisnę swoje 3 grosze.
Zgadzam się z tą wypowiedzią świat byłby lepszy no ale nie jest – niestety człowiek to istota która patrzy głowie swojej d… i korzyści jakie sam może osiągnąć a nie tego co może dać innym… Stallman można się z nie zgadzać lub nie ale człowiek chce dobrze i zbudował dobre fundamenty co trzeba mu przyznać
Tutaj jesteś po prostu śmieszny :D I co z tego że bawisz się systemem od 3 godzin? Skoro uważasz, że 3 godz wystarczą by poznać system, który jest zupełnie inny niż Windows do tego wliczając Twoje uzależnienie od systemu M$(liczbę lat spędzonych na tym systemie)? To powodzenia… ;P
Padają słowa że doświadczony windziarz ma problemy czy też będzie miał problemy z przesiadką. Otóż jest to chybiona uwaga. Używałem Windy od 3.11 aż po pierwsze bety Visty tak więc sporo czasu i chyba byłem już doświadczonym windziarzem ;P Wieloletnie przyzwyczajenie i lekkie uzależnienie od systemu M$ coś nie przeszkodziło mi w przesiadce na distro Linuksowe. Może wynika to z faktu iż jestem osobą inteligentną(nie chcę tu nikogo obrazić) i gdy po raz pierwszy spotkałem się z Linuksem od razu wiedziałem że nie jest to “inny Windows” tylko całkowicie inny system i potrzeba czasu by odzwyczaić się od rozwiązań które wciskał mi całe życie M$. Hymm raptem tydzień starczył by opanować Linucha i wyzbyć się złych nawyków a z czasem nabierając więcej wiedzy zmieniałem distra na te które bardziej mi odpowiadały(uważam że mnogość dystrybucji to zaleta – dla każdego coś innego) ;P
Jak napisał wyżej jeden z kolegów główny problem to przyzwyczajenie(nawet uzależnienie) od Windy którą wciska się wszędzie, gdyby dla dziecka które zaczyna przygodę z komputerem pokazać mu FreeBSD i nie pokazywać mu konkurencyjnych systemów to po kilku latach takiego używania gdybyś zapodał mu Windę którą uważasz za taki prosty system to ten, już wtedy nastolatek czy dorosły, napisał by coś w stylu:
“Od 3 godz używam tego Win7 i już mnie zdenerwował, gdzie moja powłoka csh? gdzie mój pasek manu (Aplikacje Miejsca System)? co?! muszę sam ściągać soft z internetu?! a gdzie system portów?! WTF!? ”
była by podobna reakcja. Na tym przykładzie chciałbym podkreślić, że 3 godz na danym systemie to śmiech na sali i jak istotną rolę odgrywa przyzwyczajenie które jest tak silne że można tu przetoczyć słowa Morfeusza z kultowego już Matrixa: “niektórzy są tak uzależnieni od sytemu że nie można ich odłączyć…” – coś w tym stylu.
Sam używam Linuksa na co dzień ale nikogo nie zachęcam ani nie zniechęcam do jego instalacji, jak ktoś prosi to pomagam ale nie zachęcam bo każdy musi dojść do tego sam. ZU zakłada że Linux to tylko inny Windows i po instalacji pyta się a gdzie dysk C? ;P Z takim oto podejściem daleko się nie zajdzie więc lepiej od razu sobie odpuścić trzeba założyć że to inny świat i trzeba czasu bo gdyby kolo dostało Winde po 8 latach używania Solarisa też musiał by poświęcić czas by ją opanować.
Co do idei to gdy zaczynałem przygodę z linuksem nie znałem jej, nie wiedziałem kto to Stallman, co to GPL itd. Jednak używałem i używam do dziś i nie dla ideologi(którą jak poznałem to muszę przyznać że jest dobra) tylko dla tego że system z rodziny GNU?Linux bardziej mi odpowiadał. Nawet gdyby zaczęli rozdawać Windy za darmo i dorzucali gratis gorący kubek Knorr to i tak zostałbym przy swoim systemie bo po prostu bardziej mi odpowiada.
Jedyne czego mi brakuje to równych zasad walki – by każdy soft był dostępny na każdy system i wtedy użytkownik mógłby wybrać system operacyjny który mu najbardziej odpowiada a nie system który musi bo np używa AutoCADa – wiem że to utopia ale kto wie… :)
Do tego świat monopolu, niech taki użytkownik Windowsa klepie zdrowaśki za Linusa Torvaldsa i innych którzy są konkurencją dla M$ bo gdyby M$ miał monopol to chyba nkt by nie zachwalał M$. Prosty przykład Win7 – cena 3500 zł – kupić musisz bo nie ma czegoś takiego jak inny OS jest tylko Win7 a żeby korzystać z komputera trzeba mieć OS. W dostępie do internetu byłby podatek Microsoftu za korzystanie z ich technologii itd. Może to brzmi niewiarygodnie ale tak by było gdyby nie było konkurencji, trzeba by było brać kredyty na kolejne aktualizacje itp., więc użytkowniku nie ważne czy lubisz/używasz innych systemów ciesz się że są bo dzięki temu że są płacisz za Winde jedyne 600 zł a i za Open Source też się módl bo na Winde też jest pełno projektów OS.
Jestem ZU, tak. Wychowałem się na Win XP, kompa uzywam tylko do oglądania filmów, słuchania muzyki, czasem napiszę jakąś pracę czy opowiadanko, poprzeglądam internet i pogram w Diablo II lub BG przez LAN z kumplami – wsio. Nie programuje, nie bawię sie w grafikę i nie używam kompa do pracy (na razie studiuję – nie, nie informatykę ;), politologię). Kumpel raz przyszedł mi sformatować dysk i zainstalował mi Ubuntu (8.10) skonfigurował ładnie i powiedział że będzie chodzić szybciej i lepiej niż Win – zgodziłem się, bo zamulanie Win i wirusy były czyś z czym nigdy nie mogłem sobie poradzić.
Przetestowałem i zostałem zauroczony przez Linuxa – system wydał mi się tak intuicyjny i łatwy w obsłudze że postanowiłem się mu przyjrzeć z bliska i znaleźć odpowiedź dlaczego wcześniej o nim nawet nie słyszałem. Wszedłem na tę stronę, poczytałem trochę, zacząłem sam zmieniać sobie proste rzeczy jak dostosowanie jeszcze bardziej pulpitu do moich potrzeb, i bawić się w konsoli (kopiowanie plików, tworzenie ich, przeglądanie przez konsolę i inne proste rzeczy). Nigdy nie interesowały mnie komy, ale te zabawy zaczęły sprawiać mi sporo radości – ale nie na tyle by w to się jakoś zagłębiać specjalnie ;). Postanowiłem że po wyjściu 9.04 sam sformatuje kompa i zainstaluje system według wskazówek zawartych na tej stronie i tym forum.
Miałem kilka problemów z konfiguracją, z ustawieniem partycji (ich wielkością) i z instalowaniem sterowników, ale udało mi się, skonfigurowałem kompa i teraz chodzi jak marzenie.
Napotkałem tylko jeden problem z ubu 9.10 którego nie byełm w stanie sam rozwiązać (przy małej pomocy wuja google ;)) o którym pisałem na forum, ale pojawił sie on na leciwym laptopie – powróciłem po prostu do starszej wersji ubu i po problemie ;). Na moim podstawowym kompie wszystko działa bez zarzutu.
Zacząłem przeglądać czytelnię – pojawia się tu wiele ciekawych artykułów i poradników. Teraz trafiłem na ten.
Dlaczego o tym piszę – bo nazywa mnie się (jestem linuxiarzem) sekciarzem mimo że o tym facecie o którym pisze się tu przeczytałem dopiero teraz, że jestem elitą komputerową (he, he, he patrząc na moje umiejętności to nie jestem nawet klasą średnią komputerów). Że na siłę nawracam ludzi na linuxa (piszę o komentarzach) – śmieszne, a co mi do tego kto używa jakiego systemu?! W koniu psze się że Linux nie jest dla przystosowany dla ludzi takich jak ja! Więc co od prawie 2 lat (? nie pamiętam dokładnej daty kiedy się przesiadłem ;)) robię na linuxie – na studiach (uniwersytet wrocławski, WNS) wszystkie kompy są zaopatrzone w dwa systemy – ubu i winXP (chyba xp, albo któryś nowszy nie wiem) i z tego się cieszę bo na XP bym sobie nawet książki nie wypożyczył w bibliotece, albo nie poprzeglądał stron internetowych w czytelni…
Nie mam czasu zagłębiać się w terminal czy inne tego typu rzeczy – oczywiście jak wcześniej napisałem trochę się nauczyłem z tej strony, ale na dwuletni staz to jest to naprawdę niewiele. mam kilka programów które używam i na cholere mi coś więcej. System nie łapie mi wirusów, nie muli mi (przez dwa lata tylko raz go reinstalowałem – i nie dlatego że musiałem, ale dlatego że chciałem się pobawić) sam dociąga mi aktualizacje i gitara – czego mam więcej wymagać. A jak czytam ze mądrzejsi ode mnie mogą na nim wykonywać cuda to cieszę się tym bardziej bo moze niedługo ja sobie jeden z nich dociągnę i bedę za dobre słowo żerował na ich pracy (właśnie chyba ta myśl że będę żerował na czyjejś pracy skłoniła mnie w ogóle do tego by się zająć choć podstawami terminala i ciągle czytać poradniki na czytelni – moze kiedyś sam cos stworze, jak bedę miał czas i nabiorę umiejętności).
Tak więc nie jestem sekciarzem, nikt nie wyprał mi mózgu, nie jestem nawiedzony (hmm każdy sekciarz, człowiek z wypranym mózgiem i nawiedzony też by zaprzeczał…), uzywam linuxa bo mi się podoba i jest dla mnie łatwy w obsłudze. Bo nie muszę się martwić że za dwa miesiące trzeba zawołać kumpla by sformatował mi kompa. Używam linuxa bo dla mnie jest lepszy.
Jeśli, Młody969, linux nie spełnia twych wymagań to nie ma sensu byś sie męczył – ja bym się nie zastanawiał i od razu wracał do WinXP gdybym miał na początku problemy z ubu.
Nawet na tej stronie czytalem wypowiedzi, że świat windowsa to matrix a linuxowcy czekają na swojego wybrańca który zbawi świat. Co jakiś czas czytuje, że zamknięte oprogramowanie to zamach na wolność, światowy spisek itp. Zadziwiająco dużo cudaków w tym środowisku. Jeszcze nie słyszałem aby ktoś mówił że Windows zbawia świat.
Po pierwsze w kapitalizmie cena jest wynikiem sytuacji na rynku. W przypadku monopolu firma może pozwolić sobie na dyktowanie cen. Dlatego istotne jest istnienie konkurencji. I o to mi właśnie chodzi. Po to powstał ten felieton ponieważ uważam że na tą chwilę Linux nie jest konkurencyjny wobec Windowsa a chciałbym aby był.
Kojarzę. I dlatego ubolewam nad brakiem konkurencji. Tylko że tak narzekacie że jest jedna firma i jeden system, a jak ktoś narzeka na ten wasz system to piszecie “to sie przesiąć na windowsa i nie marudź”. Sądzisz że taka postawa w jakikolwiek sposób szkodzi monopolowi MS czy raczej mu sprzyja?
mlody969 pisze:
“Dzisiaj rano pojawił mi się problem ze zniknięciem górnego paska i też sobie z nim poradziłem. Postanowiłem że poznam ten system i wtedy napisze recenzje więc nie zarzucaj mi poddania się na wstępie.”
Pierwsze, co robię po każdej nowej nowej instalacji Ubuntu, to usunięcie górnego paska, bo przyzwyczaiłem się do jednego na dole i już. Na tym dolnym umieszczam też tylko, co mi jest potrzebne, im mniej, tym lepiej. Linux jest jak plastelina, ulepisz sobie to, co ci się podoba.
Może należało najpierw zrobić, to o czym teraz piszesz, czyli poznać system, a dopiero potem zabierać głos w sprawie jego oceny. Nigdy nie odważyłbym się pisać np. o Mac OS, nie znam tego systemu, nawet go nie widziałem. Twój tekst, to emocjonalna demagogia, treści merytorycznej prawie wcale. Czekamy więc na tę recenzję po zapoznaniu się z systemem. Liczę, że będzie rzetelna.
@mlody969
Widzisz, z tymi poradami przesiadki na Windowsami, to po prostu podsuwanie możliwości wyboru. Większość płaczliwych komentarzy na temat ‘inności’ Linuksa brzmi tak, jakby użytkownicy zostali przez złe moce łańcuchami przykuci do komputera i konkretnego oprogramowania (przykucie do Windowsa i narzekanie na Linuksa to inny odłam tego cierpiętnictwa).
A wystarczy podejść do wszystkiego bez buńczucznej postawy roszczeniowej. Mnie w domu wychowano – ‘darmowanemu koniowi w zęby się nie patrzy’, ‘żyj bracie ubogo nie rób ciula z kogo’, itp. Proste hasła, proste podejście do życia, proste zastosowanie. Jeżeli dostaję system za darmo, dostaję do niego furę oprogramowania za darmo, to raczej skupiam się na wybieraniu jasnych stron tego faktu, a nie toczę pianę, że ‘ten Linux to sekta, bo nie podążają drogą MS!’.
Oczywiście krytyka jest wszystkiemu potrzebna – w tym i Linuksowi. Sam zżymam się na wiele faktów, które zaistniały w wydaniu 9.10, z niepokojem spoglądam na plany rozwojowe wersji 10.04. Nie dlatego, że w jakiś sposób mi one zaszkodzą – jestem starym herbatnikiem i większość problemów z oprogramowaniem i Linuksem rozwiązuję przy porannej herbacie. Ale leży mi w jakiś sposób na sercu los innych, którzy mogliby używać systemu, a są stawiani oko w oko z np. oprogramowaniem w wersji alfa/beta, niedorobionymi konfiguratorami, które lepiej by było ukryć, itp.
Gdybyś wysunął zarzuty – ‘Ubuntu wygląda jak zafajdany kubek po kawie, taki sam bury’, ‘Ubuntu miało odtwarzać wszystkie pliki multimedialne, a Totem to ma problemy nawet z określeniem własnego stanu skupienia’, ‘Precz z Mono i próbami uzależnienia od technologii do której w każdej chwili ktoś może wysunąć roszczenia’ – to byłaby podstawa do merytorycznej dyskusji i próby stworzenia innej wersji Linuksa (inne tematy, oprogramowanie, itp – ZU po zainstalowaniu Linuksa pojęcia nie ma o innych programach i zmianie wyglądu).
Ale rzucanie się o to, że ‘coś nie działa’. Napisz do producenta sprzętu, czego cię olewa i wiąże sznurkiem do jednego i tylko jednego systemu operacyjnego.
młody969, daj sobie spokój. to nie brak argumentów. to TY na nie nie reagujesz. przykro to mówić, ale żałosny jesteś. to, że ludzie wychowują się w otoczeniu Windowsa nie znaczy, że nabywają umiejętność jego obsługi w momencie narodzin. myślisz, że jeżeli nie umiesz sobie poradzić z Linuksem to jest zły, tak? otóż nie, to co najwyżej twoje myślenie jest złe.
Rozumiem, że jesteś programistą, znasz mechanizmy bezpieczeństwa w systemach POSIX i jesteś w stanie udowodnić swoją tezę? Jeśli tak to proszę o ten dowód.
Druga sprawa to pojawiająca się co chwila osoba Richarda Stallmana. Tak się składa, że miałem przyjemność posłuchać jego wykładu podczas wizyty w Krakowie. Wiem stąd, że cała filozofia Ubuntu, jak i z resztą wszystkie Linuksy są sprzeczne z ideą Wolnego Oprogramowania. Nie wiem, po co twórcy ubuntu odwołują się do manifestu RMSa, ale na pewno sam RMS nie zgodziłby się z ich argumentami.
Jakby popularność linuksów wzrosła 20 krotnie (tak, ma on według W3C 4,3% udziału w rynku, a nie 1%) to wraz ze wzrostem ilości programistów zrosłaby ilość patrzących im na ręce. To środowisko (Open Source) samo się kontroluje, pracę jednych nadzorowali by inni, ot choćby z ciekawości, czy chęci dodania czegoś od siebie. Ideą tworzenia złośliwego oprogramowania jest wyszukiwanie dziur metodami “brute force”, a potem wykorzystania tych dziur. Bezsensem jest korzystanie z powszechnie znanych błędów które mogą być poprawione zanim my skończymy pisać naszego wirusa.
Popularny błąd, niestety coraz popularniejszy. Dystrybucja to system operacyjny z zestawem pewnych aplikacji, nie odrębny system. Linuks to linuks, niezależnie czy to Ubuntu, Debian, Arch, Slax czy cokolwiek innego. W zasadzie naciągając trochę tą definicję 2 Windowsy XP, z różnymi zestawami aplikacji można uznać za 2 różne dystrybucje.
Może i trochę masz w tym racji, ale popatrz ot choćby na rynek motoryzacyjny, mamy kilkadziesiąt marek, każda z nich oferuje kilka modeli. Razem daje to grubo ponad setkę możliwości i jakoś funkcjonuje to i ma się całkiem dobrze.
Chcesz przykład z IT? Telefony komórkowe, karty graficzne, procesory itp. Do tego dolicz ilość prostych procesorów tekstu, odtwarzaczy wideo czy innych programów (mowa o platformie Windows).
Uważasz, że klient lubi mieć 2-3 możliwości i na tym się cała jego fantazja kończy? Popatrz ile mamy dostępnych tapet na pulpity, dzwonków do telefonów, skórek do winampa. Wejdź do pierwszego lepszego sklepu z odzieżą. Ludzie lubią mieć wiele możliwości. Lubią być inni niż resztą. Oczywiście muszą mieć pewną wiedzę, żeby jakoś wybrać to co im najbardziej odpowiada. Po przemianie ustrojowej, kiedy w sklepach nowe produkty zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu, ludzie mieli problemy z przyzwyczajeniem się do tego, dalej kupowali stare sprawdzone produkty, ale z czasem przekonali się do nowych, nauczyli się poznawać ich wady i zalety.
Albo brak alternatywy, albo brak wiedzy o alternatywie. 99% moich znajomych nie z branży, na słowo “linuks” robi wielkie oczy i pyta “co to?”. Doskonale sobie zdaje sprawę, że spora część z nich mogłaby zamienić windowsa na linuksa i nie straciliby nic na tym, bo do przeglądania internetu, pracy w edytorze tekstu, arkuszu kalkulacyjnym czy korzystania z multimediów linuks się nadaje. Nikt z nich nie używa AutoCADa, czy Photoshopa, nie licząc tych którzy redukują nim czerwone oczy i skalują zdjęcia. Używają Windows, dlatego, że był zainstalowany na ich pierwszym komputerze, był zainstalowany na każdym następnym jaki w życiu spotkali i uważają go za integralną i nieodłączną część systemu komputerowego, tak samo jak monitor, klawiatura czy mysz. Popatrz na Gadu-Gadu zalewające użytkowników reklamami, niemal z każdej strony. Co chwilę słyszę epitety pod adresem tego programu, ale jak zaproponuje komuś “zainstaluj sobie Mirandę, Konnekta czy coś innego” to zwykle słyszę “lepiej nie, pewnie nie umiałbym tego używać”. Tu nie chodzi o trudność działania czy jakość produktu, tu chodzi o zwykłe ludzkie przyzwyczajenie i strach przed nowym i nieznanym.
41% kopii Windows jest piracka. Myślisz, że programiści MS są zbyt głupi, żeby stworzyć działający system weryfikacji legalności oprogramowania? Nie, oni po prostu obawiają się tego, że w takim wypadku połowa z tych 41% zasili rzeszę linuksowców, a 25% udziału w rynku to wystarczający powód by takie koncerny jak Adobe czy Autodesk na poważnie zajęły się produkcją oprogramowania na platformę unix, co jeszcze bardziej by osłabiło pozycję MS.
Linuks to system który ma wiele ze wspomnianych przez autora wad, ale trzeba pamiętać, że jeszcze kilka lat temu miał ich jeszcze więcej. Jego rozwój jest znacznie bardziej dynamiczny niż Windows. Rozwiązań ułatwiających korzystanie z niego jest naprawdę sporo. Do tego pozostawia użytkownikowi szerokie pole do manewru i umożliwia dostosowanie go do naszych potrzeb. Jest to oczywiście bardziej skomplikowane niż korzystanie z gotowego oprogramowania, ale ludzie się szybko uczą, jeszcze 20 lat temu mało kto z nas zdecydowałby się na skorzystanie z bankomatu zamiast okienka w banku, kart zamiast gotówki, czy sklepu internetowego zamiast zwykłego, a dziś jest to dla większości codzienność. Ludzie się przyzwyczajają do techniki szybciej niż ona do nich. Odważę się powiedzieć że Linuks to system który wyprzedza swoją epokę i z czasem na dobre zadomowi się na naszych biurkach. Praktycznie największą barierą w jego rozwoju na dzień dzisiejszy jest to na co społeczność nie ma wpływu – zainteresowanie zewnętrznych firm, zarówno deweloperów oprogramowania jak i twórców sprzętu. Nie łudźmy się że cudowność Windows wynika z niego samego. Ten ewenement to wynik działań innych firm niż MS. Bez całej armii programów wszelkiej maści byłby to system bezużyteczny. Może moja prognoza jest odrobinę zbyt optymistyczna, ale naprawdę wierzę, że już niedługo ten system zrobi furorę na świecie, bez żadnych durnych ideologi, bez głupiego marketingu, po prostu dlatego, że będzie dawał użytkownikowi tego czego on potrzebuje i niczego mniej i więcej.
używam windowsa do gier do normalnej pracy używam ubu, lubię ten system i takie jest moje prawo, tak jak twoje nie lubieć linuksa a który system lepszy? co kto lubi i po stronie linuxa i po stronie windowsa są trolle które udowadniają co lepsze tylko po co? mnie odpowiada filozofia ubu tobie windowsa i tyle
Współczesne dyski komputerowe to urządzenia, które z łatwością pomieszczą dwa, trzy, a jak ktoś ma ochotę to i więcej systemów operacyjnych.
Tak się składa, że ja mam ochotę na więcej i wyboru systemu operacyjnego dokonuję podczas startu kompa uwzględniająć potrzeby, nastrój i kaprys.
Nie toczę wojen, rzadko zabieram głos w tego typu sporach….
Po prostu korzystam. :-)
Z panem Stallmanem to ostro przegiąłeś :(
Mnogość dystrybucji to nie jest problem, bo i tak liczą się te kilka najważniejszych.
Od kilku lat korzystam już z Ubuntu i najwięcej czasu dla niego poświęciłem zaraz po instalacji systemu, czyli po prostu personalizacja. System nigdy nie miał problemów z wykryciem wifi, pendrive’ów czy dysków zewnętrznych. Sterowniki do nVidii również instalują się same. Krótko mówiąc – PO PROSTU DZIAŁA.
Zacytuję słowa mojej polonistki: Polacy mają wielkie tendencje do wypowiadania się w sprawach o których tylko kilka razy usłyszeli, ale niegdy nie mieli większego o nich pojęcia.
Tak, a ja z tym człowiekiem polemizowałem i wydaje mi się, że udowodniłem, że open source wcale sektą nie jest. Ja sam nie uważam się za członka sekty, a dla Ubuntu staram się robić tak dużo jak to możliwe.
Co do tego kto wprowadza zmiany do kodu Linuksa – oczywiście akceptowaniem zmian zajmują się ci, którzy maja odpowiednia wiedzę i zaufanie, jednak same poprawki mogą zgłaszać wszyscy.
Nie wiem dlaczego tak bardzo czepiasz się open source, skoro sam czerpiesz z podobnych zachowań garściami. Idea open source powiela to, co od dawna funkcjonuje w świecie – możliwość udoskonalania tego, co już istnieje.
Wiele książek napisanych jest w oparciu o różne pozycje naukowe – to tak, jak z programami OS, które tworzy się w oparciu o gotowe elementy – w książce masz bibliografię, a w programie zapisujesz w stosownym miejscu z jakich bibliotek lub innych programów skorzystałeś, aby napisać coś własnego. Co więcej – wiele książek i opracować dostępnych jest za darmo w bibliotekach, programy za darmo możesz pobrać ze strony. Czy jest to praktyka zła? Czy autorzy wielu książek z bibliografią należą do jakiejś sekty, bo jeden korzysta z prac drugiego?
Analogiczna sytuacja jest z forami internetowymi – ktoś kiedyś napisał poradnik i o ile nie zastrzegł go jakąś restrykcyjną licencją, to ktoś inny może na jego podstawie napisać coś innego. Ludzie korzystający z poradników często zgłaszają co jest w nich błędnego, albo co można by jeszcze dodać. Czy to nie przypomina zasad leżących u podstaw OS?
Gdy w szkole jeden kolega drugiemu daje spisać pracę domową, a ten drugi znajdzie w niej błąd i zgłosi go pierwszemu koledze – jakbyś to zinterpretował? Czym to się różni od zgłaszania błędów w kodzie źródłowym?
Widziałeś kiedyś jak studenci przygotowują się do egzaminów? Od lat udostępniają sobie różne opracowania i ściągi. Ktoś je kiedyś napisał i udostępnił ogółowi, a kolejne roczniki poprawiają je lub dodają nowe zagadnienia wprowadzone do przedmiotu.
Ludzie od dawien dawna robili wiele rzeczy za darmo po to, aby innym pozwolić z nich korzystać. Nikt nie nazywa takiego zachowania sekciarstwem, więc dlaczego w świecie oprogramowania ma to być niezdrowe, a nawet groźne?
“Ileż to rozmaitych wirusów, robaków, trojanów i wszelkiej maści złośliwego oprogramowania powstało na platformy Microsoftu? To są takie ilości że nikt nie jest w stanie tego policzyć. Tysiące programistów na całym świecie dla zabawy albo dla zysku pisze każdego dnia złośliwe oprogramowanie. Jak to się dzieje że dotyka ono prawie wyłącznie Windowsa? Czyżby Windows był ucieleśnieniem zła i przyciągał do siebie inne zło? Nie sądzę – po prostu jest najbardziej popularny i wirus na niego napisany ma szansę dotrzeć do największej liczby ofiar.”
======================================================================
“Jak pokazuje przykład z wirusami na Windowsa programistów o złej woli jest bardzo wielu. To co chroni Linuksa przed zagrożeniami to jedynie jego niska popularność.”
=====================================================================
Złosliwe oprogramowanie powstaje tak czesto i gesto na Windowsa dlatego, iz architektura tego systemu jest tak skonstruowana ze wirusy, trojany i innej masci zlosliwe oprogramowanie znajduje tam cieply i komfortowy domek. Przypomnijcie sobie czasy Win 95, 98 i Me – to byly systemy idealne dla wirusow. Cos sie zaczelo dopiero zmieniac od czasu Win XP: konta z ograniczonym dostepem (Linux mial to od samego poczatku), potem Vista – User Account Control – obydwa rozwiazania skopiowane z Linuksa/Uniksa. W linuksie nawet jezeli sciagniemy przypadkowo z internetu jakies zlosliwe oprogramowanie nie ma ono szans rozprzestrzenic sie w systemie i spowodowac duzych uszkodzen(o ile nie pracujemy na co dzien na koncie root, co jest grzechem smiertelnym). W ostatecznosci aby usunac zainfekowane pliki z systemu Linux najczesciej wystarczy usunac katalog domowy uzytkownika ktory to sciagnal i uruchomil. W windowsie standardowo pierwsze konto uzytkownika zaraz po instalacji jest tworzone jako konto administracyjne z pelnymi uprawnieniami i wiekszosc uzytkownikow przy tym pozostaje, czesto nie majac nawet tego swiadomosci, a czesto tzw. “power users” wylaczaja od razu po instalacji UAC (bo klopotliwe…) – efekty latwo przewidziec. Teraz wystarczy ze taki uzytkownik nieswiadomie sciagnie jakiegos torrenta zarazonego wirusem z najnowsza wersja pirackiego programu i odpali – system jest blyskawicznie zarazony od A do Z i czesto nadaje sie juz tylko do reinstalacji. I nie mowcie mi ze sa antywirusy. Okrutna prawda: przecietny antywirus pod Windowsa wykrywa jedynie jakies 30-40 procent wszystkich zagrozen. Tak! I jesli ktos mysli ze jak ma antywirusa to jest zabezpieczony to mozna na takiego uzytkownika popatrzec z politowaniem tylko. Najlepszy antywirus jAKI ISTNIEJE TO TEN, KTOREGO mamy WE WLASNEJ GLOWIE: ROZSADEK!
W systemie np. Debian konto root jest standardowo zaraz po instalacji zablokowane – nie da sie zalogowac na root-a z poziomu GDM czy KDM jesli nie wykona sie specjalnej konfiguracji, ponadto mozna podczas instalacji wylaczyc w ogole mozliwosc logowania na konto root. Nie ma root-a, nie ma wirusow w systemie.
>>>Elastycznosc<<<
System Linux jest niesamowicie elastyczny. Linuksa mozemy zainstalowac nawet na najbardziej nieprawdopodobnych i udziwnionych konfiguracjach sprzetowych. Windows jest niesamowicie ograniczony: da sie go zainstalowac tylko na stałym HDD (takim wewnatrz komputera, przypietym do plyty glownej), jedynie na pierwszej partycji podstawowej pierwszego HDD w maszynie. O instalacji np. na USB HDD albo na Pendrive mozemy zapomniec – po prostu sie nie da i koniec.
"The TOP500 project lists and ranks the 500 fastest supercomputers that submit benchmark results. It then publishes the collected data twice a year. The November 2009 figures show Linux in the lead at 89.2%, followed by IBM AIX at 4.4%, Microsoft Windows HPC Server 2008 at 1.0% and OpenSolaris at 0.4%. A use of mixed operating systems accounts for 4.6%, and others account for 0.4%."
"Linux in the lead at 89.2%","Microsoft Windows HPC Server 2008 at 1.0%" – czyzby wlasciciele superkomputerow nie wiedzieli co robia instalujac Linuksa???????????
Eeeeh…..ja to bym pogadał o wadach przeglądarki firefox i problemach z certyfikatami polbanku i oczywiście wyższości internet explorer , bo co open source do do kitu i tylko sowicie płatne oprogramowanie jest gut.
Albo o sposobach podawania domięśniowo sterydów , pod jakim kątem i jak głęboko kłuć.
Jeszcze wiele wiele innych dupereli ale to tylko dla wtajemniczonych…………..
ja się nie wstydze swoich wypowiedzi z internetu. tylko co to wnosi do sprawy??
Freeman, wiem, że Linux ma inną architekturę niż Windows i że jest trudniejszy do złamania. Jednak nie wierzę w zabezpieczenia nie do obejścia. Teraz gdy Linux jest mało popularny, a jego użytkownicy to ludzie zazwyczaj biegli w informatyce, a Linuxowe oprogramowanie robi tak naprawde garstka ludzi trudniej jest złamać jego zabezpieczenia. Jednak podkreslam, gdyby Linux stał się tak popularny jak windows a przeciętny jego użytkownik by nie wiedział co to jest konto root i wklepywał hasło z przyzwyczajenia zezwalając na wykonywanie każdego ściągniętego z internetu programu (a jakby Linux stał się tak popularny jak winda to jego oprogramowanie by było tak powszechne jak obecnie windy – a nie tak jak teraz kilka programów i to wcale nie takich dobrych z panelu Ubuntu – dodam że dzisiaj na próbe ściągnąłem jedną grę która zawiesiła mi system) to owa architektura nie za specjalnie by pomogła.
Widać nie zrozumiałeś nic z mojego tekstu. Co mnie obchodzą superkomputery nad których obsługą siedzi kilkunatu jajogłowych? Mi chodzi o zwykłego Kowalskiego i to jak on sobie poradzi w róznych systemach operacyjnych. Ja nie mówie że Windows jest lepszy od Linuxa jako program tylko że na tą chwilę jest lepszy jako system dla przeciętnego użytkownika. I mówie to nie ku czci i chwale Windowsa tylko w ubolewaniu nad tym że Linux pod tym względem nie stanowi konkurencji.
Stanowi konkurencję, lecz mniejszą. To prawda – siadając przy Linuksie, Kowalski musi może nie tyle nauczyć się więcej, ale po prostu przestawić się. Najgorszą kłodę, jaką sam Kowalski sobie podrzuca pod nogi, to porównywanie: “W Windows było inaczej”, “W Windows robiło się tak i tak”, “W Windows…tu_wstaw_co_chcesz”. Myślę, że gdyby przeciętny user zaczynał od Linuksa, lub równorzędnie z nim się uczył Windows, tak samo dobrze obsługiwałby oba systemy. Co muszę jednak przyznać – fakt, Linux potrafi czasem wkurzyć – na wersji Xy coś działa super, a po wyjściu nowej Xyz, wiele się sypie. Czasem niektóre distra popadają w regresy…to fakt, a Kowalski nie zawsze musi chcieć lub umieć się w to bawić.
W sumie to dosyć przykre że ten felieton został opublikowany na łamach tej strony. Wcale nie dlatego że odnosi się krytycznie w stosunku do Linuksa i pochlebnie do produktów Microsoftu. Wbrew pozorom każdy kto posiada troszkę więcej wiedzy z zakresu informatyki musi sobie zdawać sprawę że produkty tej firmy wcale nie są takie złe i w wielu przypadkach innowacyjne. Przykre jest to że opisane są w tym felietonie mity wałkowane od lat na wszystkich możliwych stronach, forach itp.
Linux vs. Windows – Wirusy
To wierutna bzdura że na Linuksa nie ma tyle wirusów i trojanów tylko dlatego że system ten jest mniej popularny. Fakt jest spowodowany tym że architektura systemów Uniksowych jest z założenia bardziej odporna na tego typu ataki.
Najprostszym przykładem jest to że systemy MS są z założenia “odpalane” z konta super administratora.
Zdaje sobie sprawę z tego że także Windows można uruchamiać z większymi ograniczeniami ale ponieważ Windows nie posiada praktycznie żadnego wsparcia do wykonywania zadań administracyjnych z poziomu zwykłego użytkownika (sudo) jest to niesamowicie niewygodne co prowadzi do tego że prawie każdy użytkownik Windows korzysta standardowo jedynie z konta administratora. W systemach Uniksowych użytkownik nie ma standardowo takich przywilejów dlatego przypadkowe uruchomienie programu w załączniku wiadomości email nie jest w stanie wyrządzić ŻADNYCH szkód w systemie operacyjnym.
Polecam także zapoznać się z tym artykułem: http://sobi.it/Bw/
Łatanie dziur
To że Linux posiada otwarty kod prowadzi rzecz jasna również do tego że wszelkiego rodzaju dziury zostają szybciej odkryte. Tyle tylko że w tym przypadku zostają one w większości wypadków odkryte przez analizę kodu, przez programistę a nie przez Crackera którego jedynym celem jest wykorzystanie takiej dziury dla własnych, z reguły niecnych celów.
Cytat “Szlachetna idea braterskiej i błyskawicznej dzięki otwartemu kodowi pomocy ma bardzo poważną wadę: zakłada że każdy wnoszący poprawki będzie się kierował dobrą wolą oraz jego umiejętności pozwolą ją zrealizować. Jak pokazuje przykład z wirusami na Windowsa programistów o złej woli jest bardzo wielu. To co chroni Linuksa przed zagrożeniami to jedynie jego niska popularność.”
Jeżeli ktoś pisze i publikuje artykuł to wypadałoby się najpierw poinformować na dany temat. To prawda że każdy może wprowadzić poprawki do sytemu operacyjnego Linux aby wspomóc jego rozwój co nie oznacza jednak że każdy kawałek kodu zaproponowany przez jakiegoś X użytkownika zostanie wprowadzony bezpośrednio do systemu operacyjnego. Każda zaproponowana poprawka jest poddawana bardzo dokładnej kontroli zanim zostanie zaakceptowana.
System e-litarny:
Pomijając fakt że jest to kolejny mit o hackerze-informatyku siedzącym przed konsolą i wklepującym żmudnie configure && make all przytoczę sytuację z życia wziętą. Moja szanowna teściowa, lat 72, posiadała ku mojemu nieszczęściu komputer z zainstalowanym systemem Windows XP. Ku mojemu nieszczęściu ponieważ średnio raz na tydzień coś się z komputerem działo co wymagało mojej interwencji. A to program antywirusowy trzeba było odnowić, a to wyskoczył jakiś komunikat że znaleziono nowego wirusa lub trojana, a to Windows się meldował że trzeba zrobić update itp.
Niby drobnostki i dla zaawansowanego użytkownika komputera nic wielkiego ale w końcu mówimy o systemie operacyjnym dla zwykłych ludzi i ci zwykli ludzie nie dają sobie niestety zbyt dobrze rady z obsługą sytemu które jest dość dziurawy i z tego względu wymaga sporej aktywnej opieki.
Moje cierpienia skończyły się dzięki wirusowi który mimo aktualnego programy antywirusowego zdołał uszkodzić system operacyjny w takim stopniu iż ten nie był zdatny do użytku. Po odzyskaniu części danych (przy pomocy Linksa) zainstalowałem teściowej Kubuntu 8.10 i od tego czasu spotykamy się z moją, nota bene bardzo sympatyczną teściową częściej na kawę i ciasto niż z powodu problemów z komputerem.
Pomijam fakt że moja matka korzysta z Linuksa od lat 3 i jest także bardzo zadowolona.
Co do ilości dystrybucji można by wiele rozmawiać. System tai ma swoje wady i zalety. Co do ilości wersji to bardzo przepraszam ale to kolejna bzdura. Update z Ubuntu 8.10 na 9,04 przykładowo jest zupełnie nieporównywalny z update Windows XP na Windows Vista.
Na marginesie: wsparcie dla Windows XP miało zostać zakończone jeśli się nie mylę w roku 2009. Niemniej jednak po rozpowszechnieniu się tak zwanych Netbooków których to
producenci nagminnie zaczęli na nich instalować Linuksa, Microsoft postanowił przedłużyć ten okres.
Nie twierdzę że Linux jest najlepszym systemem operacyjnym na świecie i antidotum na wszystkie problemy świata ale jeżeli publikuje się artykuł na łamach popularnej strony internetowej to wypadałoby się zastanowić i poinformować się dokładnie na temat o którym się pisze.
Pozdrawiam,
Radek
Nie nie jestem żadnym programistą i nie uważam aby potrzeba było jakiegoś konkretnego uzasadniena dla tezy że nie ma zabezpieczeń których inni nie będą mogli złamać.
Wątpię bo większość tych patrzących już patrzy, a wzrost popularności przyniesie nawał tych niepatrzących. Błędnie zakładasz że profil przeciętnego użytkownika windowsa jest taki sam co linuxa.
Porównujesz decyzję o instalacji systemu do zakupu auta? Ludzie chcąc kupić auto decyzję o tym jakie i za ile podejmują tygodniami a nawet miesiącami.
A teraz w drugą stronę, porównujesz instalację systemu do zmiany dzwonka w komórce lub tapety na pulpicie? Przecież tu trudno mówić nawet o decyzji bo te w każdej chwili jak się nie spodobają można BEZ WYSIŁKU zmienić.
W sklepach panuej taka sama zasada. Człowiek wchodzi i szuka spodni. Na początku lokalizuje typ który mu się podoba, dobiera rozmiar i na końcu jak dobrze pójdzie ma 1-2 pary do wyboru. Jezeli by mu zostało 6 par w podobnej cenie które mu się mniej więcej tak samo opdobają to często powie “to ja się jeszcze zastanowie” i wyjdzie ze sklepu. Owszem ludzie lubią mieć wybór ale jeżeli możliwości jest zbyt wiele w przypadku wazniejszej decyzji to zazwyczaj jej podjęcie trwa dużej i jest trudniejsze.
Nie chodzi mi o samo ubu bo to wymaga głebszego poznania. Tylko od razu miałem do czynienia z tym czego wcześniej się nasłuchałem: szukanie rozwiązania problemu po forach, nie raz zagranicznych, bawienie się konsolą, zapisywanie skryptów….
Oczywiście że Linux to inny system. Mówicie że trzeba się przyzwyczaić. Jak widać na przykładzie historii człowiek może się do wszystkiego przyzwyczaić. Co nie znaczy że jak się do czegoś przyzwyczai to jest to lepsze. To się tyczy zarówno Windowsa jak i Linuxa. Mój wczorajszy problem dotyczył dźwięku. Poradzić sobie poradziłem i jakbym od małego pacował na Ubuntu to pewnie bym się do tego przyzwyczaił. Co NIE ZNACZY że na windowsie nie jest to prostsze.
100% racji, wiem z praktyki, że za darmo to może boleć gardło :P a tak serio to to co darmowe nigdy nie będzie stanowiło realnej konkurencji dla MS, na rynku systemów operacyjnych brakuje konkurencji w postaci płatnego w pełni funkcjonalnego dla laika systemu operacyjnego. MS utrzymuje absurdalne ceny i licencje tylko z braku konkurencji, ludzie nie ufają darmowym systemom które jak słusznie zauważył autor przesączone są nieładnie pachnącą ideologią. Tylko uczciwa wolno rynkowa konkurencja może zmienić ten stan rzeczy. Sam używam Ubuntu z ciekawości i z chęci bycia legalnym lecz z każdym dniem mam ochotę zainstalować sobie windę i żyć bezproblemowo. Tylko ta złość na złodziei z MS i to, że oni w sumie nie sprzedają swoich produktów tylko łaskawie ich nam użyczają (licencja oem co byś nie zrobił system nie jest w pełni twój) trzyma mnie przy linuksie :/
No dobra …… panel przedni komputera , wyjście słuchawkowe , wejście mikrofonu , sterownik realtek hd
system łindołs , efekt , brak jakiego kolwiek efektu , lub niestabilna praca (wykrywa słuchawki kiedy i jak mu się podoba.
To jest problem z dźwiękiem w łindołsie.
Na ubuntu live cd wszystko działa ok.
Przykład mojej znajomej , zreszta nie jedyny to problem łindołsa , ale znajoma juz ich nie ma.
Rozwązanie – ubuntu.
Osobiście na trzech domowych komputerach mam debiana i 2 ubuntu , połączane w sieci domowej ,
chociaż wcześniej na jednym był łindołs ale oczywiście nie chciał poprawnie obsługiwać drukarki przez lan a dokładniej bardzo niestabilnie czyli kiedy mu sie chciało.
Jak widać problemy są wszędzie , więc proszę nie ukrywać ich pod dywanem tylko dlatego że broni się za wszelką cenę czegoś co jest tego niegodne.
Ale jaki Windows? Microsoft też rozwija swoje systemy i najnowszy – Windows 7 – jest przez ludzi chwalony. Nawet potrafili go docenić starzy linuxiarze.
Co do moich wrażeń odnośnie Ubuntu – nie jest to zły system. Niekŧóre rozwiązania mi się w nim podobają, inne nie, jednak dalej uważam że jest to nieco zbyt skomplikowany system dla ZU. Recenzje napiszę jak lepiej go poznam
Łindołs 7 to po prawdzie farbowana Wiśta – i choć jest w miarę niezła, na pewno nie jest krokiem milowym.
Podstawową, niepodważalną, najważniejszą zaletą Windowsa są tony oprogramowania, które powstało na ten system i z tego punktu widzenia Linuks to zabawka.
Jak przekonać zawodowego architekta, lekarza, grafika, projektanta sieci elektroenergetycznych, prawnika, sędziego, producenta płytek BluRay, a nawet kręcioła weselnego czy osobę zaczynającą działalność gospodarczą (ZUS) do Linuksa, kiedy tenże Linuks najlepiej sprawdza się jako zabawka.
Wiem Pixar używa Linuksa, ale co z tego wynika dla przeciętnego użytkownika?
Nic!
Cześć. Mam Ubuntu od tygodnia i nie miałem poważniejszych problemów z tym systemem np. na razie korzystam z internetu komórkowego, Ubuntu wykrył mi modem bez problemu chociaż Network Manager niby się łączył z internetem a Firefox żadnej strony nie łapał rozwiązałem to innym programem(korzystam z Ubuntu 9.10). A Windows jest tylko do grania albo do programów które nie wchodzą na Linux. A Windows porzuciłem po bodajże 8 instalacji bo wszystkie padały po ok. 1 roku. A tak w ogóle o Ubuntu bym nie wiedział do dziś gdyby nie komputer ekspert 4/2007 w tamtym wydaniu było Ubuntu 6.12 którego używałem gdy musiałem komuś szperać po dyskach a nie znałem hasła do Windows. Potem gdy przypadkowo przyłapano mnie z płytą Ubuntu w cudzym komputerze i miałem po płycie. Podsumowując Windows dla mnie to jedno wielkie śmietnisko, a Linux nie jest tak trudno używać, chyba że nie masz internetu.:) Ubuntu nie jest w cale taki trudny do ogarnięcia (mi wystarczył dzień).
@Grucha
Pomimo, że jestem gorącym zwolennikiem PC, samodzielnego konfigurowania sobie hardwareu pod swoje potrzeby, to jestem świadomy dodatkowych kosztów jakie z tego tytułu ponoszę. Świadomość drugiej strony medalu jest zawsze pożądana przy obiektywnej ocenie, pozbawionej wpływu marketingu czy innych mącicieli. Przykład?
Porównanie konsol do gier i PC-tów pod względem grafiki w grach i wymaga hardwareu.
Taki xbox 360 ma w sobie 512 MB RAM, karta graficzna jest taktowana zegarem 500 MHz. Ta sama aby na PC działać równie dobrze wymaga zwykle co najmniej 2GB RAM (czterokrotnie więcej) a karta graficzna sama w sobie zawiera co najmniej 512 MB VRAM i jej zegar jest taktowany praktycznie dwa razy szybciej. To jest cena jaką się płaci za wolność wyboru i mnogość części do PC. Każda konsola jest identyczna, wystarczy zoptymalizować grę pod jeden hardware a następnie tą optymalizacje udoskonalać przez lata. W PC trzeba uwzględnić setki tysięcy różnych kombinacji podzespołów, nie tylko rożnych modeli, ale również różnych firm. Niby wszystkie podzespoły wykonują te same instrukcje, ale różnica w optymalizacji i wydajności jaką można wycisnąć jest jest kilkukrotna. To jest właśnie koszt tego urozmaicenia.
Ja i tak wolę PC, nie lubię gier konsolowych i nigdy mnie do konsoli nie ciągnęło, ale jestem świadom ceny jaką za to płacę. Dobrze jest być świadomym, że wiele rozwiązań w Linuksie też ma swoją cenę, wiele rozwiązań przynosi duże korzyści, ale również pewne wady. ZAWSZE
Zgadzam się, tylko trzeba umieć trzeźwo ocenić, kto tak naprawdę może przesiąść się na Linuksa, komu można go rzeczywiście polecić i uświadomić, a komu to rozwiązanie nie będzie odpowiadać i przez swoje rozczarowanie i rozgoryczenie będzie wylewał na forach internetowych.
Poza tym najlepszy system, to taki skonfigurowany przez znajomego informatyka i pod jego opieką, bez względu na to czy to Windows czy Linux, chociaż każdy z tych systemów może powodować różna ilość kłopotów właśnie nie użytkownikowi tylko osobie opiekującej się tym systemem.
Jestem przekonany, że osobie korzystającej głównie z przeglądarki i procesora tekstu, dobrze skonfigurowany Linux może sprawować się lepiej i powodować mniej kłopotów “adminowi” niż Windows.
@salvadhor
Widzisz salvadhor, ty potrafisz trzeźwo zobaczyć pewne niedociągnięcia Linuksa, pomimo, że TObie nie muszą sprawiać problemów. Natomiast nawet po tych komentarzach, a tym bardziej na forum, widać, że wielu brakuje tej umiejętności. Spojrzenia z dystansu, nie patrzenie z perspektywy geeka, pasjonata, miłośnika Linuksa. Takie spojrzenie bardzo przydaje się i działa na korzyć rozwoju systemu.
Myślę, że bardzo pożytecznym doświadczeniem byłoby dla wielu spojrzenie na Linuksa z dystansu i znalezienie takich rzeczy, które można by w nim poprawić, ale nie tylko pod kątem “co mi brakuje”, ale raczej pod kątem “czego brakuje Linuksowi aby stał się lepszy, nawet jeżeli mi to nie jest potrzebne”
Czemu o tym piszę? Studiowałem społeczną psychologię informatyki i komunikacji. Bardzo częstym problemem wielu informatyków jest to, że nie potrafią spojrzeć na oprogramowanie które tworzą z perspektywy ZU. Sami świetnie potrafią obsługiwać programy które stworzyli i nie ma w tym nic dziwnego. Problem w tym, że mało kto też to potrafi. Okazuje się, że usprawnienia interfaceu potrafią przynieść ogromne oszczędności czasu i pieniędzy pracownikiem którzy na takim oprogramowaniu pracują.
Informatycy są specjalistami od kodu, niech więc przyjmą do wiadomości, że od interface i określenia potrzeb ZU jest ktoś inny, o innym wykształceniu. To nie jest konkurencja czy odbieranie kompetencji, tylko potrzeba wzajemnej współpracy i uzupełnianie się nawzajem.
Wiele projektów Open Source posiada wręcz koszmarny interface albo kompletny jego brak. Nic w tym dziwnego, bo większość Open Source powstaje właśnie dzięki informatykom i innym pasjonatom, ale ponieważ nie są to projekty prowadzone z myślą o komercyjnym sukcesie, nie ma pełnego zespołu, który ma na uwadze również ZU. To się oczywiście zmienia, ale bardzo powoli. Warto być świadomym tego problemu. Zamiatanie go pod dywan nie przyniesie nikomu korzyści. Przyjazność dla użytkownika, przemyślany i ergonomiczny interface nie ma wad, poza tym, że trzeba dużo czasu mu poświęcić, aby go stworzyć, ma natomiast sporo zalet. To on najczęściej decyduje o sukcesie na rynku.
Otóż to, chciałem także się do tego odnieść w swoim felietonie ale ostatecznie zrezygnowałem. Producenci Linuxa dają nam system za darmo. Więc jak się nam coś nie podoba to na dobrą sprawę nie ma do kogo mieć żalu. Oczywiście, nie jest to przeszkoda w czysto hobbystycznych celach. Jednak jak ktoś wykonuje jakąś poważniejszą prace, ma firmę w której jest kilka komputerów to woli odżałować pare stów, kupić windę którą sobie wrzuci w koszty i mieć poważny, komercyjny system. Dlaczego poważny? Ponieważ Windows jest biznesem, stworzonym po to aby zarabiac, w tym sensie po prostu jest profesjonalnym produktem rynkowym. A Linux? Z bożej łaski darmowym oprogramowaniem przez większość ludzi traktowanym hobbystycznie i rozwijanym na zasadzie wolonatariatu. Nie chciałbym nikogo urazić ale ekipa oficjalnej strony Ubuntu składa się częściowo ze studentów, uczniów.. tzw z osób prywatnych dla których prowadzenie tej strony to zwykłe hobby któremu poświęcają wolny czas pomiędzy swoimi zawodowymi czy też uczelnianymi obowiązkami.
Nie mówie że jak coś jest za darmo to jest złe. Ale ja osobiście bym wolał być zaopatrywanym w chleb nie przez łaskawego piekarza który piecze chleb i rozdaje za darmo tylko przez komercyjną piekarnię która nie robi mi łaski tylko na tym zarabia. Zdecydowanie bardziej wole aby zaspokajanie moich potrzeb wynikało z tego żę się to komuś opłaca a nie z jego mniej lub bardziej mocnej dobrej woli.
Z Linuxem jest podobnie. Nie uwazam aby stanowił on konkurecję wobec Windowsa. To jest po prostu inny segment oprogramowania oznaczony terminem “darmowe”. Gdyby producenci Linuxa potraktowali go nie jako dobrą wolę a biznes którego celem jest zarabianie a za sam program pobierali np 100zł to przypuszczam że jego popularność by wzrosła błyskawiczkie.
Brawa dla tego Pana. Chyba jako jedyny zrozumiał cel dla którego napisałem ten felieton. Wiele osób mi zarzuca że krytykuję Open Source a sam z niego korzystam. A ja pytam: czy jak się z czegoś korzysta to znaczy że to coś nie ma wad albo jeśli są to nie powinienem ich zauważać? Korzystam z Open source np w postaci Open Office lub gimp i to nie na nowo zainstalowanym Ubuntu tylko na moim XPku.
Celem mojego felietonu było pokazanie drugiej strony medalu. Zainicjowanie dyskusji i omówienie wad. Ja nie mówie że każdy program z otwartym kodem jest zły. Mówie tylko że otwarcie kodu ma swoje nie tyko plusy ale też i minusy. Linux jest innym programem niż Windows i ma swoje typowo Linuxowe wady. Pisać mi się o nich zachciało po różnych bezkrytycznych pochwałach Linuxa. Chciałem zbudować przeciwwagę do róznych bałwochwalczych wypowiedzi. Linux nie jest wolny od błędów i wad. A to że się ich nie będzie zauważać ani omawiać wcale mu nie pomoże – pomoże innym systemom.
Tego co wielu wam brakuje to brak samokrytycyzmu, dystansu. Wiele osób mój felieton odebralo emocjonalnie tak jakbym zaatakował ich personalnie. Musicie przyjąć do wiadomości że nie ma systemu pozbawionego wad i TEN wasz nie wyłamuje się z tej zasady. Zamiatanie brudów pod dywan nic wam nie da.
Z tym za darmo to też nie do końca .
Co nam daje m$?
Koszty oczywiście nie małe , a za to czarny ekran smierci , ostatnio bardzo modny dzięki łindołs 7.
Czy to jest normalne że za własne ciężko zarobione pieniądze ktoś wciska nam produkty felerne co naraża nas na straty , takie czy inne?
Czy kupując jakikolwiek sprzęt jesteśmy obciążeni takim ryzykiem?
Czemu jeśli padnie nam firmware w dvd lub tv w okresie gwarancji , mamy prawo do bezpłatnej naprawy, chociaż takie problemy raczej nie mają miejsca a przecież to również jest oprogramowanie , jakiś kod napisany przez programistę.
Dlaczego tzw darmowe nigdy nie stanowiło konkurencji dla m$ , i nie tylko darmowe?
Odpowiedź tkwi w polityce m$ , jeśli ktoś się troche zainteresuje to dowie się jak m$ walczył z konkurencją i ile genialnych projektów zostało zniszczonych.
Linux nie jest podatny na te działania i dzieki temu przetrwał , a to z tego powodu że jest wolnym oprogramowaniem tworzonym przez społeczność a nie da sie walczyc z całym światem i nawet kolega Bill to wie……………………
Jeszcze jedno………………co rozumiesz przez producenci linuxa , przecież to społeczność.
PS.
Wyobraźmy sobie sytuacje gdy producenci sprzętu , w tym wypadku komputerów instalują wolny system operacyjny zoptymalizowany pod kątem sterowników i podstawowego oprogramowania.
Zupełnie jak w telefonach komórkowych , a dodatkowe aplikacje mamy w repozytoriach wolnego systemu
oczywiście oprogramowanie komercyjne tworzone przez firmy trzecie było by płatne , jeśli ktoś potrzebuje.
Po co w takiej sytuacji jakiś łindołs???????????????????
PS.
Wyobraźmy sobie sytuacje gdy producenci sprzętu , w tym wypadku komputerów instalują wolny system operacyjny zoptymalizowany pod kątem sterowników i podstawowego oprogramowania.
Zupełnie jak w telefonach komórkowych , a dodatkowe aplikacje mamy w repozytoriach wolnego systemu
oczywiście oprogramowanie komercyjne tworzone przez firmy trzecie było by płatne , jeśli ktoś potrzebuje.
Po co w takiej sytuacji jakiś łindołs???????????????????
OT
suse1 – proszę, nie nadużywaj znaków interpunkcyjnych, postaraj się tak sformułować swoją wypowiedź, żeby wyrazić emocje i dynamikę bez setek wykrzykników, kropek i znaków zapytania. To naprawdę nie ułatwia komunikacji i niewiele się różni od pisania “boshe” zamiast “Boże”. Wypowiedzi z taką ilością znaków interpunkcyjnych wyglądają jakby były napisane przez osobę niezrównoważoną emocjonalnie. To jest tylko prośba, nie atak personalny, ani argument.
Wiem że nie do końca. Jednak większość open source jest darmowych i z tym faktem nie ma co się kłócić. Niedługo to się pewnie zmieni bo biznesowy model nieodpłatnego udostępnienia programu i płatnej opieki technicznej się nie sprawdza.
Jednak są firmy które wydają oficjalne dystrybuje jak choćby Canonical Ltd. I jakby Ubuntu nie było wolontaryjnym projektem tylko regularnym biznesem to pan Mark Shuttleworth by nie zakładał fundacji która ma na celu wspieranie jego firmy w razie problemów finansowych.
I właśnie społeczność… Kupując komercyjne oprogramowanie jestem jako jego użytkownik po prostu klientem. Człowiek kupujący Windows nie staje się członkiem społeczności Okien, Gates Jugend czy jakiejkowiel innej wspólnoty. To jest proty układ. Jest licencja i albo się z nią zgadzam albo nie. Jak się zgadzam to kładę papę na stół i dostaje program na zasadach określonych w licencji.
Gdyby Linux traktował swoich użytkowników jak zwykłych klientów a nie członków wspólnoty to o wiele łatwiej by mu było się wypromować.
Daje nam system który jest powszechnie wspierany, prosty. Ktoś tu kiedyś wspomniał, że instalując windowsa mamy pulpit w 16 kolorach i niskiej rozdzielczości i wymaga osobnej instalacji sterowników. Nie jest to cała prawda, bo już goły XP wygląda znośnie. Linux co prawda nie wymaga osobnego instaowania sterowników, ale goły system czyli także nieskonfigurowany także jak najbardziej nie powala estetyką. Nad personalizacją pulpitu trzeba posiedzieć nieco dlużej niż w Windowsie zajmuje instalacja sterowników.
Owszem, linux jest jak plastelina i można go lepić jak się chce. Tylko że większości użytkowników windowsa nie przeszkadza to że nie mogą sobie dowolnie konfigurować pulpitu. Ubuntu można lepić jak się chce, tylko że trzeba to zrobić od podstaw, a windowsowy interface jest już wyjściowo ulepiony.
To tylko szczególy. Pytasz co nam daje MS? Daje nam system który jest prostszy w obsłudze i współpracuje z większością programów. W pracy mam Vistę. Nie jest to najlepszy system, prawdopodobnie jako program gorszy od Ubuntu ale ma zasadniczą zaletę która sprawia że z Ubuntu wygrywa: współpracuje z nim Subiekt GT czyli bardzo popularny profesjonalny program obsługujący małe i średnie firmy z profesjonalną bazą danych.
Windows nie jest idealny, ale co zrobić jeżeli nie wyrosła mu godna konkurencja? Nie wystarczy zrobić lepszego programu. Ten program musi także być przystępny dla zwykłego użytkownika, kompatybilny z większością komputerów i medialny. Twórcy Linuxa postawili przede wszystkim na jego stabilność i wygody programistyczne. Linux po prostu jest dobrym narzędziem dla profesjonalistów. jednak to nie wystarczy aby dotrzeć na salony
Mlody-
“Pytasz co nam daje MS? Daje nam system który jest prostszy w obsłudze i współpracuje z większością programów.”
Eh to jednak chyba na odwrót , większość programów współpracuje z łindołsem.
“i płatnej opieki technicznej się nie sprawdza.”
Nie sprawdza się bo ilość awarii systemu dyskwalifikuje go do jakiej kolwiek opieki , a płatnej to już samobójstwo dla firmy.
“Człowiek kupujący Windows nie staje się członkiem społeczności Okien”
Staje sie tylko nieświadomie i jest to przynalezność wymuszona.
Pisałeś coś o chlebie i jak myślę masz swoją ulubioną piekarnię , ale zawsze możesz wybrać inną , kwestia smaku i odległości od domu.
Janek no masz tu racje , troche przeginam z tymi ………………………….
A mnie na Windowsa i całe to komercyjne oprogramowanie, którego potrzebuje po prostu nie stać. Korzystam więc z nie tylko darmowych ale i opensource`owych zamienników, które w 95% mi wystarczają.
To jest dla mnie chyba najlepszy argument przemawiający za Linuksem.
Oczywiście można już uzbierać na tego oryginalnego Windowsa i korzystać na nim z darmowego oprogramowania. Można też zostać piratem. Mimo tego, na Linuksie jest mi zdecydowanie wygodniej i przyjemniej.
jak zwał tak zwał
więc tym bardziej rozwijanie linuxa to wolontariat a nie regularny biznes
Nie można być nieświadomie członkiem społeczności ponieważ jedną z cech grupy społecznej jest świadomość bycia jej członkiem.
Pod warunkiem że ma się otwarty umysł , możliwość wyboru i świadomość dokonywanych wyborów.
Kupując komputer nikt nie zastanawia sie nad łindołsem lub linuxem to korporacje podejmuja za nas wybór.
A ja mam takie pytanie, tylko proszę nie odbierać tego jako prowokacji czy szpili, ale jako pytanie prowokujące do przemyślenia:
Często pada argument:
-”a mnie nie stać na Windows i programy”
-”mnie wystraszają darmowe programy”
-”jest za darmo, więc nie można mieć roszczeniowej postawy”
A teraz pytanie, ile osób posiadający zestaw legalnego oprogramowania komercyjnego (Windows, Office, inne) przesiadło się dobrowolnie na Linuksa?
Od razu mówię, że z tego zestawienia możemy wykluczyć geeków, chodzi o ZU, którzy przesiedli się na Linux z innych przyczyn i zrezygnowali z oprogramowania które kupli.
Nie zapominajmy, że nawet po odliczeniu nielegalnych Windowsów, nadal ponad połowa osób na świecie posiada legalne oprogramowanie.
Ok, a teraz niech mi ktoś powie, ile osób zmieniło w ten sposób legalne oprogramowanie na Linuksa z innych względów niż bezpieczeństwo? Ciągle nie mówimy o maniakach komputerów, oraz o osobach, którym wszystko jedno bo nawet nie wiedzą czy pracują na Windows czy na Linux i otwierają tylko pocztę.
Chodzi o ZU, którzy zrezygnowali świadomie z Windows na rzecz Linux, którzy mieli inne powody niż darmowość i bezpieczeństwo.
Powiem tak, ja posiadam 4 legalne licencje na Windows (1x Win 7; 1x Vista; 2x XP), 1 licencje na 3 komputery Office 2007. Do tego posiadam oryginalny Creative Suite 3 (Illustrator, InDesign, Photoshop Extended, Dreamweaver, Flash i kilka pomniejszych) w wersji studenckiej oraz dwie półki różnych oryginalnych gier.
Nie wyklucza to dla mnie zastosowań dla Linuksa, którego lubię i doceniam i korzystam z niego tam gdzie u mnie sprawdza się najlepiej, czyli:
- płytki live do napraw systemu, backapów, oraz do przelewów bankowych
- jedna instalacja na kompie bez licencji Windows
- poznawanie Linuksa dla poszerzanie horyzontów, oraz wykorzystywania go tam, gdzie nie pozwalają mi licencje komercyjnego softu
- jako drugi system do Blendera i niektórych niszowych zastosowań
Ale chociaż kręci mnie idea wolnego oprogramowania, braku uwiązania do licencji, dokształcania się w nowych kierunkach, niestety zastąpienie całego komercyjnego softu zawsze wiąże się dla mnie z dużymi wyrzeczeniami. Od nauki nowych odpowiedników programów które już dobrze znam w wersji komercyjnej, bo zainwestowałem setki jak nie tysiące godzin na ich poznanie czy zmiany przyzwyczajeń aż po braki pewnych potrzebnych mi funkcji.
Jedyne znane mi programy które są konkurencyjne dla komercyjnych rozwiązań w pewnym zakresie to Blender i Hugin, ale to wciąż za mało, tym bardziej, ze mogę je zainstalować pod Windows.
To nie jest złośliwość z mojej strony, tylko przykład z życia.
Może nie jestem typowym ZU, zgoda, ale programistą też nie jestem.
Z resztą, osób zajmujących się profesjonalnie grafiką przy pomocy Photoshopa jest zapewne kilka razy więcej na świecie, niż wszystkich użytkowników Linuksa.
Dopóki Linux będzie atrakcyjny, tylko dlatego, że darmowy oraz bezpieczny (z tym bezpieczeństwem to bardziej złożony temat, jak chce zrobić przelew, uruchamiam Live jakiegoś Linuksa, nie muszę mieć go na desktopie) nie będzie konkurencyjnym rozwiązaniem.
Natomiast gorąco Linuksowi kibicuję, znam z własnego doświadczenia większość liczących się dystrybucji, uwielbia pewne rozwiązania, jak choćby Puppy Linux czy DSL, które dyskwalifikują wszelką komercyjną konkurencję na starszych komputerach, oraz mam nadzieje, że moje małe przyszłe pociechy zaczną przygodę z komputerem od wolnego oprogramowania, dla równowagi i uniknięcia nadmiernych przyzwyczajeń.
@mlody969
A jak wyobrażasz sobie w tym momencie wprowadzenie konkurencji dla systemów ze stajni MS? Oni zaczęli promować i upychać swój system już od końca lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Obecnie nie da się napisać system i postawić go na półce i dać cenę 50% niższą niż Windows. Tak próbował OS/2, tak próbował BeOS i pewnie jakieś inne projekty. Nic nie jest w stanie przebić wsparcia firm dla systemów Windows.
Tzn. coś może to przebić i zmusić firmy do wdrażania swoich produktów na inne platformy. To właśnie ta nasza sekta, lub społeczeństwo, jak ktoś woli. Jeżeli ludzi będą używali produktu (Linuksa), będą się z tym obnosili (kiedy będzie wersja waszego oprogramowania dla Linuksa, kiedy strona zacznie działać pod Linuksem, dlaczego ten sprzęt nie ma sterowników dla Linuksa, itp itd), to firmy zaczną (już zaczęły) pisać sterowniki i natywne wersje programów.
Owszem, innym rozwiązaniem jest machnąć ręką i powiedzieć sobie ‘ee tam, i tak wszędzie jest Windows’.
Ale tu docieramy do możliwości wyboru – zasadniczo wybierasz między Linuksem, MacOS’em lub Windowsem. Dla każdego co kto lubi. To, że ludzie wokół Linuksa muszą skupić się w społeczność (sektę) – ano muszą, bo znikąd nie dostaliby wsparcia do sprzętu, oprogramowania, itp. To właśnie czynnik ludzki stanowi rozwój tego systemu. Windows rozwija się ze względów komercyjnych – co jakiś czas musi być nowy produkt, nie ważne, czy coś wniesie dobrego, czy nie.
I powtórzę – przy obecnej hegemonii Windowsa, ŻADEN producent nie jest w stanie wprowadzić komercyjnego systemu na rynek. Nie będzie do niego programów – nie będzie użytkowników – nie będzie pieniążków, firma upadnie. Tak działa ulubiona przez niektórych kapitalistyczna maszynka i tyle będziemy widzieć konkurencji dla Windowsa.
Dlatego dobrze mi w tej sekcie.
A jak kupujesz gotowy zestaw z Core 2 Duo i grafiką Nvidii to nie narzekasz że ktoś za ciebie podjął decyzje? Nie płaczesz że twoja wolność została ograniczona?
Myślisz że firmami oferującymi komputery kieruje ideologia tak jak RMS? Czy raczej preferencje klientów? Większośc ludzi siedzi na windowsie więc komputer już z zainstalowanym windowsem będzie dla większości klientów bardziej atrakcyjny. To nie ideologia ani żaden spisek tylko marketing. Są komputery które dla redukcji ceny mają zainstalowanego Linuxa. I tak większośc ludzi instaluje na nim Windowsa.
Jaki komputer będzie miał powodzenie? Taki którego reklamuje się jako posiadający Windows który wszyscy kojarzą, czy taki który ma ubuntu podczas gdy 9/10 odbiorców reklamy zapyta “a co to jest?”
Nie ma się więc co dziwić że Okna sa na większości oferowanych komputerach a nie Pingwin. Jakby ludzie nie chcieli windowsa to nikt by im go na siłe nie wciskał. A że większość ludzi korzysta z windy to firmy sprzedające komputery wychodzą na przeciw oczekiwaniom najliczniejszej grupy odbiorców.
mlody969: rzeczywiście, masz racje! Dlaczego ja jeszcze korzystam z Ubuntu?? Wywalam ten shit, i instaluje Windowsa. Przekonałeś mnie, dzięki.
@janek.sid
Odpowiadam na twoje pytanie – najpierw mając legalnego Windowsa XP przesiadłem się na Linuksa, następnie kupując laptopa zwróciłem uwagę, żeby miał Linuksa, natomiast kupując następnego laptopa nie miałem takiego szczęścia i konfiguracja sprzętowa która mnie interesowała była już z Vistą. Którą też skasowałem i zainstalowałem Vistę.
Innymi słowy, zostałem oszukany na jakieś 800 – 1000 zł :)
Tfu, zainstalowałem Linuksa. To przez te skoki narciarskie :)
@mlody969:
“Nie ma się więc co dziwić że Okna sa na większości oferowanych komputerach a nie Pingwin. Jakby ludzie nie chcieli windowsa to nikt by im go na siłe nie wciskał. A że większość ludzi korzysta z windy to firmy sprzedające komputery wychodzą na przeciw oczekiwaniom najliczniejszej grupy odbiorców.”
Widać tu brak w wiedzy :-) Źle rozumujesz. Większość firm ma płacone za to, że jest tam preinstalowany Windows. Czy Ty jako firma rozprowadzająca komputery odrzuciłbyś taką ofertę? Nie, przyjąłbyś ją i dołączył do grona tych, którzy oferują Windows jako preinstalowany OS. Microsoft ma skuteczną politykę – gdyby mogli, wcisnęliby Windows nawet do kuchenek mikrofalowych. Tak właśnie zdobywali rynek i zostało im to do dziś. Nie ważne czy chcesz czy nie – Windows jest tu i tam.
Przyjąłeś postawę zwykłego usera i jego tok myślenia. Zgodzę się – tak właśnie się myśli, jak Ty w artykule. Niestety większość powodów wynika z niewiedzy – nie faktycznego stanu rzeczy :-/
Tak, co najwyżej zostaniecie uznani za grupkę oszołomów przez większość ludzi jak będziecie tak fundamentalistycznie promować Linuxa. A nawet to że na Linuxa pojawi się więcej programów nie sprawi, że dla zaoszczędzenia raz na 3 lata kilkuset złoych ludzie przerzucą się na system w którym uruchomienie dźwięku wymaga babrania się w konsoli i kopiowaniu skryptów znalezionych w internecie.
Nie machnąć ręką tylko wreszcie stworzyć system który będzie gotowym PRODUKTEM skierowanym do przeciętnego użytkownika, zapakowanym w pudełeczko, reklamowanym i z przemyślaną strategią marketingową. Bo na razie mamy skomplikowany program opakowany w idelogię i zamkniętą w sobie społecznośc.
Ktoś napisał, że Linux wyprzedza swoją epokę. Ja bym powiedział, że poprzedza. Microsoft ponad 20 lat temu dostrzeł wielki potencjał tkwiący w nieprofesjonalnych użytkownikach komputerów i pod nich zaczął tworzyć oprogramowanie. W tym czasie twórcy Linuxa pracowali nad systemem dla samych siebie i sobie pokrewnych. Dopiero niedawno twórcy Linuxa zaczęli wprowadzać udogodnienia pod kątem ZU, Microsoft zaczał to robić 20 lat wczesniej.
Gates i spółka po prostu byli szybsi i dzięki temu opanowali ten rynek. Czy to jest ich wina że zrobili system dla ludzi kiedy nikt jeszcze o tym nie myślał? Czy może wina innych że o tym nie pomyśleli? Dzięki temu MS zdobył rynek i nie chce go oddać. Żadne lewackie stekania na to nie poradzą. Tak, owszem w ten sposób działa kapitalizm. Wygrywa ten kto najlepiej zaspokoi potrzeby konsumentów. A że w swoim czasie MS zrobił to jako jedyny liczący się gracz to jak mógł nie wygrać?
Że niby tutaj wymieniłeś zwykłych użytkowników komputerów? Dobry dowcip.
Zdajesz sobie sprawę jakie głupoty piszesz? Kto o zdrowych zmysłach wysłałby statek kosmiczny sterowany komputerem z Windowsem? NASA wykorzystuje Red Hata, Solarisa i ponoć Mac OS X.
Inny przykład – dlaczego tak poważna instytucja, jak giełda londyńska przeszła na Linuksa?
Dlaczego lotniska w wielu przypadkach obsługiwane są przez Linuksy lub Uniksy?
Dlaczego serwery wielu poważnych firm postawione są na Linuksie/Uniksie?
Dlaczego Google inwestuje w rozwój Linuksa i dalej udostępnia efekty swoich prac na zasadach open source?
Prawda jest taka, że jak komuś na prawdę zależy na poważnym systemie i nie musi wykorzystywać specyficznego oprogramowania napisanego dla Windowsa, to wybiera Linuksa. Reszta albo nie ma wyboru ze względu na używane oprogramowanie, albo podąża za owczym pędem i instaluje “to co wszyscy”. Co więcej znakomita większość ZU nawet nie wie, że istnieje alternatywa dla Windowsa. Może słyszeli gdzieś o Macu, ale o Linuksie raczej nie.
Możesz płacić programistom rozwijającym poszczególne programy, co więcej – wielu u programistów w ten sposób można “zamówić” (albo przyspieszyć wprowadzenie) brakująca dla Ciebie funkcjonalność.
Zauważ jaki to plus, gdyż po drodze nie ma dziesiątek pośredników ze swoimi prowizjami itp.
Przecież istnieją komercyjne dystrybucje – Mandriva, SLED, Red Hat itp.
Tylko gdzie te wady Linuksa? Wymieniłeś kilka wad w społeczności, zachowaniu niektórych osób, napisałeś, że Linux jest trudniejszy, jednak nie podałeś żadnego argumentu popierającego taką tezę…
Czy ktokolwiek napisał, że Linux nie ma wad? Owszem ma. Tak samo wady ma Windows, Mac i wszystko, co stworzył człowiek. Ja wady Linuksa znam, ale Ty już nie i widać to w Twoim felietonie… Po prostu za mało wiesz, aby się merytorycznie wypowiedzieć.
Jakiś dowód na takie stwierdzenie? Patrząc na wartość spółek pokroju Novella, czy Red Hata jestem zgoła odmiennego zdania.
Każda, nawet najmniejsza, dystrybucja Linuksa jest tak samo oficjalna, więc o czym piszesz?
Widziałeś założenia Ubuntu podane na oficjalnej stronie? Zacytuję:
Jak się ma to do Twojego wyobrażenia systemu, który powinien być płatny?
Kupując Windowsa tak na prawdę jedynie go wypożyczasz, bo w żadnym momencie nie staje się on Twoja własnością. Co więcej masz ograniczone prawo do ingerencji w system, sam system monitoruje co robisz, jaki masz sprzęt. Faktycznie instalacja Windowsa nie jest tak silnie utożsamiana z dołączaniem do jakiejś grupy społecznej, ale w praktyce i tak jesteś zakwalifikowany jako “windowsowiec”, czy też “windowsiarz”. Ale tak jest ze wszystkim – nosisz dres – większość widzi Cię jako “dresiarza”; ubierasz się na czarno i nosisz glany – jesteś “metalem”; siedzisz godzinami w bibliotece – jesteś “molem książkowym” itp. itd.
Instalując Ubuntu też automatycznie zostajesz postrzegany jako “linuksiarz”, jednak w rzeczywistości możesz być po prostu zwykłym użytkownikiem i nikt nie wymusza na nikim rozwijania oprogramowania, zgłaszania bugów, propagowania OS wśród nieświadomych ZU itp. itd. To robi się z własnej nieprzymuszonej woli.
Mój brat korzysta z Ubuntu, ale nie odczuwa potrzeby przesiadywania na forum lub pisania dokumentacji – po prostu korzysta z systemu, który uznał za lepszy.
Wszystko zależy co kto uważa za “znośne”. Moim zdaniem zdaniem wyglądu XP a Ubuntu nie ma co porównywać, bo pomijając natywną rozdzielczość w Ubuntu (choć domyślnie bez wsparcia dla 3D, bo potrzebne są zamknięte sterowniki), to Ubuntu wygląda po prostu poważniej i moim zdaniem przyjemniej dla oka. Ale to już zależy od indywidualnych upodobań. Samo przystosowanie wyglądu systemu jest banalnie proste i najwięcej czasu zajmuje wybór tego “najładniejszego” motywu – tyczy się to obu systemów. ;)
Co masz na myśli? Bo jeśli chodzi o wygodę standardowego interfejsu, to Ubuntu bije Windowsa XP na głowę. Windowsa 7 z resztą też… I to w obu przypadkach – czy to pod względem gołego GNOME z Metacity (w porównaniu do Windowsa bez Aero), czy z Compizem (w porównaniu do Aero).
Twoje przekonanie wynika zapewne z tego, że nie widziałeś wcześniej innego interfejsu, jak tego “jedynego słusznego”.
Zauważ, że zgodnie z założeniami Twojego idealnego komercyjnego świata Microsoft skutecznie nie pozwala na powstawanie poważnej konkurencji dla swoich produktów – zobacz jak w przeszłości wykończył (często niezgodnie z prawem) niejedną firmę, czy niejeden projekt.
Linux już teraz jest kompatybilny z większością dostępnego sprzętu (i to czasami wbrew woli, czy też na przekór producentów tego sprzętu). Zastosowanie Linuksa jest olbrzymie i stale się powiększa – wygląda na to, że teraz zacznie dominować na komórkach. Sęk w tym, że Linux na salonach już jest (superkomputery, poważne serwery, badania naukowe, tworzenie filmów i animacji komputerowych itp. itd.), tylko pod strzechy jakoś trafić nie może. Z czasem zapewne się to zmieni. ;)
Pomijacie jedną kwestię – w przeciętnym gospodarstwie domowym na jeden komputer przypada kilku użytkowników. Więc to że dziecko sobie ogląda gołe panie w internecie, mama odbiera maile od kochanków i układa pasjansa, a siostra czytuje pudelka i słucha muzyki nie znaczy że im wystarczy Linux skoro tata np jest grafikiem albo na domowym komputerze ma program do obsługi firmy albo wykorzustuje w swojej pracy zaawansowane funkcje excela. Na 3 ZU przypada 1 osoba która bez Windowsa się nie obejdzie. Oczywiście że większość użytkowników nie wykorzystuje specjalistycznego oprogramowania na windowsa. Ale zdarza się że w gospodarstwie domowym znajdzie się taka jedna osoba i korzysta z tego samego komputera co inni i już zmiana systemu odpada.
Znowu zalew tych samych nietrafionych argumentów które obala się w każdej dyskusji. Zapytam: CO Z TEGO? Zarówno NASA jak i londyńska giełda, lotniska czy poważne serwery MAJĄ SWOICH INFORMATYKÓW OD OPIEKI NAD NIMI. I jeżeli owa “społeczność” nie naprawi jakiegoś systemowego błędu to za nią zrobią jak najbardziej profesjonalni, komercyjni informatycy. W tych przypadkach które wymieniłes Linux jest profesjonalnym ponieważ ma profesjonalne, zawodowe wsparcie i opiekę. W 3 osobowej firemce z 3 komputerami nikt nie będzie dodatkowo zatrudniał informatyka
Na resztę już mi się nie chce odpisywać. jade na zakupy
@mlody969
Nie rozumiem tego zacietrzewienia i przekonania o wyższości produktów komercyjnych nad tworzonymi przez idee i inne wytyczne nie do końca materialne.
Jeżeli tkwić przy porównywaniu Windowsa i Linuksa na etapie czysto użytkowym, to zastanówmy się…
Płacisz odpowiednią ilość pieniążków za system. Płacisz odpowiednią ilość pieniążków za oprogramowanie potrzebne ci do pracy (przypuśćmy – Photoshop). No to co, jedziemy z koksem, tj. pracą?
Nie do końca. Postaw system, a przynajmniej skonfiguruj jak masz preinstalowany. Pół biedy, Windows jest prosty w obsłudze, instalacja i konfiguracja to małe piwo. Zaczynamy pracę i po przeglądnięciu poczty dokładnie po trzech godzinach użytkowania systemu mamy problemy z odpaleniem Photoshopa. No to reset, czasem bywa, system to skomplikowana sprawa. Po uruchomieniu problemy dalej występują, mało tego, zniknęły twoje projekty stworzone w Photoshopie. No tak, zapomniałem o antywirusie.
Po trzech miesiącach sytuacja się powtarza, następują kolejne frustracje i zdziwienia, bo zapłaciłem, a coś nie działa. Wyobraź sobie teraz, że ja takich zdziwionych widzę na co dzień – ‘e panie, jakie wirusy, ja mam legalnego Windowsa i antywirusa’.
To oczywiście wariant pesymistyczny, bo nie twierdzę, że wirusy blokują pracę non stop – ale na 10ciu znanych mi użytkowników Windowsa, 9ciu wykonywało ostatnio reinstalację komercyjnego systemu.
No to jak to jest w końcu, za co oni zapłacili kupując system – za możliwość uruchamiania wirusów, nadzoru przez MS, nadzoru przez firmy fonograficzne, nadzoru przez instytucje współpracujące z MS w celu ogarnięcia i kontrolowania przepływu informacji?
Rzecz jasna, to tylko ciemne strony kryjące się za komercyjną maszynką utrzymującą MS. Jasne są też nie do przecenienia – możliwość odpalania masowo pisanych programów, łatwość dostępu do większości sterowników, itp.
Jednak niektórzy nie są na tyle wygodni, by narażać swoją pracę na zniknięcie, bo wirus zrobił partycji kuku. Przynajmniej ja z tych i innych powodów wolę unikać niepewnego oprogramowania, a takim jest Windows, nie gwarantujący mi niczego.
Skoro mam płacić za brak gwarancji, to wolę za nią nie płacić – to proste. To umożliwia mi Linux. Zmniejsza się wygoda (??) i ilość oprogramowania do użycia (??), ale jakiś spokojniejszy jestem i jak coś mi na komputerze nie działa, nie tworzę teorii spiskowych nt. wirusów, szpiegów, trojanów, czy aktualizacji od producenta.
To temat rzeka, aspektów jest wiele, nie sposób tego wszystkiego ogarnąć w dwa, trzy proste zdania. Niezaprzeczalny plus społeczności jest jednak taki – że jest z kim pogadać i wymienić się doświadczeniami, tymi lepszymi i gorszymi. Również ty, chcąc nie chcąc, jesteś częścią społeczności Linuksowej. Z nastawieniem anty, teoretycznymi rozmyśleniami, jesteś uzupełnieniem entuzjastycznego nastawienia pozostałych.
taka jest różnica ,że nikt nikogo na chama nie namawia do instalowania linuxa co by nie powiedzeć o firmie ,która ładuje system do prawie każdego komputera kupowanego
@salvadhor
Ok, ale po pierwsze, tylko ty się odezwałeś, a po drugie nie jesteś ZU ;) Raczej Linuksowym kozakiem ;)
Ja powiem, że mam okresy, kiedy pracuję tylko na Linuksie, nawet na wszystkich swoich komputerach, ale zwykle po jakimś czasie coś (nie znaczy, że nie wiem co to, bardzo konkretne przypadki i potrzeby) mnie ściąga z powrotem do Windows.
Jest mnóstwo przypadków kiedy ktoś wymaga pliku worda, zamiast odf czy pdf, itp. podobne przypadki. Wiadomo, to nie wina Linuksa, że ludzie nie chcą się stosować do pewnych standardów, ale taka jest proza życia. Mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni. Ja jestem pod ciągłym wrażeniem dynamicznego rozwoju Linuksa a instalacja każdej nowej distro daje mi mnóstwo frajdy :)
Jestem ZU. Nie poruszam się może zbyt pewnie w świecie linuksa, czasem mam mniejsze lub wieksze problemy z tym systemem, ale cóż wolę to niż windowsa. W artykule podkreślano, że windows jest tak prosty, że tylko klik i wszystko działa- fajnie by było. Ciekaw jestem czy znajdzie się użytkownik, który nigdy podczas pracy na kompie nie zobaczył “niebieskiego ekranu” i niech ten rzuci kamień. Ja tam wolę mieć cztery stówki w kieszeni i raz na jakiś czas zaglądać na forum. Moim zdaniem lepsza perspektywa niż format.
Eeeeeeeeeeee tam.
Artykuł ładny, ale autor popełnił podstawowy błąd : każdego Linuxiarza wpakował do worka z napisem “geek”, albo “fanboy”. Ze wszystkich moich znajomych aktywnych informatyków, których znam całkiem sporo raptem 4 jest zapalonymi linuxiarzami, a z nich z dwoma przeważnie rozmawiamy albo o grach planszowych, albo o muzyce, albo o szansach Pudziana na zwycięstwo w przyszłej walce, a w ostateczności – o szarym życiu szarego człowieka w szarej rzeczywistości.
Tak więc nie wiem po co ten artykuł powstał – geeków nie przekona, bo nie można uciszyć sztormu, a pozostali – ci normalniejsi mają cały ten zgiełk głęboko w d… Tacy jak ja, zwykli ludzie znają wady i zalety obu systemów (i ich licznych gałęzi) i zdają sobie sprawę gdzie warto zastosować jedne, a gdzie drugie i jak to będzie wyglądało.
Tak więc artykuł odbieram jako wołanie na pustyni – kawał dobrej roboty, który absolutnie nikomu nie jest potrzebny.
suse1….czemu zaden admin sie nim nie zajmie i nie da mu bana? sory, ale koles obraza ludzi i zachowuje sie jak stereotypowe dziecko neo, antywindowsowy troll. zero znajomosci netykiety, a do tego zarowno tresci jak i forma jego wypowiedzi sa co najmniej naganne. na szczescie tacy jak on to margines wsrod linuksiarzy, ale jakze wyrazisty i skutecznie psujacy nasz wizerunek, oraz jakze wygodny przyklad dla ludzi, ktorym srodowisko linuxa po prostu nie odpowiada…tzw wyznawcy linuxa owszem, istnieja, ale jednak to jest zdecydowana mniejszosc, ktora nie jest traktowana powaznie przez normalnych ludzi, ktorym linux jako system po prostu odpowiada (i pewnie tylko przez takie poblazliwe ignorowanie osobniki jak suse1 wciaz trolluja i psuja krew i wizerunek naszego srodowiska). w sumie to zawsze jak sie rozwija jakas dyskusja pod jakims artykulem, to piersze 2-3 posty suse1 czytam, kolejne omijam, bo to masochizm by byl.
a co do wyznawcow M$ – ja takowych znam, lub moze bardziej znalem. mam w glowie jeden przyklad kolesia, ktory byl porownywalnym wyznawca M$, jak suse1 linuxa, dla ktorego M$ bylo zbawieniem swiata – do czasu, gdy z przyczyn losowych zmuszony zostal do korzystania z linuxa (kupil laptopa, na ktorym byla preinstalowana vista, ktora zbloatowana przez acera ssala, a wtedy jeszcze nie bylo go stac na zakup xp). nagle z wyznawcy M$ stal sie wyznawca linuxa, ktory jak zbawienie wpadl mu w rece – jednak po okolo roku, jak wylecial ze studiow i zaczal pracowac, wrocil do xp i teraz znowu jest wyznawca M$. tak wiec takie ’sekciarstwo’ to nie jest cos wylacznego dla linuxa, to jest pewnie czesto po prostu typ charaktetu, ktory mozna znalezc u ludzi doslownie wszedzie. z reszta takimi samymi “sekciarzami” potrafia byc uzytkownicy OSX (o nich nawet zarty kraza, jak o linuxowcach), jedynie o windowsiarzach sie nie mowi zle poza “przeciwnymi” im kregami, bo ich jest po prostu najwiecej, a mozna o nich mozna czesto dokladnie te same zarty opowiadac, co o innych (no i jeszcze jedna sprawa – linuksiarze i appleowcy potrafia smiac sie z samych siebie, windowsiarze niezbyt, bo nie dopuszczaja do siebie mysli, ze w tym wszystkim moze byc prawda).
co do tego, ze widnows od razu wyglada znosnie, linux wymaga dopieszczania – kwestia tylko i wylacznie gustu. ja osobiscie urwazam interfejs xp za obrzydliwy, a doprowadzanie go do porzadku wcale a wcale nie jest latwiejsze, od personalizowania interfejsu ubuntu. pisze o xp, bo visty i 7 w rekach nie mialem. kolejna zaleta linuxa nad xp jest taka, ze ma o wiele nowoczeniejszy i wygodniejszy interfejs, o wielu mozliwosciach i udogodnieniach (czesto zywcem rznietych z OSX i innych systemow, ale raczej nie z windowsa, jak niektorzy twierdza, a przynajmniej bardzo rzadko, oraz posiada tez wiele wlasnych rozwiazan), ktorych na xp brakuje i wszelkie programowe ich ‘doklejanie’ jest albo bardzo kulawe, uposledzone, albo w ogole niemozliwe (oraz sa doslownie klonami rozwiazan glownie z systemow unixowych – OSX i linuxa).
z tego, co czytalem o w7 – ten problem w nim prawdopodobnie mija, osobiscie jestem oczarowany hybryda docka z taskbarem (gdzie obie koncepcje wcale nie zostaly wymyslone przez M$, ale fakt, ze z ich polaczeniem sie nigdzie wczesniej nie spotkalem) i ogolnie system z testow na necie bardzo mi sie podoba – ale poki nie bede mial go w reku nie wydam decydujacej opinii, bo nie wszystko zloto, co sie swieci ;) ale calkiem prawdopodobne, ze gdybym mial kase na nowego kompa, to i w 7 bym zainwestowal, rezygnujac z ubuntu na rzecz tego, ze potrzebne udogodnienia obslugi naprawdopodobniej juz tam znajde (przynajmniej na tyle, ze bez wiekszego grzebania niekoniecznie zgodnego z EULA i/lub poszukiwania osobnych latek na stronie M$ dla koslawie skopiowanych ficzersow typu ZoomIt posrod powertoysow), a i nie bede potrzebowal sie dualbootowac dla gier i windows-only progzow (z koleji linuxowe moge zawsze zalatwic za pomoca cygwina). tak dla mnie glownym powodem, dla ktorego ograniczam uzycie xp do minimum jest to, ze ma niezwykle toporny, trudny w obsludze i brzydki interfejs, podczas, gdy na desktopie podlaczonym do TV zamiast monitora spersonalizowany ubuntu netbook remix (tak, wlasnie jego, ze wzgledu na jego interfejs, ktory mi niesamowicie rpzypadl do gustu) w tandemie z compizem (ktory oferuje mi wszelkie mozliwe ulatwienia w obsludze, jakich potrzebuje) jest dla mnie rozwiazaniem niemalze idealnym.
btw, mam legalnego xp i jemu potrzebne oprogramowanie, w tym eset smart security, M$ office itp (no, w znaczacej wiekszosci legalne…bo np winrar po miesiacu bez oplat przestaje byc legalny, oraz czasem potrzeba do jednorazoweog uzycia jakiegos specjalnego progza – ale nie ma zadnej jego porzadnej darmowej wersji, a za jedno uzycie placic za oryginal nikt nie bedzie – gdzie na ubuntu w wiekszosci przypadkow w repo znajdzie sie cos zadowalajacego). swiadomie zmienilem system z xp na ubuntu z powodu innego, niz darmowosc/legalnosc/bezpieczenstwo, a wlasnie WYGODZE i zasade klikasz-masz – u mnie ubuntu po prostu dziala, a z xp bywalo roznie. no i oczywiscie jestem tzw ZU, tylko, ze posiadajacym pewna wiedze o IT, ktora mi daje mozliwosc swobodnego poruszania sie po tym, co mi owa branza oferuje.
btw, nigdy nie kupilbym gotowego zestawu komputerowego – a nawet jesli cos by mnie do tego zmusilo (bo to np bylby laptop, a modulowki to egzotyka w ich segmencie rynkowym), to bym dluugo rozwazal nad wyborem najlepszej opcji w stosunku mozliwosci do ceny miedzy roznymi ‘gotowcami’. a nigdy tego nie zrobie (w przypadku stacjonarki), bo a) owszem, bede plakal nad brakiem wolnosci (pamietam, jak kiedys jeden popularny, nie istniejacy juz chyba – bo w jego miejscu sa punkty komputronika, sklep sprzedawal komputery z zaplombowanymi obudowami tak, ze nawet sie kompa odkurzyc nie dalo – paranoja, mnie by szlag trafil jakby mnie cos tak ograniczalo, a nie jestem zadnym informatykiem, tylko ZU) b) takie rozwiazania ZAWSWZE sa nieoplacalnie drogie (bo placimy za pensje ludzi, co obmyslali i skladali konfiguracje, transport, utrzymanie firmowych magazynow i punktow sprzedazy, calosciowa gwarancje itd az w koncu za marke, marze dla firmy, bo na czyms przeciez musi ona zarabiac)…tak wiec wole sam pod siebie cos zlozyc.
co do kwestii, ze M$ jako pierwszy dostrzegl potencjal w ZU – pudlo. byli inni przed nim, w tym commodore, czy apple, ktore cudem przezylo do dzis. czemu cudem? bo M$ praktykami monopolistycznymi wygryzal konkurencje, robil czesto nielegalne, lub na granicy legalnosci (moimy o prawie w USA, ktorego sytuacja rzutuje na reszte swiata) rzeczy, aby zniszczyc konkurencje – np doplacal firmom za to, aby preinstalowaly ich, a nie konkurencyjne oprogramowanie, niekiedy nawet szantazowal, chociazby na zasadzie “wszystko albo nic”…a poza tym M$ pisal oprogramowanie dla OTWARTEGO (!) standardu PC, zamiast zamknietego jak np commodore z jego amiga (ktora swojego czasu byla o wiele lepsza od PC z windosem, ktory ja kopiowal – ale co z tego, skoro zamknieta i drozsza). nawet M$ przegral kilka spraw w sadzie w zwiazku z tym, najslynniejsza z nich jest tzw wojna przegladarek – ale mimo przegranej sprawy M$ i tak wygryzl netscapea…a to tylko jeden przyklad. poza tym M$ wyplynal na piractwie, tj kiedys (i w sumie nadal tak jest, ale w mniejszym stopniu, niz kiedys) byl nieoficjalnie bardzo zadowolony z faktu, ze jest powszechnie piracony (a byl piracony, bo byl na otwarte i tanie PC oferujace ludziom WYBOR – wbrew twoim modelom, ze ludzie wyboru nie lubia, i przede wszystkim latwo sie go piracilo), bo ludzie w domach sie do niego przyzwyczajali, przez co pozniej i w firmach wykorzystywali – a firmy, nie majac odwagi na piractwo stanowia glowne zrodlo dochodu M$ – sprytne i skuteczne.
Tutaj widać że trzeba poszerzyć ZU wiedzę np. banerami reklamującymi typu reklama Playa.
Dam taki przykład reklamy.
Dokonaj Wyboru:
Windows – system operacyjny który się wiesza, są w nim problemy jakich nie pokonasz a na dodatek musisz za niego zapłacić kilka stówek.
Linux (jeśli nie znasz go kliknij na ten baner) – system operacyjny bez nawału wirusów, można go ulepić jak glinę, jeśli napotkasz błąd i powiadomisz o tym błędzie innych to w mgnieniu oka ten błąd poprawią, uzywają go profesjonaliści, a na dodatek jest bezpłatny.
Więc co wybierasz coś co jest przeżarte wirusami czy bezpłatną nowość?
Chyba autor ma rację…
Skoro linux jest otwarty, każdy programista może tam dodać jakiegoś wirusa :(
@sylkis
Jeśli z samodzielnym składaniem PC nawiązywałeś do mojego porównania konsola a PC iw ydajność w grach, to mi chodziło o co innego. PC składay samodzielnie, czy gotowiec w sklepie, zawsze może składać się z setek różnych kombinacji podzespołów. Z tej perspektywy składany samodzielnie a kupiony u Della czy HP niczym się nie różni. Istotą jest to, że kosztem jaki ponosimy za wolność wyboru rozmaitych części komputerowych, to nienajlepsza optymalizacja całego softwareu oraz pewne kłopoty z tysiącami różnych sterowników. Przykład służył temu, żeby pokazać, że wolność wyboru choć ma swoje zalety, jest za nią cena, którą trzeba zapłacić. Tą ceną jest gorsza wydajność, bo brak jest jednej czy kilku spójnych konfiguracji, przyjętej jako standard.
@ pawelpc
Gdybym zobaczył taką reklamę Linuksa, to bym go omijał szerokim łukiem.
janek.sid – jesli chodzi o gry, to jestem zagrozalym konsolowcem, wiec nie o to mi chodzilo ;) a chodzilo mi o tekst
“mlody969
06/12/2009 o godzinie 14:44 Cytuj
A jak kupujesz gotowy zestaw z Core 2 Duo i grafiką Nvidii to nie narzekasz że ktoś za ciebie podjął decyzje? Nie płaczesz że twoja wolność została ograniczona?”
;)
a co do lepszej wydajnosci i dopracowania softu do sprzetu w przypadku ‘firmowych gotowcow’ – z wlasnego dowsiadczenia absolutnie sie nie zgadzam, chocby na podstawie tego, co sie dzieje na laptopach z preinstalowanym dowolnym windowsem, gdzie pierwszym krokiem do doprowadzenia go do stanu uzywalnosci jest wywalenie wszelkiego bloatujacego smiecia od firmy sprzedajacej sprzet, oraz czesto wywaleniu zainstalowanych np firmowych dla producenta sterownikow do np karty dzwiekowej i zastapienie ich o wiele lepszymi i lzejszymi, mniej problematycznymi sterownikami producenta samego ukladu, ktory zostal w lapku zamontowany…
@ sylkis
Zgadzam się, laptopy z firmowym systemem i śmieciem chodzą chyba najgorzej, ale nadal nie o to chodziło w moim przykładzie. Ilość laptopów, różnych firm etc, oraz przede wszystkim fakt, że i tak mają być kompatybilne z stacjonarnymi PC i tak tu nic nie zmienia. Konsola jest jedna dla danego producenta, wszystkich widzących konsol jest 3. Ile masz różnych rodzajowy laptopów, można to w ogóle policzyć?
Chodzi o prostą zależność im bardziej określony i zawężony zbiór hardwareu na który trzeba pisać software, tym lepsze, bardziej zoptymalizowane efekty. Im więcej kombinacji, tym efekty gorsze, bo wszystkiego i tak nie da się przewidzieć.
a no z tym sie zgadzam. jednak powstanie otwartego standardu PC przyczynilo sie do tak gwaltownego boomu i szybkiego rozwoju branzy IT, nie mozesz temu zaprzeczyc.
chodzi mi oczywiscie o hardware, ktorego mozliwosci z reszta pozwolily na taki rozwoj software. gdyby nie IBM, ktory jako pierwszy stworzyl PC (komputer prywatny – jak sama nazwa wskazuje – mial trafic pod strzechy) i nie otworzyl jego bebechow jako standard dostepny dla konkurencji – kazda firma by tworzyla wlasne architektury pod kazdym wzgledem, nie byloby tendencji jak teraz, ze wiekszosc procesorow dla komputerow to x86 w roznych wariantach, ze karty graficzne sa zgodne z opengl/directx, ze mamy w kazdym komputerze pci, pciex, sata i tak dalej i dzisiaj pewnie bylibysmy na etapie, na ktorym bylismy jakies 15 lat temu, bo zasady konkurencyjnosci miedzy producentami dzialalyby zupelnie inaczej i nic nie byloby ze soba kompatybilne, poza mozliwoscia podlaczenia do sieci i komunikacji przez nia, nie byloby uniwersalnego komputera, tylko rozne wyspecjalizowane jednostki biurowe, multimedialne, jak odtwarzacze filmow i muzyki pod telewizory, konsole do gier, maszyny do zaawansowanej edycji tekstu, ktore bylyby jedynie narzedziami, oraz ktorych oprogramowanie byloby czarna magia dla ZU – nie byloby nawet windowsa, bo nie byloby jednolitego OSa dla wszystkich komputerow, ktorych wydajnosc poprzez innego rodzaju wyscig, idacy zupelnie odrebnymi, nie wspolpracujacymi ze soba sciezkami osobnych firm, bylaby smieszna w porownaniu do tej, ktora dzisiaj mamy…
co nie zmienia faktu, ze uwielbiam moje playstation, dreamcasta i mase emulatorow…przy czym dla mnie za konsolami glownie przemawia stabilnosc platformy do grania (nie musze sie upgradeowac co roku, aby zobaczyc wszystko, co mi gra oferuje) oraz to, ze imo do tego celu sa lepiej od PC przystosowane (nawet na kompie jesli tylko sie da uzywam pada) :)
ale z drugiej strony jestem tez przekonany, ze konsole o mocy obliczeniowej playstation 3 to bysmy ujrzeli za 15 lat, gdyby nie konkurencja ze strony dynamicznie rozwijajacego sie pc, ktorego na rynku nie bylo, a przez to i owej otwartosci i nieograniczonej mozliwosci kombinacji mnostwa kompatybilnych ze soba graczy, ktora stymuluje ten dynamiczny rozwoj (co jedna firma wymysli inna wykupuje na to licencje i ulepsza, aby znowu od niej licencje na ulepszenie wykupila inna firma dalej to ulepszajac – i tak w nieskonczonosc, np wspomnjiane x86 intela i ulepszone x86-64 przez AMD)…
Jest jeszcze jedna wada window$a. Mint 8, Ubuntu 9, Fedora 12 a Window$ dopiero 7.
Ustosunkuję się tylko do zarzutu przeciwko pingwinowi o trudność w rozwiązywaniu problemów, jestem informatykiem i pracują na systemach microsoftowskich – problemy jakie tam wstępują i sposoby ich naprawiania wiele nie różnią się od linuxowych dla przykładu proszę spróbować zainstakować myszkę bluetooth mediaechu na win7 64 bit lub skonfigurować domenę na Windows 2003 PL używając polsko- lub angielsko- języcznych oficjalnych materiałów szkoleniowych.
A to już bardzo pesymistyczny wariant. Żeby się komuś po 3 godzinach od zainstalowania systemu wdarł wirus to chyba ma wyjątkowego pecha. A jak wiemy ze skeczu pewnego kabaretu “jak ktoś ma pecha to i w dupie palec złamie”. Wiem, że to skrót myślowy ale nie przesadzajmy że każdy windows ot tak sobie załapie groźnego wirusa. A nawet jeżeli ten przykład miałby miejsce w praktyce to naszemu ZU nie pozostaje nic oprócz przeklinania – jeżeli korzysta z Photoshopa to na Linuxa i tak nie przejdzie. Fakt, utrata projeków z Photoshopa byłaby bolesna, jednak na Linuxie ich w ogóle nie zrobi.
Wiesz, chyba jest to troche wyolbrzymiony problem. Windowsa używam od prawie 10 lat, z antywirusów raczej nie korzystam bo zamulają prace systemu a i tak nie dają gwarancji bezpieczeństwa. Wirusy miewałem wiele razy, miewam i zapewne będę miewał. Zdarzały mi się rózne, niektóre bardziej upierdliwe inne mniej. Czasami wymagało to reinstalki systemu. Jednak przez te prawie 10 lat łapania różnych trypli nie trafiłe jeszcze ani razu na takiego który by mi skasował dane.
ktorastam wersja photoshopa ponoc dziala pod wine doskonale. nie wiem, bo nie sprawdzalem – nigdy nawet nie widzialem na oczy zadnego photoshopa, co najwyzej kiedystam w zamierzchlych czasach mialem corela z okazji tableta-zabawki (i rysowalem kreskowki z jego pomoca) na gwiazdke, czy jakies inne urodziny, ktorego z reszta szlag trafil.
co do lapania szybko wirusa – wystarczy np popularny ISP typu neo z zewnetrznym ip i xp bez service packow (bo ktos np wpierw zajal sie innymi aspektami ogarniania systemu do stanu uzywalnosci, aktualizacje pozostawil na koniec). od samego nic nie robienia w kwestii zabezpieczenia sie bedzie mial jakiegos wirusa, spyware, czy cokowliek tego typu na bank. na ile grozne – kwestia farta. wiekszosc z nich to raczej spiedzy i/lub zamulatorzy, ew czasem reklamy (adware) czy tez ‘dowcipnisie’ typu tego, co pare lat temu wszystkim wylaczal w minute system, albo wysyla ci usluga poslanca obelgi.
no i bez urazy, ale nie posiadanie antywirusa na windowsie jest glupota…sa antywirusy, ktore nie obciazaja jakos szczegolnie systemu (nie bardziej, niz service packi, bez ktorych w dzisiejszych czasach na xp siedziec to nie robota :) ), ewentualnie sa chociazby takie, ktore jedynie skanuja i lecza jak cos znajda, a nie czuwaja na biezaco. zwlaszcza jesli nie siedzisz za natem i co najmniej systemowym firewallem (ktory w dzisiejszych czasach jak ktos chce potrafi obejsc z zamknietymi oczami, ale jednak jest to jakies utrudnienie i minimum zabezpieczenia), oraz jesli czesto wymieniasz dane z obcymi komputerami (np do mojej mamy – prawniczki – czesto ludzie na pendrive przynosza dokumenty, a wraz z nimi mnostwo syfu, lub tez tata – BHP-owiec – czesto rozne dane i dokumenty pomiedzy roznymi poinfekowanymi szkolami i domem przenosi… i bez antywira ani rusz w obu przypadkach)…
Smutno mi się robi jak czytam takie bzdety panowie specjaliści. Wielu z was posiada wiedzę o której zwykli użytkownicy mogą tylko pomarzyć a jedyne do czego ją wykorzystujecie to obrzucanie sie błotem i bezsensowne sprzeczki… po co to? Popularności żadnemu systemowi to nie przysporzy.
Co do systemów MS Windows posiadają one tylko dwie zalety: standaryzacja i powszechność. Są wszędzie i są wciskane każdemu. To tyle.
A Linux? Linux też nie jest idealny. Ma wiele zalet ale ma też swoje wady. Na jednym sprzęcie działa perfekcyjne na innym dostaje czkawki. Zdarza się. Gnome? KDE?
KDE to wodotrysk, niestabilny wodotrysk. Jego twórcy już dawno zapomnieli co to ergonomia i intuicyjna obsługa. W każdym razie fajny wodotrysk, trochę chybotliwy ale fajny.
A Gnome? Pozwólcie na cytat: “Gnome developers have perfected the art of ignoring their users”. Bardziej obeznani z tematem powinni już wiedzieć o co chodzi a jeśli nie to polecam odwiedzić google. Mimo to uwielbiam gnome, jest wredne, kanciaste ale praca na nim gdy sie je oswoi to przyjemność i wygoda.
Inne wady? Linuxa czy środowisk graficznych? Kazdy znajdzie jakieś mniej lub bardziej uciążliwe.
Zalety? Podam wam te ważniejsze dla mnie:
1. jest cichszy. zabawne co nie? ale bardzo prawdziwe. Linux w przeciwieństwie do Windows wydajniej wykorzystuje dyski twarde podczas gdy produkty MS mielą talerze ile wlezie nawet jeśli nic się obecnie nie robi przy komputerze.
2. Moja kieszeń jest co roku pełniejsza o 100zł+ po co mi licencja na antywirusa?
3. Systemu używam od 2 lat, działa zupełnie tak jak po instalacji. Jakimś cudem wszystkie upgready ubuntu wyszły mi na zdrowie. A defragmentacja albo reinstalacja bo system muli? Już nie dla mnie:)
4. Gram na konsoli. wbrew powszechnej opinii pc-ty naprawdę sie do grania nie nadają. Konsola + kino domowe z wielkim LCD i wygodna kanapa to dopiero jest granie.
5. Sprzęt po prostu działa. Nie muszę szukać jakichś nieistniejących sterowników do Visty dla mojej starszej drukarki.
6. Tlen, skype, firefox, thunderbird śmigają jak trzeba.
7. Ostatnio dowiedziałem się jak za pomoca gnome ustawić sobie extra ruchomą tapetę (day of ubuntu i podobne). cieszy mnie to.
Więc mała rada odemnie, zamiast obrzucać się błotem pokazywalibyście ludziom co za pomącą danego systemu można zrobić i jak, a wybór pozostawić nam ‘userom destopów’.
O wyższości płatnego nad darmowym, a nie odwrotnie (felietonik ideologiczny)
Linux = komunizm. Pewna osoba przedstawiająca się jako Młody969, sugerująca iż wczuwa się w ZU napisała skutecznie zaczepny felietonik na temat wydawałoby się windows i linuxa. Felietonik miał być przeciwwagą dla “wielu czysto ideologicznych tekstów wymierzonych przeciwko Microsoftowi i ich flagowemu produktowi”. Jednak tekst Młodego jest zasadniczo ideologiczny, a późniejsze jego komentarze nie mniej.
Zacząłem się nawet zastanawiać czy Młody jest młody i czy wypowiada się wyłącznie szczerze, choćby nierozważnie, czy też nie jest kolejnym płatnym “animatorem” lub “moderatorem” wszczynającym w internecie tzw. dyskusje, by “przy okazji” kogoś lub coś propagować (w nowej nowomowie – reklamować, promować) lub odwrotnie – skompromitować. Nie wykluczone jednak, że w tym przypadku wbrew swej ideologii młody wypowiadał się za darmo inwestując własną arogancką ignorancję. Nie mam pewności. Niepokojąca jest uporczywa, pełna ideologicznych banialuków krytyka linuxa jako uzależniającego od jakiejś archaicznej wspólnoty darmochy – odrodzonej w postaci systemu operacyjnego ostatecznie sprzyjającego komunistycznej zbrodni.
Młody wie, że komunistyczne eksperymenty kończyły się ludobójstwem. I chodziło o likwidację pieniędzy . Twierdzi, że przez parę lat otarł się o ekonomię, nawet gdyby nie za mocno, to o pieniądzach chyba wie nie mniej niż wszyscy. Pieniądze (zapłacone) z Młodego zaś czynią Klienta, byt wyższy od ubuntowskiego komunisty – samodzielny i niezobowiązany, domyślnie wolny – pomijając pewne systemowe ustawienia i dla bezpieczeństwa zamknięty kod.
Młody jak zapłaci jest wolny, jak nie – czuje się czymś zniewolony. Jakimiś manifestami, wspólnotami, współpracą czy choćby dodatkowym klikaniem Tak w ogóle to młody jednak nie zdradza zbyt wiele ze swej wiedzy. Przypisuję mu, że wie już, że w Polsce by kogoś skompromitować, najlepiej powiązać go z komunizmem i straszyć nim innych. Wie też, że może bezkarnie się polenić i nie zatrudniać umysłu do rzetelniejszego uzasadnienia swoich twierdzeń, nie tylko ideologicznych (tu jest po prostu pospolitym ignorantem i bzduropleciugą), ale także w sprawie, na temat której napisał. Że zawsze ktoś coś równie niezdarnie jak on napisze czy emocjonalnie zareaguje i że wtedy będzie mógł to wytknąć, równie emocjonalnie, ale już usprawiedliwiony. I to robi.
A wszystko w istocie być może przez to, że nie podoba się mu braterska miłość, jego zdaniem w linuxowej społeczności nadmierna i jakaś taka wymagająca. Dla Młodego linux to dybiąca na jego kliencką wolność współpraca. Aż strach włączyć komputer. Natomiast jako wymarzony przez siebie płacący Klient nie ma obowiązku współpracować, za to zawsze może skutecznie zażądać wykonania umowy. Wzorem są klienckie relacje z Microsoftem, znakomicie opisane w umowach. Młody ufny w rzeczową kulturę transakcji z globalną korporacją wrażliwą na lokalne i indywidualne potrzeby, wie że obejdzie się bez kosztów obsługi prawnej, by zaistnieć w nich prawdziwie indywidualnie. Zresztą za niewielkie pieniądze otrzymał już tyle „funkcjonalności”, że do końca życia jest zabezpieczony w niepoliczalne wręcz możliwości i opiekuńcze aktualizacje czy SP, co się same instalują i naprawiają błędy poprzednich. Jest to ogromniejąca wspólnota łat i patchów, bez twarzy tylko z numerem, nie wymagająca uczuciowego zaangażowania. Czyż nie jest lepsza od linuxowej wspólnoty osób z tymi braterskimi wartościami, pomocą, współpracą i jakimiś regułami. Chcą wiedzieć więcej, każą wiedzieć więcej, wykluczają ZU. Nienawidzą innych. Nic dziwnego, że ZU czekają tylko na okazję by potwierdzić swą obecność (przecież nie przynależność) w płatnej strefie wolności MS.
Pomijając niebezsensowne, jakkolwiek dość ograniczone przemyślenia Młodego na temat bezpieczeństwa, kodu otwartego, nadmiernej różnorodności, niepoważnych nazw, itp., które osobiście traktuję jako niepokoje młodego klienta i które wielokrotnie zostały skomentowane z większą niż zostały przez felietonistę przedstawione starannością, trzeba się odnieść do jego „aideologicznych” stwierdzeń
przy okazji Ubuntu, Sallmana, wolnego oprogramowania oraz ich komunistycznych inklinacji, które podtrzymywał głuchy na różne moim zdaniem zrównoważone uwagi. Mam wrażenie, że Młody „na linuksie” próbuje potwierdzić swoje poglądy, czy raczej jeśli jest rzeczywiście młody, wpompowane weń przez media i równie jak on kompetentne koleżeństwo. Nawet nie zamierzam przekonywać „Młodego”, mam nadzieję dodać parę argumentów dla zwolenników wolnego oprogramowania.
Człowieczeństwo = komunizm. Czytam : „Ubuntu – człowieczeństwo wobec innych. Bez urazy, to dla mnie jakaś nowa forma komunizmu” Bezmyślnie, beztrosko i idiotycznie , za to bez urazy opiniuje Młody. Bez najmniejszego wstydu. Jak wiadomo dla Młodego komunizm to ludobójstwo. OPd razu wiemy: Stalin, Mao Tse Tung, Pol Pot . Młody dodaje: RM Stallman
Zgadzam się z Tobą Młody, moim zdaniem w idei Ubuntu chodzi własnie o człowieczeństwo wobec innych. To pytanie dla Ciebie – czy jesteś człowiekiem dla innych, po ludzku ich traktujesz? Tłumaczą Ci, niezbyt zgrabnie, że Ubuntu to człowieczeństwo dla wszystkich, że każdy ma być dla Ciebie człowiekiem, masz się wysilić by traktować wszystkich innych jak ludzi. Nie musi być pewne, że dla Ciebie – Klienta – inni to ludzie czy też tylko klienci, z którymi będziesz zawierał tylko kontrakt, może jednak coś więcej? Co gorsze – Ubuntu to człowieczeństwo z innymi, czy po chrześcijańsku mówiąc, poprzez innych , z pomocą innych, niemożliwe bez innych. Nie będziesz bez innych człowiekiem, co byś sobie nie wyobrażał. Wspólnota ludzi. Wg Ciebie znakiem tego komunizm? No bez urazy, czy ty w tym występują u Ciebie jakieś procesy zbliżone do myslenia ? Z
darzyło Ci się zwierzyć z odkrycia, że Linux to zabawka dla jajogłowych – czy uważasz, że wymaganie by zastanowić się i szukać za pomocą umysłu rozwiązania problemu to norma karygodna, że w tzw gospodarce opartej na wiedzy bezmyślny użytkownik klikający w widoczne na ekranie dyspozycje to ideał. Może to Twój ZU, Twój ideał klienta?
Młody pisze: „A jakby ludzie kierowali się braterską miłością a nie chęcią zysku to świat nie byłby lepszy ponieważ takie eksperymenty mamy już za sobą i zawsze kończyły się ludobójstwem. Nie jest dobrze kiedy ludzie zaczynają kierować się emocjami bo to działa w 2 strony. Jeżeli kierują się miłością to mogą zacząć kierować się nienawiścią. Wole żyć w świecie w którym wiem że większość ludzi w pokojowy sposób ale jednak dba o własny partykularny interes niż w atmosferze sekty i przykazania miłości do wszystkich. (…) Tak jak w ZSRR obowiązywała powszechna miłość do socjalizmu (czyli poniekąd ideologii bliskiej ubuntu) a tych którzy się wyłamywali uważano za wrogów systemu i zaocznie odwalało bez wyroku. Oczywiście nie porównuje “społeczności ubuntu” z krwawym komunizmem, ale to ta sama zasada.
A także: „No nic tylko braterska miłość oraz dobrowolna praca w czynie społecznym dla dobra ogółu. Jakoś dziwnie znajomo to brzmi. Z takiego podejścia jest już bardzo blisko do wniosku, że odmowa lub “niedostateczna” pomoc w budowaniu “wspólnego dobra” to tak naprawdę działanie na szkodę społeczności i wymaga tępienia…”
Dev zauważył że Młody ma jakiś kompleks z tym komunizmem i że nie każdy kto robi coś za darmo od razu jest komunistą Młody zaś „nie ma kompleksu ale jak ktoś z darmochy robi ideologię to włącza sie mu alarm” Niestety, jak bredzi nie włącza mu się żaden alarm. Może bredzi z premedytacją. W złej, a może dobrej wierze.
Jednakże myślę , inaczej niż Dev, tym bardziej niż Młody, że Linuksa można i używa się ze względów ideologicznych, czy strategii marketingowej, czy osobowości, jakie za nimi stoją, i może być to całkiem rozsądne. Można także nie jeść mięsa z powodów “ideologicznych” – wizji świata, serio traktowanych wartości, przekonań religijnych, itp, niekoniecznie irracjonalnych, za to równoprawnych w “wolnym świecie”. Mam prawo popierać linuksa nie dlatego, że szybszy, bardziej funkcjonalny i co by tam jeszcze, a dlatego, że jest otwarty, odwołujący się do wspólnoty, nie domagający się pieniędzy, żywiołowy i z innych tego rodzaju powodów. Mogę go wybrać jako świadomy konsument, klient szczególnego rodzaju, ale i bez tego, ze względu na swoje wartości wolnego człowieka we wspólnocie, na której mi bardzo zależy, choćbym był traktowany jako naiwny idealista. Mam prawo do linuksa, do tego by nie żądać pieniędzy i nie płacić. Mam prawo do człowieczeństwa wśród wszystkich ludzi, razem z Młodym969, dla którego będę braterskim Klientem.
Niemniej , moim zdaniem nie da się zlekceważyć wszystkich przekonań Młodego. Niektóre z nich dotyczą dla ubuntowej zbiorowości spraw wg mnie kardynalnych. I tak wg Młodego : „Producenci Linuxa dają nam system za darmo. Więc jak się nam coś nie podoba to na dobrą sprawę nie ma do kogo mieć żalu. Oczywiście, nie jest to przeszkoda w czysto hobbystycznych celach. Jednak jak ktoś wykonuje jakąś poważniejszą prace, ma firmę w której jest kilka komputerów to woli odżałować pare stów, kupić windę którą sobie wrzuci w koszty i mieć poważny, komercyjny system. Dlaczego poważny? Ponieważ Windows jest biznesem, stworzonym po to aby zarabiac, w tym sensie po prostu jest profesjonalnym produktem rynkowym. A Linux? Z bożej łaski darmowym oprogramowaniem przez większość ludzi traktowanym hobbystycznie i rozwijanym na zasadzie wolonatariatu. Nie chciałbym nikogo urazić ale ekipa oficjalnej strony Ubuntu składa się częściowo ze studentów, uczniów.. tzw z osób prywatnych dla których prowadzenie tej strony to zwykłe hobby któremu poświęcają wolny czas pomiędzy swoimi zawodowymi czy też uczelnianymi obowiązkami.
Nie mówie że jak coś jest za darmo to jest złe. Ale ja osobiście bym wolał być zaopatrywanym w chleb nie przez łaskawego piekarza który piecze chleb i rozdaje za darmo tylko przez komercyjną piekarnię która nie robi mi łaski tylko na tym zarabia. Zdecydowanie bardziej wole aby zaspokajanie moich potrzeb wynikało z tego żę się to komuś opłaca a nie z jego mniej lub bardziej mocnej dobrej woli.”
Nic dziwnego, że Młody969 nie przesiada się na linuxa. Boi się dobrze mu znanego strasznego komunizmu. Jeszcze by dostał coś za darmo. A pote go zabiją.Gorzej już być by nie mogło. Ale Młody, więcej odwagi i nadzieji! Nawet ten straszny istniejący jeszcze komunizm nie obchodzi się bez pieniędzy. Zawsze znajdzie się ktoś, kto może od ciebie ich zażądać (za choćby Windows Tian’anmen zapowiadane na 2020).
Młody jednak obawia się, że w środowisku Linuksa może stać nie tylko użytkownikiem wolnego
także od odpowiedzialności oprogramowania, ale i wolnego od odpowiedzialności żartu. Nie chcę powiedzieć by korporacyjna interpretacja wolności i odpowiedzialności nie była krotochwilna, nie mniej muszę zauważyć, że w polskim Ubuntu „jakby” działo się to, czego obawia się Młody. Karmelkowy Koliberek, co istotne przecież polonizacja , a nie twór samodzielny, pozwala sobie (zespół polonizujący) na infantylne postępowanie ze znakiem (logo) nowej wersji Ubuntu (to akurat nie nowość) i niebywale nonszalanckie, a może aroganckie uzasadnienie dokonanych zmian w oryginalnej wersji Karmicznego Koali, być może w całości zasadnych, nie jestem tego pewny. Dla mnie koliberkowa zabawa zaprzeczyła idei człowieczeństwa dla wszystkich i chyba elementarnej odpowiedzialności. Zabawiający się mogą mieć dystans do tego co robią, ale przecież przerabiają cudze i powinni zachować miarę w znakowaniu go własną mentalną tożsamością. Czy trzeba wszystko widocznie obsikiwać, bo włożyliśmy tam swoją łapę?
Wstrzymałem się z instalacją polskiego KK i myślę czy nie instalować wersji angielskiej lub mintowej Heleny. Oczywiście mam wybór, jak każdy ZU. Nie mniej nie czuję by koliberkowcy odnieśli się do mnie po ludzku. To chyba jakieś człowieczeństwo dla siebie. Liczą się tylko podobni. Inni nie istnieją.
Nie jestem młody, wychowałem się na Windows, jednak mam ich dość, Niestety nie mogę stać się młodym fachidiotą, co chyba dałoby jakieś szanse na postnowoczesnego ZU w polskim ubuntu.
@sylkis
Nie mogę i w żadnym wypadku nie chcę! Sam wybrałem tą drogę i jest to elementem mojego informatycznego hobby, składanie kompa to kupa frajdy.
Wpływ na rozwój informatyki oraz fakt, że PC trafiły prawie do wszystkich etc. to też coś o czym zapominać nie można.
Dlatego ja nie mówię, że lepiej by było, gdyby PC ie było, albo były takie jak konsole.
Ja tylko stwierdzam prosty fakt, nawet jeżeli coś jest kolosalną zaletą, niezaprzeczalną, jak sam to opisałeś, to nie oznacza, że nie ma drugiej strony medalu, ceny którą trzeba za to zapłacić.
Ceną dowolności w konfiguracji PC oraz szybkiego rozwoju (to są oczywiste pozytywy) jest niedopracowany, niezoptymalizowany, nie zawsze stabilny software. Porównanie konsola i PC pod względem gier służyło tylko temu, aby ten fakt zaobserwować na przykładzie z życia. Gra to też program, aby działała na PC jak na konsoli, wymaga od PC znacznie, znacznie większej mocy i pamięci.
Teraz ten przykład można przenieść na świat Linuksa. Szybki rozwój Linuksa i ogrom dystrybucji do wyboru, to niewątpliwe zalety, ale jak zawsze jest też w tym cena, którą trzeba za to zapłacić. Nie można o tym zapominać. W tym wypadku będzie to np. program czy sterownik którzy przestał działać w nowym wydaniu dystrybucji, chociaż działał dobrze w poprzednim wydaniu. Czyli zepsucie czegoś co już działało. Takich przykładów dotyczących wielu standardów pakietów etc. można by mnożyć.
Trzeba wyłapać ten moment, kiedy koszty zaczynają przekraczać ilość zalet. To wszystko. BO koszty zawsze są i trzeba się z nimi liczyć.
JesterRaiin
06/12/2009 o godzinie 20:24-
“Eeeeeeeeeeee tam.
Artykuł ładny, ale autor popełnił podstawowy błąd : każdego Linuxiarza wpakował do worka z napisem “geek”, albo “fanboy”.
No i właśnie , ciągle uważam że ten artykuł nie powinien tu się znależć , jeśli ktoś nie wie czemu to trudno , patrz niżej.
sylkis
06/12/2009 o godzinie 20:43 Cytuj
“suse1….czemu zaden admin sie nim nie zajmie i nie da mu bana? sory, ale koles obraza ludzi i zachowuje sie jak stereotypowe dziecko neo, antywindowsowy troll. zero znajomosci netykiety, a do tego zarowno tresci jak i forma jego wypowiedzi sa co najmniej naganne. na szczescie tacy jak on to margines wsrod linuksiarzy, ale jakze wyrazisty i skutecznie psujacy nasz wizerunek, oraz jakze wygodny przyklad dla ludzi, ktorym srodowisko linuxa po prostu nie odpowiada…tzw wyznawcy linuxa owszem, istnieja, ale jednak to jest zdecydowana mniejszosc, ktora nie jest traktowana powaznie przez normalnych ludzi, ktorym linux jako system po prostu odpowiada (i pewnie tylko przez takie poblazliwe ignorowanie osobniki jak suse1 wciaz trolluja i psuja krew i wizerunek naszego srodowiska). w sumie to zawsze jak sie rozwija jakas dyskusja pod jakims artykulem, to piersze 2-3 posty suse1 czytam, kolejne omijam, bo to masochizm by byl.”
To ty zaliczasz się do linuxiarzy?
Tworzysz jakieś środowisko lub opinię o nim?
Bo ja widzę że raczej autor artykułu i jemu podobni tworzą opinię o “linuxiarzach”
Nie zamierzam nikomu słodzić , klepać po plecach , głaskać po główce i tworzyć cukierkowej atmosfery tylko po to żeby wszyscy mogli się ściskać w miłosnych objęciach.
Artykł ten został napisany przez człowieka zawiedzionego i tak naprawdę w odwecie na poprzedni który wzbudzał tyle emocji.
Jeśli jeszcze ktoś chce sie popastwić to zapraszam na:http://jakilinux.org/felietony/dlaczego-nie-zainstaluje-windows-7/
Jakoś niektórzy zapominają że jest to czytelnia ubuntu , a nie forum wielotematyczne gdzie każdy kto ma zły dzień może wejść i wypróżnić się w taki lub inny sposób.
Nie jest to miejsce dla sekciarzy m$ , którzy zawsze co widac na innych forach określają użytkowników linuxa jako linuxiarzy , sekciarzy itd itp.
Nie będę kreował wizerunku grzecznego chłopczyka , który pozwoli na włażenie z ufajdanymi buciorami i cuchnącym oddechem każdemu kto ma kaca i bojowy nastrój do mącenia spokoju innym.
Czym jest ten artykuł?
Co wnosi do życia urzytkowników ubuntu?
Gdzie i jakie treści merytoryczne zawiera?
Jeśli tak dalej pójdzie pewnego dnia wlezie tu chłopek roztropek i posądzi ubuntu o rozpad koalicji pis-samoobrona.
Albo ktokolwiek inny tylko po to żeby sie tu wykasztanić twierdząc że ma do tego prawo , bo choć nie jest użytkownikiem ubuntu i nie zna sie na tym ma niepochamowaną chcicę żeby z ambony umoralnić niewiernych i pokazać że czyjś styl życia jest niepoprawny a wręcz zły bo mu niewyszło coś tam.
Co do adminów to może powinni wywalić ten artykół jako niezgodny z założeniami czytelni a wtedy nie byłoby problemów.
Czekam teraz na dalszą część artykułu najlepiej łindołs xp a łindołs vista i pakiet ms office w życiu ZU.
Tu jest super miejsce na to , a jak się temat rozwinie , to będzie można wtrącić wątek o użytkownikach ubuntu czyli sekciarzach i o tym jaki ten system jest do dupy.
A na koniec wszyscy się wyściskają i zaliczą dzień do udanych.
Cukierkowo prawda?
Nooo, żebyś jeszcze pisał po polsku. Dawno tutaj nie było tak niechlujnego tekstu.
@ simpleuser
Pomijając fakt nieczystych zagrań ze strony Microsoftu oraz szkodliwą dla wszystkich sytuację, że jest monopolistą i dyktuje warunki, to nie można zapominać, że te “tylko dwie” zalety, to jedne z najważniejszych zalet jakie można mieć. Czemu? Powody są dwa:
- Bo najciężej jest opracować standard a następnie upowszechnić go na całym świecie tak aby wszyscy się do niego dostosowali
- Ze względów praktycznych. Przykład?
Port USB. Jest w każdym komputerze nie starszym niż 10 lat, można do niego podłączyć prawie każde urządzenie. Dzięki niemy mogę pójść do znajomego i mieć pewność, że podłącze swojego Pena. Większość MP3 można ładować przez USB, a już niedługo każdy telefon komórkowy, bez względu na producenta będzie można ładować przez USB.
A gdyby nie było USB? Gdyby co roku zmieniali uniwersalny port w komputerach na inny? Gdyby każda większa firma produkująca płyty główne miała swój standard? To co wtedy? Była by wolność, było by lepiej?
Standaryzacja to jest największa potęga i największy przyjaciel każdego użytkownika.
Nie znaczy automatycznie, że Windows to najlepszy system, natomiast nie zgadzam się ze stwierdzeniem :tylko dwie zalety”. To są jedne z najważniejszych zalet w ogóle. I nie ma znacznie, że ktoś może się bez standaryzacji obejść, bo standard ma to do siebie, że 90% ludzi nie może i już.
Nie stawiał bym sprawy tak kategorycznie. To jest kwestia gustu, a nie jedynej słusznej racji, którą można poprzeć argumentami.
Nie przeczę gra na wielkim telewizorze z zestawem kina domowego to duża przyjemność. Nawet nie o to chodzi, że PC też można podłączyć do TV, raczej o to, że granie na PC nie jest tożsame z graniem na konsoli. Jest jakiś podzbiór wspólny, gry, które wychodzą na wszystkie platformy i PC i konsole. Ale pewne gry wychodzą tylko na konsole a pewne tylko na PC. Poza tym w pewne gry najlepiej gra się tylko na konsoli (bijatyki, piłka) a w pewne gry gra się najlepiej na PC (strategie, strzelanki on-line jak Counterstrike czy Quake III Arena.
Nie można jednego zastąpić drugim. Konsole są tańsze, ale nie da się konsolą zastąpić PC, nawet do samych gier. Oczywiście każdy ma prawo preferować dany rodzaj gier czy daną platformę, bo po prostu lubi i tyle. Ja lubię grać na PC, ty na konsoli i jest ok.
Na mówienie, że konsola lepsza się nie zgadzam, bo sam na konsoli nie cierpię grać, poza wybranymi gatunkami gier, ale to tylko kwestia tego co lubię, nie argument na za czy przeciw.
sylwester
07/12/2009 o godzinie 09:14 Cytuj
Cukierkowo prawda?
Nooo, żebyś jeszcze pisał po polsku. Dawno tutaj nie było tak niechlujnego tekstu.
Nie kumasz co znaczy cukierkowo?
Wiem że wolisz cukierkowa , ale to ja pisze nie ty .
Chyba chcesz się popisać heh.
Janek ale z tym usb to trochę nie rozumię.
Czy to ma byc ukłon w stronę m$ , czy raczej ogólnie o standaryzacji?
Bo jak wiadomo m$ tylko uczestniczył w projekcie.
Co do gier część lubi konsole , część pc a część nie lubi grać i nie ma problemu.
Oglądać filmy i słuchać muzyki można na pc lub zestawie kina domowego a dla audiofili są dedykowane zestawy od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy zł.
Tylko jak się to ma do artykułu w którym:
“Specjalnie zatytułowałem felieton w ten sposób a nie np. „dlaczego nie zainstaluje Linuxa”. Sam do tej pory korzystałem jedynie z Windowsa”
“Mnogość dystrybucji Linuxa wpływa zdecydowanie na jego niekorzyść.”
“aż włos się jeży na głowie na myśl o tym co by się stało gdyby w miejsce systemu MS wszedł Linux z jego otwartym kodem.”
“Podniecają się tym, że mogą się bawić systemem”
“Świadczy o tym już nawet sama nazwa Ubuntu – człowieczeństwo wobec innych. Bez urazy, to dla mnie jakaś nowa forma komunizmu.”
No i oczywiście do epitetów w czasie dyskusji:
“Weź się facet puknij w łeb”
“Widze tu typowy dla sekciarstwa mechanizm”
“Tkwijcie dalej w tej swojej sekcie.”
“Typowe sekciarskie zachowanie.”
“No to tylko pogratulować głupoty”
“jesteś umysłowym troglodytą”
“Czysto bolszewicka mentalność.”
A to wszystko pod przykrywką:
“Nie chcę mieszać z błotem”
“Nie jestem uprzedzony”
“Postanowiłem go napisać jako przeciwwagę”
Przyznając się że “Sam do tej pory korzystałem jedynie z Windowsa”
Nie jestem fanatykiem Linuksa, ale bez watpienia jego zwolennikiem i co mnie najbardziej w twoim artukule uderzylo i zabolalo to twoj brak wiedzy, szablonowe myslenie wedlug wzorcow propagandy microsofta i po prost mijanie sie z faktami (tym gorzej dla faktow). Juz w pierwszym akapicie twierdzenie, ze na linuksie nie ma tyle wirusow, bo przez to, ze n ie jest on taki rozpowszechniony, nie oplaci sie ich pisac to tylko polprawda powtarzana od lat przez fanatykow gatesa. To pozwolilo mi cie od razu umiejscowic we wlasciwej grupie. Nastepne twierdzenie, ze przez to, ze linuks jest otwarty, kazdy moze do niego napisac zlosliwy kod i nikt tego nie zauwazy, swiadczy o twojej ignorancji w tym zakresie i ze twoje zrodla informacji pochodza prosto z Redmond. Nie masz pojecia jak sa zorganizowane projekty OO, ale piszezsz o tym, jak bys we wszystkich bral udzial i sam napisal co najmniej kilkaset programow. A juz szczytem twojej ignorancji albo raczej zlej woli bylo stwierdzenie, ze od roku 2007 ukazalo sie 10 wersji linuksa. W tak krotkim fragmencie tyle bzdur bylo ponad moje sily. Tym bardziej, ze probujesz to sprzedac pod obludnym plaszczykiem jakoby szczerej i otwartej dyskusj. Nie doczytalem do konca. Z kilku komentarzy, ktore losowo wybralem do poczytania wnioskuje, ze byla to sluszna decyzja, bo dalej bylo tylko gorzej.
Ja
@ suse1
Z USB chodziło mi o pokazanie, że ogólnie standaryzacja jest dobra i potrzebna. Nie chodziło mi o uczestniczenie Microsoftu w projekcie czy inny ukłon w jego stronę. Natomiast Windows stał się swojego rodzaju standardem, może szkodliwym dla rynku, ale jednak i z punktu widzenia użytkownika, jest to ogromna zaleta z tego samego powodu, co każdy inny standard.
Temat konsoli poruszyłem aby dać przykład na czym polega zysk z braku różnorodności w odniesieniu do wielu różnych dystrybucji, natomiast dalsza reakcja na temat co kto lubi było OT reakcją na inną wypowiedź nie do końca an temat. To wszystko.
Tak jest dokopać artykułowi , przybij piątala.
No tak janek mogę albo muszę ci przyznać rację.
Chyba chcę sie popisać.. Wybacz, ale poziom Twojego pisania jest tak marny, że odskocznią do kariery się nie stanie. Dla kogokolwiek…
Kilka co bardziej krwistych cytatów więc:
Ręce opadają.
Pomijam już rynsztokowość argumentów.
No i co jeszcze?
Zajmij się artykułem , masz szansę zrobic karierę.
“Pomijam już rynsztokowość argumentów.”
Niestety inne nie trafiają , jak już pisałem artykuł nie powinien się tu znaleźć.
Wyjaśniłem również czemu.
Większość komentarzy nie odnosiła się do treści artykułu.
Używaj argumentów merytorycznych. – To twoje słowa , gdzie w artykule można je znaleźć?
Co do reszty masz rację , artykół mi nie wyszedł jak i urzytkownik , taki mój urok.
Na biurku mam bałagan i jednocześnie oscyloskop uruchomiony a lutownica dymi mi w oczy więc resztę daruj.
Rynsztokowe komentarze pasują do rynsztokowego artykułu i kilku cytatów jego autora.
Przykładów nie powtarzam są wyżej.
Uczę w szkole średniej już ponad 25 lat. Dodam, że ponad 15 lat uczę informatyki, wcześniej przedmioty techniczne. Co z tego wynika? Dostrzega się konsekwentne odchodzenie młodzieży od potrzeby zdobywania wiedzy gruntowej. Oczywiście od tej reguły istnieją wyjątki. Generalnie wygląda to tak, że uczeń przyswaja to co mu się każe w stopniu minimalnym, nie sięgając do innych źródeł niż to co otrzymał na lekcji plus ewentualnie wiedza podręcznikowa. W mojej pracowni gości oczywiście Linux i nie zamieniłbym go na Windows z wielu powodów, ale wymienię tylko jeden, Linux uczy myślenia. Wymaga również dużej wiedzy od nauczyciela, to prawda. Przyglądając się całym rzeszom uczących tego przedmiotu i nie posiadających odpowiedniej wiedzy (nie mylić z papierkiem uprawniającym do nauczania), jestem przerażony. Tymczasem autor artykułu na pewno nie był moim uczniem, ponieważ staram się przekazać uczniom wiedzę, a nie tylko umiejętność. Mimo wszystko pozdrawiam pokolenie klikaczy windowsowskich “next, next, next, next, ok… Na niewiedzę ludzką (czyt. głupotę) nie ma lekarstwa.
Linux = komunizm. Młody969, sugerując iż wczuwa się w ZU napisał skutecznie zaczepny felietonik na temat wydawałoby się windows i linuxa. Felietonik miał być przeciwwagą dla “wielu czysto ideologicznych tekstów wymierzonych przeciwko Microsoftowi i ich flagowemu produktowi”. Jednak tekst Młodego jest zasadniczo ideologiczny, a późniejsze jego komentarze nie mniej.
Zacząłem się nawet zastanawiać czy Młody jest młody i czy wypowiada się wyłącznie szczerze, choćby nierozważnie, czy też nie jest kolejnym płatnym “animatorem” lub “moderatorem” wszczynającym w internecie tzw. dyskusje, by “przy okazji” kogoś lub coś propagować (w nowej nowomowie – reklamować, promować) lub odwrotnie – skompromitować. Nie wykluczone jednak, że w tym przypadku wbrew swej ideologii młody wypowiadał się za darmo inwestując własną arogancką ignorancję. Nie mam pewności. Niepokojąca jest uporczywa, pełna ideologicznych banialuków krytyka linuxa jako uzależniającej od jakiejś archaicznej wspólnoty darmochy – odrodzonej w postaci systemu operacyjnego – ostatecznie sprzyjającego komunistycznej zbrodni.
Młody wie, że komunistyczne eksperymenty kończyły się ludobójstwem. I chodziło o likwidację pieniędzy . Twierdzi, że przez parę lat otarł się o ekonomię. Nawet gdyby nie za mocno, to o pieniądzach chyba wie nie mniej niż wszyscy. Pieniądze (zapłacone) z Młodego zaś czynią Klienta, byt wyższy od ubuntowskiego komunisty – samodzielny i niezobowiązany, domyślnie wolny – pomijając pewne systemowe ustawienia i dla bezpieczeństwa zamknięty kod.
Młody jak zapłaci jest wolny, jak nie – czuje się czymś zniewolony. Jakimiś manifestami, wspólnotami, współpracą czy choćby dodatkowym klikaniem Tak w ogóle to Młody jednak nie zdradza zbyt wiele ze swej wiedzy. Przypisuję więc mu, że wie już, że w Polsce by kogoś skompromitować, najlepiej powiązać go z komunizmem i straszyć nim innych. Wie też, że może bezkarnie się polenić i nie zatrudnia
umysłu do rzetelniejszego uzasadnienia swoich twierdzeń, nie tylko ideologicznych (tu jest po prostu pospolitym ignorantem i bzduropleciugą), ale także w sprawie, na temat której napisał. Że zawsze ktoś coś równie niezdarnie jak on napisze czy emocjonalnie zareaguje i że wtedy będzie mógł to wytknąć, równie emocjonalnie, ale już usprawiedliwiony. I to robi.
A wszystko w istocie być może przez to, że nie podoba się mu braterska miłość, jego zdaniem w linuxowej społeczności nadmierna i jakaś taka wymagająca. Dla Młodego linux to dybiąca na jego kliencką wolność współpraca. Aż strach włączyć komputer. Natomiast jako wymarzony przez siebie płacący Klient nie ma obowiązku współpracować, za to zawsze może skutecznie zażądać wykonania umowy. Wzorem są klienckie relacje z Microsoftem, znakomicie opisane w umowach. Młody ufny w rzeczową kulturę transakcji z globalną korporacją wrażliwą na lokalne i indywidualne potrzeby, wie że obejdzie się bez kosztów obsługi prawnej, by zaistnieć w nich prawdziwie indywidualnie. Zresztą za niewielkie pieniądze otrzymał już tyle „funkcjonalności”, że do końca życia jest zabezpieczony w niepoliczalne wręcz możliwości i opiekuńcze aktualizacje czy SP, co się same instalują i naprawiają błędy poprzednich. Jest to ogromniejąca wspólnota łat i patchów, bez twarzy tylko z numerem, nie wymagająca uczuciowego zaangażowania.
Czyż nie jest lepsza od linuxowej wspólnoty osób z tymi braterskimi wartościami, pomocą, współpracą i jakimiś regułami. Chcą wiedzieć więcej, każą wiedzieć więcej, wykluczają ZU. Nienawidzą innych. Nic dziwnego, że ZU czekają tylko na okazję by potwierdzić swą obecność (przecież nie przynależność) w płatnej strefie wolności MS.
Pomijając niebezsensowne, jakkolwiek dość ograniczone przemyślenia Młodego na temat bezpieczeństwa, kodu otwartego, nadmiernej różnorodności, niepoważnych nazw, itp., które osobiście traktuję jako niepokoje młodego klienta i które wielokrotnie zostały skomentowane z większą niż zostały przez felietonistę przedstawione starannością, trzeba się odnieść do jego „aideologicznych” stwierdzeń
przy okazji Ubuntu, Sallmana, wolnego oprogramowania oraz ich komunistycznych inklinacji, które podtrzymywał głuchy na różne moim zdaniem zrównoważone uwagi. Mam wrażenie, że Młody „na linuksie” próbuje potwierdzić swoje ideologiczne poglądy, czy raczej jeśli jest rzeczywiście młody, wpompowane weń przez media i równie jak on kompetentne koleżeństwo. Nawet nie zamierzam przekonywać „Młodego”, mam nadzieję dodać parę argumentów dla zwolenników wolnego oprogramowania.
Człowieczeństwo = komunizm. Czytam : „Ubuntu – człowieczeństwo wobec innych. Bez urazy, to dla mnie jakaś nowa forma komunizmu” Bezmyślnie, beztrosko i idiotycznie , za to bez urazy opiniuje Młody. Bez najmniejszego wstydu. Jak wiadomo dla Młodego komunizm to ludobójstwo. Od razu wiemy: Stalin, Mao Tse Tung, Pol Pot . Młody dodaje: RM Stallman
Zgadzam się z Tobą Młody, moim zdaniem w idei Ubuntu chodzi własnie o człowieczeństwo wobec innych. To pytanie dla Ciebie – czy jesteś człowiekiem dla innych, po ludzku ich traktujesz? Tłumaczą Ci, niezbyt zgrabnie, że Ubuntu to człowieczeństwo dla wszystkich, że każdy ma być dla Ciebie człowiekiem, masz się wysilić by traktować wszystkich innych jak ludzi. Nie musi być pewne, że dla Ciebie – Klienta – inni to ludzie czy też tylko klienci, z którymi będziesz zawierał tylko kontrakty, może jednak coś więcej? Co gorsze – Ubuntu to człowieczeństwo z innymi, czy po chrześcijańsku mówiąc, poprzez innych , z pomocą innych, niemożliwe bez innych. Nie będziesz bez innych człowiekiem, co byś sobie nie wyobrażał. Wspólnota ludzi. Wg Ciebie znakiem tego komunizm? No bez urazy, czy w tym występują u Ciebie jakieś procesy zbliżone do myslenia ?
Zdarzyło Ci się także zwierzyć z odkrycia, że Linux to zabawka dla jajogłowych – czy uważasz, że wymaganie by zastanowić się i szukać za pomocą umysłu rozwiązania problemu to norma karygodna, że w tzw gospodarce opartej na wiedzy bezmyślny użytkownik klikający w widoczne na ekranie dyspozycje to ideał. Może to Twój ZU, Twój ideał klienta?
Młody pisze: „A jakby ludzie kierowali się braterską miłością a nie chęcią zysku to świat nie byłby lepszy ponieważ takie eksperymenty mamy już za sobą i zawsze kończyły się ludobójstwem. Nie jest dobrze kiedy ludzie zaczynają kierować się emocjami bo to działa w 2 strony. Jeżeli kierują się miłością to mogą zacząć kierować się nienawiścią. Wole żyć w świecie w którym wiem że większość ludzi w pokojowy sposób ale jednak dba o własny partykularny interes niż w atmosferze sekty i przykazania miłości do wszystkich. (…) Tak jak w ZSRR obowiązywała powszechna miłość do socjalizmu (czyli poniekąd ideologii bliskiej ubuntu) a tych którzy się wyłamywali uważano za wrogów systemu i zaocznie odwalało bez wyroku. Oczywiście nie porównuje “społeczności ubuntu” z krwawym komunizmem, ale to ta sama zasada.”
I jeszcze: „No nic tylko braterska miłość oraz dobrowolna praca w czynie społecznym dla dobra ogółu. Jakoś dziwnie znajomo to brzmi. Z takiego podejścia jest już bardzo blisko do wniosku, że odmowa lub “niedostateczna” pomoc w budowaniu “wspólnego dobra” to tak naprawdę działanie na szkodę społeczności i wymaga tępienia…”
Dev zauważył że Młody ma jakiś kompleks z tym komunizmem i że nie każdy kto robi coś za darmo od razu jest komunistą Młody zaś „nie ma kompleksu ale jak ktoś z darmochy robi ideologię to włącza sie mu alarm” Niestety, jak bredzi nie włącza mu się żaden alarm. Może bredzi z premedytacją. W złej, a może dobrej wierze.
Jednakże myślę , inaczej niż Dev, tym bardziej niż Młody, że Linuksa można i używa się ze względów ideologicznych, czy strategii marketingowej, czy osobowości, jakie za nimi stoją, i może być to całkiem rozsądne. Można także nie jeść mięsa z powodów “ideologicznych” – wizji świata, serio traktowanych wartości, przekonań religijnych, itp, niekoniecznie irracjonalnych, za to równoprawnych w “wolnym świecie”. Mam prawo popierać linuksa nie dlatego, że szybszy, bardziej funkcjonalny i co by tam jeszcze, a dlatego, że jest otwarty, odwołujący się do wspólnoty, nie domagający się pieniędzy, żywiołowy i z innych tego rodzaju powodów. Mogę go wybrać jako świadomy konsument, klient szczególnego rodzaju, ale i bez tego, ze względu na swoje wartości wolnego człowieka we wspólnocie, na której mi bardzo zależy, choćbym był traktowany jako naiwny idealista. Mam prawo do linuksa, do tego by nie żądać pieniędzy i nie płacić. Mam prawo do człowieczeństwa wśród wszystkich ludzi, razem z Młodym969, dla którego będę braterskim Klientem.
Niemniej , moim zdaniem nie da się zlekceważyć wszystkich przekonań Młodego. Niektóre z nich dotyczą dla ubuntowej zbiorowości spraw wg mnie kardynalnych. I tak wg Młodego : „Producenci Linuxa dają nam system za darmo. Więc jak się nam coś nie podoba to na dobrą sprawę nie ma do kogo mieć żalu. Oczywiście, nie jest to przeszkoda w czysto hobbystycznych celach. Jednak jak ktoś wykonuje jakąś poważniejszą prace, ma firmę w której jest kilka komputerów to woli odżałować pare stów, kupić windę którą sobie wrzuci w koszty i mieć poważny, komercyjny system. Dlaczego poważny? Ponieważ Windows jest biznesem, stworzonym po to aby zarabiac, w tym sensie po prostu jest profesjonalnym produktem rynkowym. A Linux? Z bożej łaski darmowym oprogramowaniem przez większość ludzi traktowanym hobbystycznie i rozwijanym na zasadzie wolonatariatu. Nie chciałbym nikogo urazić ale ekipa oficjalnej strony Ubuntu składa się częściowo ze studentów, uczniów.. tzw z osób prywatnych dla których prowadzenie tej strony to zwykłe hobby któremu poświęcają wolny czas pomiędzy swoimi zawodowymi czy też uczelnianymi obowiązkami.
Nie mówie że jak coś jest za darmo to jest złe. Ale ja osobiście bym wolał być zaopatrywanym w chleb nie przez łaskawego piekarza który piecze chleb i rozdaje za darmo tylko przez komercyjną piekarnię która nie robi mi łaski tylko na tym zarabia. Zdecydowanie bardziej wole aby zaspokajanie moich potrzeb wynikało z tego żę się to komuś opłaca a nie z jego mniej lub bardziej mocnej dobrej woli.”
Nic dziwnego, że Młody969 nie przesiada się na linuxa. Boi się dobrze mu znanego strasznego komunizmu. Jeszcze by dostał coś za darmo. A potem go zabiją.Gorzej już być by nie mogło. Ale Młody, więcej odwagi i nadzieji! Nawet ten straszny istniejący jeszcze komunizm nie obchodzi się bez pieniędzy. Zawsze znajdzie się ktoś, kto może od ciebie ich zażądać (za choćby Windows Tian’anmen zapowiadane na 2020).
Młody jednak obawia się, że w środowisku Linuksa może stać nie tylko użytkownikiem wolnego
także od odpowiedzialności oprogramowania, ale i wolnego od odpowiedzialności żartu. Nie chcę powiedzieć by korporacyjna interpretacja wolności i odpowiedzialności nie była krotochwilna, nie mniej muszę zauważyć, że w polskim Ubuntu „jakby” działo się to, czego obawia się Młody. Karmelkowy Koliberek, co istotne przecież polonizacja , a nie twór samodzielny, pozwala sobie (zespół polonizujący) na infantylne postępowanie ze znakiem (logo) nowej wersji Ubuntu (to akurat nie nowość) i niebywale nonszalanckie, a może aroganckie uzasadnienie dokonanych zmian w oryginalnej wersji Karmicznego Koali, być może w całości zasadnych, nie jestem tego pewny. Dla mnie koliberkowa zabawa zaprzeczyła idei człowieczeństwa dla wszystkich i chyba elementarnej odpowiedzialności. Zabawiający się mogą mieć dystans do tego co robią, ale przecież przerabiają cudze i powinni zachować miarę w znakowaniu go własną mentalną tożsamością. Czy trzeba wszystko widocznie obsikiwać, bo włożyliśmy tam swoją łapę?
Wstrzymałem się z instalacją polskiego KK i myślę czy nie instalować wersji angielskiej lub mintowej Heleny. Oczywiście mam wybór, jak każdy ZU. Nie mniej nie czuję by koliberkowcy odnieśli się do mnie po ludzku. To chyba jakieś człowieczeństwo dla siebie. Liczą się tylko podobni. Inni nie istnieją.
Nie jestem młody, wychowałem się na Windows, jednak mam ich dość, Niestety nie mogę stać się młodym fachidiotą, co chyba dałoby jakieś szanse na postnowoczesnego ZU w polskim ubuntu.
Czyli jesteś kolejnym nauczycielem który myśli że jego przedmiot jest najważniejszy. Jesteś także kolejnym fanem Linuxa, który myśli że obowiązkiem użytkownika komputera jest posiadanie gruntownej wiedzy o jego działaniu. Drogi panie, od tego są informatycy. Tak jak babka idąca na siłownię nie musi zdobywać gruntownej wiedzy o zasadach treningu bo od tego są trenerzy. Tak jak od gruntownej wiedzy na temat samochodów są mechanicy którzy je naprawiają. A to, że ktoś się interesuje samochodami to tylko i wyłącznie jego hobby które nie obowiązuje wszystkich użytkowników samochodów. Kiedy wy to wreszcie zrozumiecie?
O, proszę bardzo. Właśnie zostałem oskarżony o głupotę (czyt. obrażony) z tego powodu, że wybrałem system prostszy w obsłudze i nie jestem geekiem zainteresowanym zaawansowaną obłsugą komputera (co nie jest do końca prawdą). Sami stawiace takim podejściem mur przed ZU. Potem się dziwicie że zwykły człowiek którego nie interesuje działanie komputera wybiera windowsa a pingwina omija szerokim łukiem.
No tygi napociłeś się , masz piątala , pęłne poparcie.
Potrafisz pisać kwieciście i konkretnie , nie to co ja , który aż się rwie żeby przywalić.
Właśnie ja jestem Zwykłym Użytkownikiem komputera. Dotychczas działałem na różnych Windows’ach(Ah!). Niedawno próbuję przesiadać się na Ubuntu(zainstalowane przez program WUBI- trochę podszyty strachem przez ploty o arcytrudnym UBUNTU o tym że może się nie chcieć odinstalować z partycji dysku) Moje pozytywne zaskoczenie jest wielkie! W mojej ocenie mogę w pełni sprawnie korzystać z tego systemu operacyjnego.Pracuje on bardzo płynnie,działa w nim poczta,przeglądarka internetowa. Wchodzę do plików aparaty fotograficznego i mojego telefonu. Niestety minusem jest zdecydowanie mnie przyjazny program graficzny oferowany razem z UBUNTU – zdecydowanie trudniejszy niż PSP XII który używam i myślę, że z tego powodu dalej będę korzystał z Windy podczas obróbki zdjęć. Cóż w rzeczy samej sądzę, że myślenie bardzie rynkowe a mnie ideologiczne, mające na uwadze ZU spowoduje,iż Linux będzie coraz silniejszą konkurencja dla windy. niestety wtedy stanie się pewnie mniej bezpieczny – będzie więcej wirusów. Tymczasem korzystam całą piersią i z wielką przyjemnością z UBUNTU – po prostu wkręca mnie “nowe” choć mam już swoje 56 lat. Pozdrawiam
Młody, wiedza jest zawsze wiedzą i nią pozostanie. Po drugiej stronie jest tylko jej brak. Prawdopodobnie oprócz braku wiedzy z dziedziny informatyki (programowania, budowy sieci itp.) nie posiadasz jeszcze wiedzy z innch dziedzin. I w sumie nie ma się czego wstydzić. Jak sam się określiłeś, jesteś młody i to jest Twój atut. Niestety w tej dyskusji Twój wiek nie jest najlepszym argumentem. Zostaw sprawy dydaktyki ludziom znającym się na rzeczy. Wiem, że wielu nauczycieli (niestety właśnie informatyki) kładzie ten przedmiot na obie łopatki i to jest złe. Ale jeśli spojrzysz na to z innej strony, czyli od strony programu nauczania, to zobaczysz jaki ogrom wiedzy jest do przekazania uczniom w klasie z rozszerzoną informatyką. I zapewniam Cię, że nie jest to tylko zwykłe posługiwanie się komputerem. Tu trzeba już znać jak to mówią potrawy od strony kuchni. Masz programowanie w C++, masz relacyjne bazy danych, algorytmikę i mnóstwo innych zagadnień, o których przeciętny klikacz (wybacz to słowo, ale tak w myślach nazywam pokolenie windowsiarzy) nie ma bladego pojęcia. I teraz do rzeczy – przy aktualnym stanie finansowym polskiej oświaty nie stać nas na to, żeby szkołę doposażyć w odpowiedni pakiet oprogramowania potrzebny do realizacji tych treści programowych. Nie będę się tu rozpisywać o jakie programy chodzi, bo namniej potrzebny, ale niezbędny to program antywirusowy. A gdzie pakiety biurowe? I wszystko to pomnożone przez 20 stanowisk !!! Nie wypisuj tu bredni, że uczeń powinien znać tylko podstawową obsługę komputera, bo tak nie jest! Chyba, że masz złe wspomnienia z gimnazjum, w którym to najczęściej młodzież zajmuje się tworzeniem rysunków w Paint. Tu np. w programie w dziale zaawansowana edycja grafiki rastrowej potrzebny byłby jak złoto Photoshop i co??? I mamy wolne oprogramowanie z otwartym źródłem, jest Gimp, zgoda, że nie dorównuje konkurencji, ale do zadań edukacyjnych jest jak znalazł. I tak jest z każdym programem. Tylko Linux jest w stanie sprostać problemom naszej biednej bądź co bądź oświaty. Ale nie czepiaj się w tym miejscu słowa “biednej”, ponieważ ten właśnie system tworzony jest przez ludzi bogatych. Tyle, że może nie w Twoim rozumieniu. Oni są bogaci w ogromną wiedzę. Wszystko w tym temacie. A zresztą zobacz co od zeszłego roku wydarzyło się w Jaworznie (chodzi mi o zastąpienie oprogramowania komercyjnego w tamtejszych szkołach i urzędach przez oprogramowanie WOLNE – czyt. LINUX). Wnioski wyciągnij sam. Nie jest to trudne jak Linux ;)
babka idaca na silownie MUSI znac elementarne zasady czwiczen, diety, zachowania na niej itp, bo inaczej w razie W nawet trener nie uratuje jej zdrowia, czy nawet zycia, gdy jakas machina bedzie na nia spadac, gdy bedzie robic cos zle mimo jego kontroli – on jest od tego, aby opiekowac sie jej bezpieczenstwem, ale nie posiada mocy nadprzyrodzonych i pewnych rzeczy nie bedzie wstanie dokonac, jesli owa babcia nie bedzie wiedziec, co robi.
tak samo – masz prawo jazdy? bo jak tak, to az strach wychodzic na ulice. na kursie prawa jazdy nie bez powodu ucza elementarnych zasad dzialania samochodu (a przynamniej mnie uczyli, zarowno na teorii, jak i na praktyce w kolko mnie sprawdzali z tego, czy wiem, co, jak i dlaczego robie i jakie i dlaczego to ma skutki). nie jest to zaawansowane jak wiedza mechanika, dla mnie osobiscie szczerze mowiac motoryzacja jest wrecz antyhobby, ale poslugujac sie samochodem, jako narzedziem, posiadam elementarna wiedze, o ktorej wspominal Belfer (ktory, jak wynika z jego wypowiedzi, wcale nie jest kolejnym nauczycielem, dla ktorego jego przedmito jest najwazniejszy – a jedynie probuje przy okazji nauczyc ludzi myslenia, co sie chwali), bo inaczej najzwyczajniej na swiecie stwarzalbym zagrozenie… nie wspominajac o tym, ze bez tej elementarnej wiedzy istnialaby koniecznosc wyreczania mnie z takich sprawach, jak tankowanie, czy moze raczej uzupelnianie plynu do spryskiwaczy – to przeciez jest pod maska! to teren mechanika! ;)
rozumeisz ta plynna granice i absurd tego, co powiedziales? linux wcale nie wymaga wiekszej wiedzy, niz samochod, czy czwiczenia na silowni – o ile tylko nie posiada sie jakiegos egzotycznego sprzetu ;)
i w przypadku obslugi komputera jest tak samo. aby potrafic obsluzyc, trzeba rozumiec, a nie jedynie odklepywac schematy, inaczej zagrozenie moze nie jest fizyczne – ale jest to zagrozenie dla danych wlasnych, jak i danych i zdrowych nerwow ;) innych uzytkownikow owego PC oraz tych, ktore podlaczone sa do tej samej sieci (chocby internetu). chodzi o to, aby zminimalizowac zjawisko tzw problemu komputera pomiedzy fotelem, a klawiatura…
mlody969
Opisałem się tekstu ale ktoś wymyślił klawisz delete, użytkownicy linuksa to nie popychla, numoki które koc-opały piszą .zostaw tą społeczność .wnioskuję o usunięcie tematu .
Witam.
Na początku zaznacze że nie przebiłem się przez wszystkie komentarze (z braku chęci i czasu), do tego co napisałeś mam pewne zastrzeżenia:
“zakłada że każdy wnoszący poprawki będzie się kierował dobrą wolą oraz jego umiejętności pozwolą ją zrealizować. ”
“Otóż otwarty kod i swoboda grzebania w nim to nie tylko możliwość szybkiej naprawy, ale także swoboda wyszukiwania jego luk, tworzenia w nim luk a także lawina błędów popełnionych przez domorosłych programistów.”
Tworzenie luk, żaden nowo napisany fragment kodu nie zostanie zatwierdzony i nie pojawi się w postaci aktualizacji jeśli nie zatwierdzi go kilka osób które zajmują sie daną częścią projektu. nawet wtedy kod jest testowany na wypadek błędów. Wszyscy programiści którzy spore ilości kodu napisali wiedzą jak łatwo popełnić błąd w kodzie, i dlatego przed wypuszczeniem kodu w świat z informacją typu “na pewno działa” przetestują to co napisali sprawdzając różne możliwości.
“klikam i działa”
Z tym jest pewien problem, a mianowicie przyzwyczajenie. Ja korzystam z linuxa od około 6-7 lat. Jakiś czas temu, kolega wiedząc że dość dobrze znam się na komputerach poprosił mnie o pomoc przy swoim komputerze gdzie był zainstalowany system Windows XP. Musze przyznać ze 20 minut zajęła mi zmiana hasła. Najpierw zaczęłem szukać konsoli chcąc wpisać tam polecenie passwd.
klikam i działa, ale jeśli wiem gdzie kliknąć.
ogólnie artykuł jest dobry, pomimo drobnych niedociągnięć. Pracując w branży prasowej wiem że czasem znajdzie się ktoś kto w artykule napisze informacje na temat o którym mało wie jak i ktoś kto nawet w prawdziwe informacje podane w artykule nie uwierzy. Tutaj zobaczyłem oba te przypadki.
Nie jest ani argumentem ani atutem. To jest po prostu nick który towarzyszy mi od około 10 lat. Stary nie jestem ale tak młody jak myslisz też nie. Mam 23 lata. Są rzeczy na których dobrze się znam, są rzeczy w których jestem profesjonalistą. A to, ze nie posiadam informatycznej wiedzy na temat programowania i budowy sieci jakoś nie spędza mi snu z powiek. Ja się może nie znam na tym na czym Ty się znasz, ale Ty się nie znasz na tym na czym ja się znam. Jeden drugiemu może przyganiać za braki wiedzy w swojej specjalności tylko po co?
Zgadza się. Tylko przypuszczam że jako szkolny nauczyciel uczysz wiele klas a nie tylko te z rozszerzoną informatyką. A po tym co napiasłeś coś mi mówi, że masz jednakowe podejście do wszystkich. Nie chodzi mi o program do przerobienia tylko nastawienie. Ze kazdy, niezaleznie czy z klasy informatycznej, matematyczno-fizycznej jak i humanistycznej czy sportowej powinien znac i rozumieć pracę komputera od bebechów.
Tylko Linux? A od kiedy przepraszam trzeba mieć Linuxa aby korzystać z programów Open? Ja jakoś wczesniej żadnego Linuxa nie instalowałem a z open office, gimpa jak i z niektórych innych otwartych programów korzystałem. Więc nie mów, że z powodu braku funduszy na specjalistyczne oprogramowanie musicie pracować na linuxie, bo z tego otwartego i darmowego równie dobrze można korzystać na okienkach.
Wniosek jest taki, że szkoły zrezygnowały z uczenia systemu który posiada 90% komputerów na rzecz systemu który ma niecałe 5% i w dodatku brakuje wykwalifikowanych kadr do jego nauczania. Jeżeli szkoła uczy jednego systemu to nie jest dobrze. Ale jeżeli już uczy jednego to chyba lepiej tego który jest prawie 20 razy bardziej popularny. Zaraz napiszesz że Linux uczy myślenia i ktoś kto go pozna bez problemu sobie poradzi na windowsie. A jednocześnie sam piszesz, że młodzież dzisiaj ma tendencję to powierzchownego zapoznawania się z materiałem – byle dalej. Sądzisz więc że blondyna wyglądająca jak gwiazda porno nagle zmieni się w pilną uczennicę tylko dlatego że ktoś ją posadził przed linuxem? O ile ktoś za nią nie będzie robił to po prostu pamięciowo nauczy się robić pewne rzeczy i tyle. Potem w pracy posadzą ją przed windowsem to będzie 2 godziny terminala szukać ;) No sorry, czy to się komuś podoba czy nie Windows dominuje i jego znajomość jest w życiu o wiele bardziej i częściej przydatna niż znajomość Linuxa. Jeżeli już poszerzać horyzonty to ucząc 2 systemów a nie jednego zastępując drugim.
Zgadza się, osoba która dobrze pozna Linuxa będzie umiała się poruszać w środowisku Windows, ale to musi być ktoś kto to co robi rozumie. A to po prostu ktoś kto się tym interesuje albo wyjątkowo łatwo przyswaja. Ktoś kto ma z informatyki prowadzonej na Linuxie 4 i 5 da sobie radę z komputerami ogólnie. Ale przypominam że skala ocen ma także takie stopnie jak 2 które również dają zaliczenie. Nie sądzę aby osoba która na 2 czyli ledwo ledwo zaliczyła infę na linuchu potem będzie się sprawnie pruszać w środowisku Windows.
Pomyliłeś pojęcia. Belfer nie pisał o ELEMENTARNEJ wiedzy tylko o GRUNTOWNEJ. To nie to samo. Ba, to przeciwstawne pojęcia. Elementarny znaczy podstawowy. Gruntowny znaczy dogłębny. Owszem, baba na siłowni jak i kierowca za kółkiem powinni mieć podstawowe informację aby nie zrobić sobie ani innym krzywdy. Ale od gruntownej wiedzy na te tematy są albo pasjonaci albo fachowcy.
Ależ drogi panie, z tego co pamiętam to filozofia free polega na tym że każdy może zaglądać w kod, przerabiać go jak i rozpowszechniać. Nie ma powiedziane że musi czekać na akceptację rady tego i owego zanim komuś tego nie udostępni. Teraz to łatwo jest opanować sytuację bo Linux ma 5% rynku. Nie za dużo poprawek powstaje, nie za dużo programów się pisze i łatwo jest je zweryfikować i udostępnić w ramach oficjalnych aktualizacji. Ale jakby nagle popularność Linuxa wzrosła do 90% i tak jak teraz w przypadku windowsa oprogramowanie by powstawało w masakrycznych ilościach i udostępniane było nie tylko przez oficjalne źródła ale także przez wiele niezależnych serwisów, na torrentach czy w jakikolwiek inny nieoficjalny sposób to sytuacja by się stała diametralnie inna. Przynajmniej wg mnie. Skoro linux ma otwarty kod a w dodatku licencja zezwala a nawet zachęca do jego przerabiania i rozpowszechniania to zastanówmy się ile by powstało nieoficjalnych patchy, przeróbek, aktualizacji czy aplikacji.
A to może nie dlatego że windows jest taki skomplikowany i czasożerny tylko dlatego że jako wieloletni linuxowiec nie potrafiłeś się w nim poruszać? Zmiana hasła w windowsie trwa 2 minuty. Jak widać znajomość Linuxa nie oznacza że człowiek automatycznie umie się poruszać w windowsie. Czyli to o czym pisałem. A dlaczego? Bo Linux przyzwyczaił użytkownika do bardziej skomplikowanego działania. Windows maksymalnie to uprościł.
Śmiejecie się ze windows to klikanie next>next>next>intall. A z czego tu się śmiać? Linux ze swoją konsolą jest krokiem w przód czy krokiem wstecz? Dla informatyków jest to może i bardziej wygodne zadanie ale zwykłemu kowalskiemu o wiele łatwiej jest zapamiętać ikonkę i przeczytać co jest napisane niż znać na pamięc polecenia z konsoli. Linux wymaga większej wiedzy i świadomości. Wymaga od ZU że będzie wiedział co robi. A nie kazdy wie co robi od strony systemu. Można się z niego naigrywać że nie umie zrobić tego w bardziej fachowy sposób niż poprzez obrazki i prosty opis. Tylko po co tak naprawdę człowiekowi rozum? Po to żeby upraszczać sobie życzie czy żeby je komplikować? Dlaczego to że ktoś woli coś zrobić prościej jeżeli ma wybór ma świadczyć o tym że jest ignorantem?
nadal, jako humanista-tumanista (scislowe antytalencie) uwazam, ze swiadomosc i rozumienie swoich dzialan jest potrzebne przy obsludze komputera.
jest to potrzebne, bo inaczej spojrz na randomowy komp kogos, kto cale zycie ma windowsa i nie wie o komputerze nic, poza tym, ze dzialaja na nim gry i programy i jak uzywac myszki i klawiatury, zwlaszcza przytoczona przez ciebie gwiazdka porno. pomysl w jakiej kondycji jest system takiego kogos i dlaczego. rozumiesz o co chodzi? nawet przy windowsie brew pozorom potrzebna jest umiejentosc radzenia sobie z komputerem, a nie jedynie wykorzystywania go – no chyba, ze masz w domu zatrudnionego jakiegos informatyka, ktory sie nim opiekuje, na zasadzie jak sprzataczka domem, ale raczej wiekszosci ludzi na takie cos nie stac i jakos sami sobie sprzataja w domu i nie maja z tym problemu.
analogia jest wrecz idealna, bo w domu jakos kazdy wie co i jak robic, aby jak najmniej smiecic, oraz jak sobie radzic z balaganem i innymi klopotami – a gdy nie wie/olewa to, to wtedy mozna sobie na jakimstam club/tvnstyle/innybabskiprogram poogladac efekty czegos takiego, jakistam brytoli, ktorym dwie babcie sprzataja totalnie zapuszczone chaty. to samo jest z komputerem, ktorym nie opiekuje sie nikt, kto by potrafil sie nim zaopiekowac…dlatego od ZU powinno sie wymagac pewnej wiedzy i swiadomosci, zrozumienia i myslenia.
jest to wazne tym bardziej ze w XXI wieku dla naszego pokolenia umiejetnosc obslugi komputera jest rownie wazna jak umiejetnosc czytania, pisania, dodawania/odejmowania i mnozenia/dzielenia – jesli ktos nie potrafi dac sobie rady z kompem, to IMO smialo mozna go przyrownac do analfabety. smutne, ale prawdziwe – a z czasem wymog ten bedzie coraz silniejszy, gdy komputery odgrywaja w naszym zyciu coraz wieksza i wieksza role, czy sie nam to podoba, czy nie.
a co do trybu graficznego i tekstowego, to osobiscie uwazam, ze najlepiej i najwygodniej dla wszystkich by bylo, aby kazda czynnosc dalo sie prosto wykonac na oba sposoby ;) do czego z reszta obecnie dystrybucje typu ubuntu, suse itd daza. np sam tez wole wiekszosc rzeczy robic w trybie graficznym, co raczej jest zrozumiale, jednak to nie znaczy, ze konsola wywoluje we mnie strach, a wrecz pewne rzeczy szybciej robi sie dzieki niej (np jesli chce edytowac liste repozytoriow w systemie, to krocej jest wpisac w konsole “sudo gedit /etc/apt/sources.list” i szybko edytowac co mi potrzebne, niz wejsc w menu, poszukac tego smiesznego ‘zrodla oprogramowania’ i babrac sie kroczek po kroczku w nim)…
a o ignorancji swiadczy nie wybor prostszego (dla kogos) rozwiazania, bo to jest raczej oczywiste i naturalne zachowanie, a wlasnie ignorancja innych mozliwych rozwiazan (w sensie – nawet nie zapoznanie sie z alternatywa, co ona oferuje itd), bo nawet jesli np GUI, ktorego sie tak uczepiles, jest do pewnych zastosowan prostsze i szybsze, tak w innych konsola wygrywa. i to sie przeklada na wszelkie mozliwe aspekty zycia.
Wszystko ładnie pięknie ale niestety jak zwykle trochę przesadzone ale ciężko stworzyć idealną opinie itp. więc się nie będę czepiał za bardzo. W każdym razie w tekście jest powiedziane, że zapaleni “linuxiarze” krytykują użytkowników windowsa za to, że są leniami itp. Tylko jest zawsze to tylko takie negatywne opinie typu – “bo ty na windows to jak zwykły szympans klikasz myszką i ci pokazuje banana” tyczy się ludzi którzy nie mają bladego pojęcia o tym jak system wygląda czemu służy i jak można go modyfikować dla swoich potrzeb żeby czynności które codziennie na komputerze wykonujemy były szybsze i przyjemniejsze. Nie twierdzę, że windows jest zły jak każdy inny system ma swoje zalety i wady tak samo jak i każdy jeden linux czy unix w każdym razie chodzi o to że jakieś dziecko które jedyne co na komputerze robi to odpala gry napisze ze linux jest do dupy bo nie umie odpalić na nim gry która instaluje się mu na windowsie bez żadnego ale, a każdy wie, że tu nie o to chodzi ja siedzę na linuxie dlatego, że lubię się pobawić poczytać na różne tematy mieć z czymś problem żeby ustawić coś z czego w konsekwencji będę dumny i będę wiedział co z czym się je. Ale widzę, że trochę już za bardzo wodę leję więc ograniczę się do tego co napisałem może później napisze jakiś artykuł o tym zobaczymy ile będę miał czasu anyway ciekawa inicjatywa swoich przekonań trzeba bronić ale też być otwartym na przekonania innych pozdro
Wszystko co mam do powiedzenia, przedstawiłem na moim blogu: http://command-dos.comxa.com/2009/12/linux-zbyt-trudny/ – jeśli jesteście ciekawi jak 3 i 5 letnie dziecko obsługuje ubuntu, to zapraszam – to jest chyba najlepszy dowód na to, że ZU może obsłużyć linuksa i wykorzystać go do swoich celów. Wydaje mi się, że do tematu można dodać [solved] i nie poruszać kwestii ZU przynajmniej tutaj na czytelni, bo staje się to bezsensownym waleniem grochem o ścianę, a kolejne tematy o podobnym wydżwięku można traktować jako spam…
Autor felietonu próbuje pisać nie tendencyjnie, a jednak mu to nie wychodzi, a na dodatek jest to podparte minimalnym brakiem wiedzy.
Przytoczę tylko dwa przykłady.
Cyt1. “tysiące programistów na całym świecie dla zabawy albo dla zysku pisze każdego dnia złośliwe oprogramowanie. Jak to się dzieje że dotyka ono prawie wyłącznie Windows? Czyżby Windows był ucieleśnieniem zła i przyciągał do siebie inne zło? Nie sądzę – po prostu jest najbardziej popularny i wirus na niego napisany ma szansę dotrzeć do największej liczby ofiar”.
Moja odpowiedź: Próba przedstawienia jedynej słusznej “prawdy”.
Niestety próba nieudana.
Popularność systemu Windows jest tylko pomostem. Przyczyną ogromnej ilości zainfekowanych wirusami komputerów z Windowsami jest… sam Windows.
Jednym słowem jego dziurawa struktura i sposób działania z instalowaniem czegokolwiek.
Cyt2 “To co dzisiaj przedstawia się jako jego zaletę przy większej popularności stanie się jego gwoździem do trumny. Otóż otwarty kod i swoboda grzebania w nim to nie tylko możliwość szybkiej naprawy, ale także swoboda wyszukiwania jego luk, tworzenia w nim luk a także lawina błędów popełnionych przez domorosłych programistów. Skoro przy zamkniętym kodzie Windows wielu hakerów (używam tego słowa w potocznym znaczeniu) jest w stanie wyszukać luk w zabezpieczeniach, aż włos się jeży na głowie na myśl o tym co by się stało gdyby w miejsce systemu MS wszedł Linux z jego otwartym kodem”.
Moja odpowiedź:
Otwarty kod i swoboda “grzebania” to nic innego jak wolność usera.
Autor artukułu nie słyszał chyba o oficjalnych wydaniach linuksowych jak chociaż “Mandriva”, openSUSE – gdzie zanim cokolwiek zobaczy światło dzienne jest poddawane testom.
Cyt 3 “Jako że dystrybucji jest dużo to nie mają one jednorodnego wsparcia technicznego. A w dodatku jest ono zdecydowanie za krótkie. W przypadku Windows XP który wyszedł w 2001 roku wsparcie techniczne kończy się w 2014r. Microsoft wspiera swój system 13 lat, a o zakończeniu wsparcia informuje 5 lat wcześniej. Już sam okres od podania informacji do zakończenia wsparcia jest dłuższy niż czas wsparcia dla Ubuntu”.
Moja odpowiedź:
Same kolejne wydania są wsparciem dla wcześniejszych.
Cyt 4 “To co chroni Linuksa przed zagrożeniami to jedynie jego niska popularność”.
Moja odpowiedź:
To co chroni Linuksa przed zagrożeniami to sposób i zasady jego działania.
Wszelkie programy, które instalujemy na Linuksie, gdzie w tym przypadku system wymaga uprawnienia root – nie mają szans się zainstalować bez naszej wiedzy i ostatecznej decyzji.
Dodatkowo nawet jeśli uruchomi się jakiś wirus to nie jest w stanie dokonać takich zniszczeń i problemów jak w Windows.
Dlaczego?
A no niech szanowny Autor felietonu sobie o tym poczyta i się podszkoli, zanim znowu zacznie pisać o rzeczach wyssanych z palca, co jest typowe dla kaczek dziennikarskich niskiego lotu.
Tekst ciekawy. Sam używał 2 systemów. Windows, żeby być kompatybilnym z ludźmi z pracy. Linux, żeby posłuchać muzyki, pooglądać filmy, pobuszować w internecie itp. Ogólnie myślę, że filozofia Windows + Linux na jednym podwórku jest dobra.
Zgadzam się z autorem tekstu, że Linux dopiero niedawno (i to moim zdaniem głównie dzięki Ubuntu) zyskał na funkcjonalności dla “ZU” :)
Może Windows zmienia się dzięki Windows a “Okienka” powoli też ulegają zmianie pod wpływem Linux’a :)
Moje zdanie:
Lubię Windows za możliwość grania i kompatybilność z innymi.
Lubie Linux za brak wirusów, szybkość działania i możliwość zabawy z systemem w wolnej chwili, niezawodność i … Open Source :)
…powiem tak, może niezbyt miło no ale…ok to sobie siedź na windowsie – co to mnie obchodzi? wolny wybór, ja siedze na linuxie, wszystko mi dziala czego potrzebuje nic sie nie wiesza, nie mam problemów ze sterownikami i jestem zadowolony. krótko, zwiężle i na temat:)
A ja już z 10 razy odpisywałem w komentarzach że struktura strukturą ale jakby wszyscy crackerzy zaczęli pracować nad złamaniem linuxowych zabezpieczeń to może co prawda by mieli gorzej niż z windowsem, ale po pewnym czasie już by nie mozna było się chwalić że Linux to system bezpieczny i pozbawiony wirusów. Jakby popularność linuxa wzrosła 20-krotnie to społecznośc by przestała istnieć z powodu rozproszenia i braku zainteresowania ze strony większości użytkowników. Teraz pilnowanie bezpieczeństwa jest dość łatwe jeżeli Linuxa używają ludzie “świadomi” i jest to system niszowy. Jak się pojawia jakiś bubel to dość szybko to jest wykrywane. Im większa popularność tym więcej będzie powstawać bubli a “świadomi” użytkownicy tym mniejszą będą stanowić część użytkowników.
Piszę po raz KOLEJNY: obecnie programów na linuxa nie powstaje zbyt dużo (w skali windowsa) i są one zamieszczane na oficjalnych serwerach przez co łatwo jest je zweryfikować. Jakby Linux zyskał popularność windowsa to i wzrosłaby ilość pisanych dla niego programów, a otwartość kodu prawdopodobnie by wywołala lawinę róznego rodzaju przeróbek i patchy. W tej skali w jakiej powstają wszystkie takie mniej lub bardziej oficjalne duperele na windowsa jest nie do opanowania przez oficjalnych linuxowych dystrybutorów.
Nie twierdzę że linux jest tak samo zawodny jak windows, tylko że nie ma żadnego systemu który by był sam w sobie całkowicie bezpieczny.
Autor wypowiedzi nie słyszał chyba o zasadach wolnego oprogramowania wg których to KAŻDY może “udoskonalać” program oraz go dowolnie już “ulepszonego” rozpowszechniać. A to znaczy że niezależnie czy jesteś programistą Canonical czy pryszczatym prawiczkiem, masz takie samo prawo do przerabiania programu i puszczania go w obieg. Podobno na tym właśnie polega owa wolność że aby przerabiać program i go rozpowszechniać nie potrzebujesz żadnej odgórnej zgody.
Nie wszystkie są lepsze od poprzednich a krótkie wsparcie techniczne dla danego wydania zmusza użytkownika do przejścia na nowe wydanie. Gdy robi tak microsoft to krzyczycie że manipuluje ludźmi.
I tu wyłazi kolejna przyczyna niskiej popularności Linuxa. Spójrzmy jak działa biznes oprogramowania własnościowego. Ktoś tworzy program, inwestuje w jego powstanie i rozwój dla pieniędzy. Chce na tym zarobić. Jasne jest więc że w jego interesie jest aby mieć jak najwięcej klientów. Dba o popularność swojego PRODUKTU.
Co się dzieje gdy mamy do czynienia z dziełem “społecznym”? Nie jest to tak naprawdę niczyj interes, Linux powstaje niby dzięki społeczności, jest więc tak naprawdę dziełem niczyim. Członek owej społeczności Linuxa nie odniesie bezpośredniej korzyści na wzroście popularności Linuxa ani na jej spadku. A także w razie zmian nie ma na nie większego wpływu. Więc tak naprawdę członek społeczności kładzie lachę czy inni będą używać Linuxa czy nie. Oczywiście czasami może namawiać znajome osoby kierując się swoim przekonaniem oraz chęcią udzielenia im dobrej rady. Ale nic więcej. No chyba że ktoś pojmuje sprawę ideologicznie ale to fanatyzm. I właśnie dlatego że Linux nie jest regularnym biznesem tylko dziełem niejako wolontaryjnym oraz społecznym właśnie przeczytałem pod moim adresem “siedź sobie na windowsie, co mnie to obchodzi”. W dzisiejszym świecie bez walki o klienta (czy też użytkownika) oraz bez przemyślanego marketingu nie zdobędzie się rynku. A potem jakiś pan w felietonie wylewa swoje żale że o nowym Windowsie media trąbią a o Ubuntu ani pisną.
Witam wszystkich czytam ten artykuł i komentarze i mi się nie dobrze robi.
Prosty temat Dlaczego nie przeszedłem na Linuxa? przerodził się w gówniany temat o komunizmie, panie Stallmanie, Billu, matrixie.
Mi brakowało jeszcze porównań do pani pogodynki z TV, Ojca R. i JP2.
Cały temat jest ogólnikowy. Jedna strona przekrzykuję drugą stronę owszem i każdy ma swoją racje. M$ jak i “Linux” ma swoje plusy i minusy.
Panie mlody969 temat pana artykułu to “Dlaczego nie przeszedłem na Linuxa?” – Temat jest niezgodny z treścią artykułu. Bardziej pasuje do tego artykułu temat Dlaczego nie zostanę Linuxowcem* (wirtualnej popkultury na styl ) . Nie będę cytował tu pana wypowiedzi bo w większości są płytkie, bez sensu wynikającej z niewiedzy.
Próbuje pan pisać na temat Linuxa a w ogóle nie ma pan pojęcia o nim .Podejrzewam że dłużej pisał pan ten artykuł niż poświęcił czasu na przetestowanie systemu.
Nie pisze się o rzeczach o których nie ma się wystarczającego pojęcia.
Brakuje konkretów jaką dystrybucję pan zainstalował do czego miała służyć co dokładnie sprawiało problemy w zamian za to jest kupę informacji o winsosie??? po jakiego grzyba to nie wiem, Tytuł nie brzmiał WIn VS LINUX….
Z takim nastawieniem to dla pana nadaje się tylko Win. Linuxa nie da się nauczyć w kilka dni tym bardziej jak się wykorzystuje przyzwyczajenia z innego systemu np Win
To jak np. helikoptera wsiadł by do myśliwca
Linux zajmuje zastosowanie w różnych dziedzinach, a dzięki temu ze jest dużo dystrybucji każdy może wybrać coś dla siebie, od laika komputerowego który korzysta tylko poczta film mp3 i www do programisty. Ale trzeba wykazać trochę ponad minimum zainteresowania. Jestem Ciekaw czy swoje problemy z Linuxtem umieścił pan na forum ubuntu.pl?
PS
Dla mnie temat albo artykuł powinien zostać poprawiony bo stwarza zamęt i jakieś chore spory.
Sorry jeszcze za błędy ort jak są, oraz stylistykę trochę późna pora. ziewww
Pozdrawiam
A ja uzywam ubuntu od 2 lat w domu i w pracy. Nie slysze nic o ’sekcie’ linuxa. Po prostu pracuje na tym systemie (rowniez gram dzieki Wine). ’sekta linuxa’ jak to ktos nazwal, dla mnie nie istnieje – po prostu jestem ZWYKLYM uzytkownikiem, jakim bym byl na Windowsie, tylko, ze na linuxie pracuje mi sie znacznie szybciej, efektywniej, przyjemniej. Slucha muzyki szybciej, efektywniej, przyjemniej, oglada filmy szybciej, efektywniej i przyjemniej. Gra w gry rowniez efektywniej (minimalizacja nie trwa 2 minuty jak w niektorych grach na winde).
Jestem typowym zwyklym malym uzytkownikiem linuxa i chwale ten system sobie bardzo, choc natknalem na wiele problemow, ktore musialem rozwiazac, ale znacznie mniej ich bylo niz w windowsie – tak czy siak wiekszy priorytet ma dla mnie efektywniejsza i przyjemniejsza praca.
A co do sekty – moze ja kiedys zauwaze, ale i tak ja zleje, dla mnie liczy sie system nie spoleczenstwo. – tez typowe podejscie konsumera
W komentarzach już jest wszystko, co mógłbym powiedzieć, oprócz jednego.
Nazwa Żwawy Rogaty Zając jest słaba? Dla mnie ciekawa i z poczuciem humoru. Za to nazwa “Seven” “Siedem”, albo inne tłumaczenia chwalebnej 7 jest słaba. Tak samo jak uwielbienie użytkowników do XP czy 7. Żaden z tych systemów nie przebije Linuxa. Nie ma takich szans. Jedyny atut Windowsa, to gry. Dzieci. Wirusy? Jakby Linux miał taką popularność co Windows to liczba wirusów by się zwiększyła, ale nie byłaby taka jak w Windowsie. Dlaczego by się zwiększyła? Bo użytkownicy to idioci. Klikać w co popadnie, a to w reklame jakiegoś serwisu plotkarskiego (…hic!), a to inne głupoty. Wystarczy myśleć trochę jak się korzysta z komputera – to wystarczy.
Dziękuję za uwagę.
Ktosiek, Ten, Który Uważa Że Nazwa Seven Jest Badziewna.
Tekst bardzo dobrze napisany, jednak trzeba wziąć pod uwagę to, że linux też staje się coraz bardziej przyjazny użytkownikowi. Niestety, jest pewna rozbieżność (nawet całkiem duża) między dystrybucjami. Powinno się – wg mnie – stworzyć coś w stylu “konsorcjum Linuksa”, które zajmowałoby się jego normalizacją: jakich programów do obsługi repozytoriów używać itp.
PS. Od 2007 r. wersji Ubuntu było 6.
Jedną z podstawowych zasad marketingu jest to że nazwa produktu powinna być w miarę krótka, chwytliwa i łatwa do zapamiętania. Niezaleznie czy Seven się komuś podoba czy nie spełnia te wymogi.
Żwawy Rogaty zająć jest z poczuciem humoru, owszem ale powyższego warunku nie spełnia. To świadczy raczej o fakcie że została wymyślona nie przez specjalistę od reklamy, sprzedazy czy szefa działu marketingu tylko przez zwykłego programistę który myśli że jak będzie zabawnie to już jest dobrze.
Myślicie że to szczegół? Takie błedy marketingowe, a nawet jeszcze mniejsze położyły niejedną firmę. Proces podejmowania decyzji przebiega głównie w podświadomości. Sporo ludzi mysli, że nazwa jest nieistotna bo liczy się dany produkt i jego jakość. Jednak wszelkie badania położyły to twierdzenie. Nazwa, a nawet kolor opakowania ma OGROMNE znaczenie dla rynkowego sukcesu danego produktu.
‘zwawy rogaty zajac’ faktycznie tych krytteriow nie spelnia, ale ‘jaunty jackalope’ jest krotki, latwy do zapamietania i – w przeciwienstwie do seven – chwytliwy, dzieki humorystycznemu aspektowi ;) zwlaszcza dla ludzi anglojezycznych.
Według mnie normalizacja była by krokiem w tył jezeli chodzi wolne unix-owe systemy. Cała ta różnorodność tych systemów sprawia ze są wyjątkowe elastyczne i dopasowują sie do różnych urzytkowników a nie jak w przypadku Winsosa do którego trzeba się dopasować. To wlasnie jest zasadnicza różnica miedzy tymi dwoma systemami.
Co do nazw systemów szczerze dla mnie system może nosic nazwę Ziomek Poziomek albo Ofiara czarnej mszy wazne to jest ze ma być stabilny przejrzysty i dopasowany do moich potrzeb a jak jeszcze przy okazji jest za darmo to normalnie zajebiscie :D
Co do faktu ze od 2007 było 6 wersji linuxa i dobrze oznacza to ze projekt zyje i ma sie dobrze na bierzaco jest aktualizowany i poprawiany. Czasem lepiej zmienic trzon programu i wydac nastepną wersje niz łatać ja rozmaitymi paczkami (Miedzy XP a Vista było coś około 5 lat ) Nikt chyba nie lubi jezdzic po łatanej drodze.
Młody dla dobra tego forum i własnego, zamknij się już, bo się niedobrze robi od Twoich wynurzeń. Idą Święta zajmij się może sprzątaniem mieszkania, albo kupowaniem prezentów i nie wymądrzaj się już, bo to ani miejsce, ani odpowiedni poziom dla Ciebie. Usiłujesz być ekspertem od wszystkiego, a jak sam wiesz jak ktoś jest od wszystkiego to jest do niczego. To takie małe polskie przysłowie. Włącz sobie swojego ulubionego windowsika i klikaj myszką (nawiasem mówiąc Bill G. podpie…ł ten wynalazek {mysz} firmie Xerox, jak byś nie wiedział) ile wejdzie. Nie wq….j czytelników, bo trochę to wygląda śmiesznie. Przypomina mi się powiedzenie jak to syn uczył ojca dzieci robić. To tyle w temacie.
Może i ja dodam coś od siebie…
Generalnie nie lubię felietonów, reportaży i innych epopei na temat jaki to windows zły czy jaki to linux słaby, wymądrzanie się, że ten system to ma to a tamten tego nie ma itd, ale do rzeczy.
Tezy postawione tu przez autora są bez sensu i ponaciągane we wszystkie strony. Postawa autora przypomniała mi program, który oglądałem swego czasu o bardzo ’spaszonej’ grubej dziewczynie, która całe swoje marne życie żywiła się w ‘macdonaldzie’.
Dziewczyna wierząc reklamie ‘Mac… dobre jedzenie… tylko kilka kalorii’ generalnie jadła tylko frytki, burgery, piła ‘kolę’ czasem ’szejk’.
Po pewnym okresie oczywiście zaczęła się tragedia. Gdy okazało się, że powinna przerzucić się na normalne jedzenie (czytaj inne, zdrowe jedzenie) jej organizm nie mógł się przystosować, a wręcz ‘odrzucał’ pokarm. Problem z jedzeniem warzyw, owoców czy zup. Dodatkowo dziewczyna dzięki swojej ‘Mac diecie’ ma duże problemy ze zdrowiem, pomijam tu hemoroidy i inne wirusy. ;)
Jak to się ma do leniwych użytkowników windowsa (pomijam tych nie leniwych)? mogę ich śmiało do niej porównać. Bo patrząc na tę dziewczynę to jak bym widział leniwego użytkownika windy.
- W reklamie ponoć… windows najlepszy bo ma same plusy w ogóle się nie psuje wszystko działa jak należy. Inne systemu to strata czasu i zdrowia. Jak można twierdzić, że windows jest lepszy skoro 80% użytkowników windowsa nie wie jak go używać (z głową), brak świadomości co się z czym je. Dlaczego coś ma działać tak, a nie inaczej itd. Do tego zawsze musi być jakiś kolega informatyk pod ręką co by odinstalował wirusy (samemu spróbować? strach tragedia, problem… rozwolnienie…)
- niby taka wielka pompa marketingowa ze system jest super itd, a że można załapać wirusy i trojany na dzień dobry tuż po podłączeniu do internetu to jakoś cisza. (to tak jak informacja… z czego (jak) robione są kotlety w ‘makdonaldzie’ … niby smaczne ale zawsze jakiś taki niesmak pozostaje)
- większość użytkowników ma zero pojęcia jak zainstalować drukarkę czy inne peryferia i znowu musi być ktoś pod ręką kto im pokaże, zainstaluje i za miesiąc czy dwa zrobi to samo bo trzeba będzie przecież przeinstalować system. (to że można wciągnąć ’szejka’ z jakąś włoską potrawą czy ‘apple pie’ jako przekąska po ‘chinszczyznie’ jakoś nie przeszła by przez głowę grubasce)
- strach przed zmianą, a jak już zmiana to najlepiej na nowszą wersję windows, (poproszę ’szejka’, oo mają nowy smak… ‘ogórkowy’… a obok ogórka nawet to nie stało) wydaję się im, że jak już zakupią nowszy system to na pewno znikną im problemy jakie mają teraz bo przecież reklama nie kłamie, wszystko lepiej ładniej, szybciej… ale (zawsze jest jakieś ale) jeśli oczywiście kupisz system z nowym komputerem (bo jakoś na starym komputerze to ta vista ni chu chu… nie hula), to za 3-4 miesiące się nowy komputer zamuli na ‘maksa’ i powita cię informacją że masz trojana i za 30 sekund twój komputer zostanie zrestartowany (i pomyśleć, że osobiście ‘wychaczyłem’ już ponad 15 bugów w samym systemie vista home premium… nazywam ten system ‘największą kupą majkrosoftu’ wole 100 razy winde XP)
Powiem tak, ja… osobiście, używam kilku systemów. Niektórych bo chce, niektórych bo muszę.
Bo chcę… Ubuntu – na desktopie do surfowania/muzyki/pisania, mam tez HTPC z windowsem XP – gry, filmy i nic więcej.
Bo muszę… MS Vista – do pracy laptop (bo tak wyszło przy kupnie przez moją firmę), Solaris – praca, RedHat En4 – praca i support, UBUNTU Server – praca i support.
W całych tych systemach operacyjnych nie chodzi o to, że ten jest lepszy lub tamten jest lepszy… bo ma to czy ’stramto’, tylko to co reprezentuje sobą jego użytkownik. Największą ‘lamerią’ może się poszczycić MS. Jak już ktoś się decyduje na używanie komputera i zarazem ‘wybranego’ systemu to niech przynajmniej nauczy się podstaw tego systemu. Przeważająca większość użytkowników windows ma problemy ze znalezieniem przycisku ‘Power’ na obudowie więc porównywanie ich do użytkowników Linux czy Mac mija się z celem.
To jest tak jak porównać 10 ludzi w pistoletami na kapiszony do 1 gościa z moździerzem. Przecież wiadomo, co się stanie. Gość pozamiata tą dziesiątkę. Co z tego, że użytkowników windows jest tak dużo, że nie chcą używać linuxa itd. skoro większość reprezentuje poziom z formum onet.pl
Nauczą się 3 klików (1) niebieska ikonka E na pulpicie to internet, 2) ikonka z literką W to Word do pisania, 3) to ikonka do Pasjansa… aha no i START > ‘zamknij komputer’ ale to tylko czasami.
Linux to generalnie innowacje i ciągły rozwój (czasem z różnymi skutkami ale prze do przodu) co do windowsa to stagnacja i jazda na odgrzewanych kotletach. Do tego jak ich sytuacja zmusi (patrz jaka dziura czasowa między XP a W7, visty nie liczę bo to nie system to coś ala windows ME) to wtedy wypuszczą ‘nowy-stary’ system ‘popaczowany’ z podciągniętym desktopem, z latającym bajerem na desktopie. I na końcu pochwalą się ‘ficzerami’ (oczywiście nie wspomną, że skopiowali je z innych systemów i że inne systemy miały je już od kilku lat) które zostały stworzone przez MS żeby oczywiście nie było, że MS każe płacić za stary system w nowej skórze.
Tak trochę z boku…
Świadomość i korzystanie z zalet systemów to duży plus dla samego użytkownika. Można lubić równocześnie i system linux i windows, to nie zbrodnia. Tak samo jak można ich nie lubić bo mają swoje wady, dzięki którym użytkownik Mac nie skusi się na żaden z nich. Ale pisanie bzdur jak ‘zwykły użytkownik nie zainteresuje się linuxem bo jest tych linuxów przynajmniej 30′ jest czystą paranoją tak jak by samych windowsów było tylko 2. (samej visty jest chyba z 7 wersji)
Spróbuj innych systemów nic ci nie zaszkodzi, a może i pomoże… nowe horyzonty, światopogląd jakiś taki szerszy.
Bo nie ma nic bardziej wkur… jak jęczenie jakiś przydu..ów. że nie zainstaluje jakiegoś systemu bo mu pasjans nie będzie chodził
Wesołych Świąt… ahoj
Przedmówcy powiedzieli, a w zasadzie wyjęli mi z ust parę uwag do mlodego… Od siebie dodam, że kuleje u mlodego znajomość nazewnictwa ubuntu…
Moje uwagi:
- nazwa zazwyczaj (nie wiem czy zauważyłeś) składa się z przymiotnika, który określa cechę stworka w drugiej części nazwy na tą samą literę, czyli “Żwawy Rogaty zająć” ma się nijak do nazw, które obowiązują, albo mogłyby obowiązywać, np. “Głupi Gówniarz”, “Popieprzony Padalec”, itd.
- po drugie, bardzo dobrze, że nazwę wymyślił “zwykły programista”, bo ubuntu napisane jest przez ludzi, dla ludzi. Jak ktoś ma używać ubuntu ze względu na chwytliwą nazwę, to znaczy, że zbliża się koniec świata, bo chyba nikt rozsądny nie kupuje/bierze produktu, bo mu się nazwa podoba – jeśli tak jest, to winszuję.
heh – dobre!
Popieprzony padalec hehe to mi się podoba………
Widze że znajomość podstaw marketingu kuleje. Ludzie nie kupują czegoś ze względu na nazwę w sposób świadomy. To nie jest tak, że ktoś sobie myśli “o, to ma fajną nazwę to sobie kupie”. To działa na podświadomość. Czy to chodzi o nazwę, czy o etykietę czy nawet sposób ustawienia na półce wywołuje określone skojarzenia z których nawet nie musimy sobie zdawać sprawy. One powodują że do danego produktu jesteśmy pozytywnie nastawieni. A naiwni ludzie myślą, że sami sobie wybrali produkt, albo że zamówili w restauracji tyle jedzenia bo byli głodni nie wiedząc że poczucie głodu było wywołane czerwonym kolorem ścian.
Tak samo jak nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że ten sam posiłek podany w sposób niezbyt estetyczny i estetyczny zbierze zupełnie inne noty za smak.
tak, zdaję sobie sprawę, że nawet muzyka w markecie ma wpływ na to jak robisz zakupy: albo żwawo, byle więcej klientów się przewinęło, albo wolno, co byś miał szansę obejrzeć więcej produktów przy mniejszym tłoku przy kasach… Ale nie chciałbym, żeby użytkownikiem, np. ubuntu była osoba, której podświadomość powiedziała: “zainstaluj, bo ma w pytę nazwę”, wolę jak użytkownikiem jest osoba myśląca, wiedząca czego oczekiwać od systemu, świadomie go wybierając bez żadnych “sztuczek” marketingowych – inni niech lepiej wybiorą produkt ms’u, bo potem musimy tłumaczyć jednemu z drugim, dlaczego my wybraliśmy ubuntu: ano dlatego, bo tak świadomie wybraliśmy, wiemy, co będziemy na nim robić i czego się możemy spodziewać, dowiedzieliśmy się skądinąd, że ten system ma takie a nie inne możliwości, jest na takiej a nie innej licencji i nam to odpowiada – jeśli podświadomość nie podpowiedziała Ci, że jest to dobry produkt i żaden pan w krawacie nie przekonał Cię (może nabrał?) że jest świetny i się nie zawiesza, a takich zapewnień potrzebujesz, to zapewniam Cię, że ten system nie jest dla Ciebie i szkoda przekonywać innych nie zdecydowanych jeszcze użytkowników, że masz rację, bo zapewniam Cię, że jej nie masz. Ty nie przeszedłeś na linuksa – produkt jest słaby Twoim zdaniem, kuleje marketing, jest mało popularny – świetnie. Ja sądzę, że jest całkiem odwrotnie: przy całkowitym braku nakładu na reklamę, licznych nagonkach na systemy linuksowe, szeregu “wad”, które wymieniłeś, systemy te mają się coraz lepiej, jest coraz więcej świadomych użytkowników, linuksami są zainteresowane duże firmy, co jest rekomendacją samą w sobie. Duże firmy inwestują w linuksa, licząc na zyski w przyszłości i myślę, że się nie mylą, bo systemy te mają w sobie dużo niewykorzystanego potencjału, ale to jest tylko kwestia czasu i zanim się obejrzysz połowa urządzeń będzie miała albo moblina, albo chrome os’a na pokładzie – mówie ci to ja command_dos i zobaczysz, że zapamiętasz te słowa i jeszcze tu wrócisz z całkiem odmiennym zdaniem ;)
Czyli tak jak pisałem w felietonie, Linux ma być systemem dla “elitki” a nie dla szarej masy i o tą nie zamierzacie zabiegać. Skoro nie chcecie konkurować z MS to nie narzekajcie że ten ma monopol. Większość osób posiadających komputer nie jest świadomymi użytkownikami wiedzącymi czego oczekiwać od systemu tylko biernymi użytkownikami. Do nich nie trafi to, że Linux jest na większości superkomputerów. Nawet się tego raczej nie dowie. Narzekacie tu na monopol MS, na to że windows jest taki popularny jednocześnie uważacie że wasz system to system dla wybranych, dla tych którzy sami go odnaleźli i sami go wybrali, a ci którzy sami go nie wybrali nie są godni aby go używać.
Jakby Bill G. miał takie podejście na początku swojej kariery to by dzisiaj zakładał okna, ale PCV.
Chrome OS ma przed sobą duże szanse. I to nie dlatego, że ludzi nagle olśniło jakie to jądro Linux jest dobre i jakie korzyści niesie za sobą wolne oprogramowanie, ale dlatego że wprowadzi ten system największa internetowa firma na świecie.
Drogi autorze. Tekst jak najbardziej mi się podobał. W bardzo ciekawy sposób opisujesz swoją postawę wobec środowiska linux.
Uzywasz systemu Windows. Twoja sprawa. Ja akurat używam od wielu lat systemu Linux. Zaczałem o slackware, w miedzy czasie suse, red hat, madrake, debian a teraz ubuntu. To też mój wybór.
Jedno co nie przypadło mi do gustu to “nazywanie” użytkowników linuxa “stallmanistami”. Nie każdy zachwyca się tym co Pan Stallman robi. Ja osobiście uważam tego człowieka za oszołoma. Tyle samo dobrego zrobił co złego. Główny jak to się wypowiadał “psuj” systemu Windows. Czy to ma sens?
Co do reszty felietonu to masz zupełną rację. Jeżeli chodzi o wirusy czy zachowanie większości użytkowników linuxa.
Czytam i czytam i nadziwić się nie mogę. Używam różnych dystrybucji już gdzieś 10 lat. Można narzekać na samo oprogramowanie, ale nigdy w realnym życiu nie spotkałem tylu ludzi gotowych pomóc innym w ich problemie zupełnie za darmo. Środowisko Linuksowe, jakkolwiek można o nim mówić różne rzeczy, nie można o nim powiedzieć że jest zamknięte, hermetyczne czy sekciarskie. Nie widzę tego i zdumiewa mnie fakt, że autor jak i wielu komentatorów podnosi taki zarzut. To, że na forach linuksowych wypowiada się część niedojrzałych osób, celowo siejących ferment i obrażających innych to fakt. Jednak wejdźcie na jakiś popularny portal i policzcie ile osób nie związanych z Linuksem wręcz mu wrogich wypisuje stek bzdur i spamuje cierpliwe strony forów dotyczących tematyki komputerowej. W ogóle nie jest to dla mnie argument. Zresztą nie znam żadnej dojrzałej osoby zainteresowanej Linuksem, czy używającej go na co dzień, która z jego uzytkowania tworzyłaby sobie religię. Po prostu uważam, że kolega [b]mlody969[/b] całkowicie mija się z prawdą. Może właśnie dlatego że w opisie pewnych zjawisk sam używa emocji, co niestety jest cechą wieku młodzieńczego. Linux to oprogramowanie kolego. Nic więcej. Natomiast to, że można nim się dzielić do woli z innymi, że można innym pomagać i nie czerpać z tego korzyści, to nie komunizm drogi kolego [b]mlody969[/b] ale altruizm. To dwa różne pojęcia których mieszać nie powinno się. Wiele jeszcze uwag mam do twojego tekstu, być może popełnię nawet jakiś własny felieton na ten temat, krótko jednak odniosę się do kwestii mnogości dystrybucji i popularności samego systemu.
Bo właśnie tutaj widać różnicę w rozumowaniu części użytkowników systemów z Redmond i uzytkowników innych OS-ów czy wręcz innego oprogramowania. Ja sam używam Linuksa bo mam wybór, a raczej nie jestem go pozbawiony. Więcej – ta możliwość wyboru daje mi właśnie wolność. W markecie stając przed stoiskiem z musztardą nie muszę wybierać każdej pod warunkiem że jest to sarepska. Także tutaj, mogę dopasować system do własnych preferencji. A jeśli nie chcę wybierać, bo np. nie mam czasu albo ochoty na sprawdzanie – proszę bardzo mogę zainstalować Windows. Nikt mnie nie ogranicza. To jest wolność wyboru, której nie miałbym gdyby nie Linux. To że istnieje wiele różnych dystrybucji daje nam – użytkownikom systemu możliwość odróżniania się od siebie. Jesteśmy – jak ludzie – różni, różne rzeczy a się podobają, mamy różnie upodobania nosimy inne ubrania po co więc mamy mieć ta samą niebieską tapetę na pulpicie. Nie widzę tu błędu w koncepcji. Różnorodność dystrybucji Linuksa to nie wada tego systemu. Błąd tkwi raczej w pojmowaniu rzeczywistości przez użytkownika Windows, tkwiącego w mentalnym zamknięciu na różnorodność i zorientowanego na zunifikowaną przez dobry (nie da się ukryć) marketing jednowymiarową przestrzeń. Czy to, że mam wybór i mogę jeździć samochodem marki jaką wybiorę ogranicza mnie czy wręcz przeciwnie? Dlaczego ma tak być w przypadku OS-u? Jak mówiłem- wiele jeszcze ciśnie mi się “na palce” ;) w odpowiedzi na w większości jednostronną wypowiedź kolegi [b]mlodego969[/], jednak doceniam artykuł, który uważam za dobry punkt wyjścia dla dyskusji. Pozdrawiam.
dodam coś od siebie. Też napaliłem się na linuxa czytając jaki super i jaki łatwy że są wszystkie programy.
ładny? rzeczywiście, ale tylko na pulpicie czym głebiej tym bardziej ponuro kanciato i brzydko
wszystkie programy…. wątpię… wszystko brzydkie… program do filmów, komunikator i nne wygłądają jak z epoki Win 95.
łatwy? akurat… zero intuicyjności.. wszystko dobrze dopóki idzie dobrze, jak coś źle to już lipa…
napewno to nie jest systme dla wszystkich. pod względem Windows daleko mu do estetyki…
Co do oprogramowania też mu bardzo daleko… W Windows przebieram sobie w programach także darmowych pełnych wersjach komercyjnych udostępnianych za friko dla domowego użytkownika. W Linuksie szukam jakiegoś programu żeby aby jakoś wyglądał w miarę a i tak co znajdę to ani wygodne ani ładne choć swoje zadania z reguły wykonuje dobrze…
Autor pisze o ewentualnej zmianie systemu operacyjnego jak o zmianie wiary. Tytuł: “Dlaczego nie przeszedłem na Linuxa” i początek artykułu “Specjalnie zatytułowałem felieton w ten sposób a nie np. ‘dlaczego nie zainstaluje Linuksa’ ” sugeruje właśnie takie podejście do posiadanego systemu operacyjnego. Wielokrotnie się spotykam z wyznawcami OS-ów, fundamentalistami, którzy pragną nawrócić świat, a od tego blisko już do fundamentalizmu i terroryzmu.
Felieton moim zdaniem do przeczytania na spokojnie dlatego przeczytałem narazie pierwszy fragment nt. otwartości i chciałbym go sprostować.
Zgadzam się z autorem że nie zawsze programista który znajdzie błąd zgłosi go do twórców. Może zaistnieć sytuacja gdy wykorzysta tą lukę w złej wierze. Pragnę zaznaczyć że nie tylko fakt że w świecie open source gdy ktoś wynajdzie luke (bo tak jest, nie powiem że w 100% przypadków ale w jakiejś mierze jest) ale trzeba zaznaczyć że tak na dobrą sprawę jeśli ktoś się zna na tym co robi to odnalezienie luki w oprogramowaniu czy to zamkniętym czy otwartym nie robi dużego problemu. Nie można pominąć że w przypadku linuksa i ogólnie open source otwartość pozytywnie wpływa na odnajdywanie i łatanie potencjalnie niebezpiecznych luk i błędów.
Także nie zgodzę się że otwartość nie ma tu znaczenia i liczy się jedynie kwestia popularności.
Ogólnie to dosyć subiektywna ocena, nie jestem wszech wiedzący.
Pozdrawiam
Miedzy innymi z uwagi na taki sposób pozyskiwania klientów, nie wszyscy pałają miłością do MS:
http://osnews.pl/szkoly-przekazuja-dane-osobowe-uczniow-firmie-microsoft/
@jurek, podaj mi, w jakich programach tak przebierasz, czego potrzebujesz, czego używasz aktualnie? – bardzo mnie to ciekawi.
@mlody, widzę, że nie widziałeś, więc jeszcze raz: http://command-dos.comxa.com/2009/12/linux-zbyt-trudny/ – elita jak cholera, wręcz hackerzy ;)
Wydaje mi się, że masz tu problem “narciarza”. Gdybyś zaczął od linuksa nie miałbyś problemu z jego obsługą i nie byłoby tych “wypocin” tutaj… To tak, jak z nartami i deską. Narciarz, paradoksalnie, im ma większe doświadczenie, tym ciężej jest mu przesiąść się na dechę. Niedoświadczony “użytkownik” deski, który nie ma też doświadczenia w jeździe na nartach, jeździć na desce nauczy się w trymiga – co może wkurzać narciarza i teraz w zależności od nastawienia narciarza: albo będzie zagorzałym przeciwnikiem dechy mówiąc, że narty są odwieczne, jedynie słuszne, itp, albo zaakceptuje deskarzy poprzez tolerancję i wyrozumiałość na stoku, a nawet podejęcie próby przejażdżki na desce, co może poskutkować zupełnym przeobrażeniem narciarza w deskarza. Koledzy – przyzwyczajenia, nawyki – to one są kluczem tutaj i nietylko tutaj…
Co znaczy “czym głebiej tym bardziej ponuro kanciato i brzydko”?
Albo to “zero intuicyjności.. wszystko dobrze dopóki idzie dobrze, jak coś źle to już lipa…”?
I to “pod względem Windows daleko mu do estetyki…”?
O ty nie wspomnę “W Linuksie szukam jakiegoś programu żeby aby jakoś wyglądał w miarę”
Widzę że znowu ktoś kto kompletnie nie ma pojęcia w temacie zabiera głos.
Już nie wiem czy ignoranci rozmnażają się przez wiatropylość?
” mlody969
12/12/2009 o godzinie 11:58
Czyli tak jak pisałem w felietonie, Linux ma być systemem dla “elitki” a nie dla szarej masy i o tą nie zamierzacie zabiegać. Skoro nie chcecie konkurować z MS to nie narzekajcie że ten ma monopol. Większość osób posiadających komputer nie jest świadomymi użytkownikami wiedzącymi czego oczekiwać od systemu tylko biernymi użytkownikami. Do nich nie trafi to, że Linux jest na większości superkomputerów. Nawet się tego raczej nie dowie. Narzekacie tu na monopol MS, na to że windows jest taki popularny jednocześnie uważacie że wasz system to system dla wybranych, dla tych którzy sami go odnaleźli i sami go wybrali, a ci którzy sami go nie wybrali nie są godni aby go używać. “
” mlody969
07/12/2009 o godzinie 15:21 Cytuj
Czyli jesteś kolejnym nauczycielem który myśli że jego przedmiot jest najważniejszy. Jesteś także kolejnym fanem Linuxa, który myśli że obowiązkiem użytkownika komputera jest posiadanie gruntownej wiedzy o jego działaniu. Drogi panie, od tego są informatycy. Tak jak babka idąca na siłownię nie musi zdobywać gruntownej wiedzy o zasadach treningu bo od tego są trenerzy. Tak jak od gruntownej wiedzy na temat samochodów są mechanicy którzy je naprawiają. A to, że ktoś się interesuje samochodami to tylko i wyłącznie jego hobby które nie obowiązuje wszystkich użytkowników samochodów. Kiedy wy to wreszcie zrozumiecie?
Mimo wszystko pozdrawiam pokolenie klikaczy windowsowskich “next, next, next, next, ok… Na niewiedzę ludzką (czyt. głupotę) nie ma lekarstwa.
O, proszę bardzo. Właśnie zostałem oskarżony o głupotę (czyt. obrażony) z tego powodu, że wybrałem system prostszy w obsłudze i nie jestem geekiem zainteresowanym zaawansowaną obłsugą (ort) komputera (co nie jest do końca prawdą). Sami stawiace (ort)takim podejściem mur przed ZU. Potem się dziwicie że zwykły człowiek którego nie interesuje działanie komputera wybiera windowsa a pingwina omija szerokim łukiem.
Nie zostałeś oskarżony o głupotę ty po prostu jesteś głupi. Tak czytam wszystkie twoje posty i pojęcia nie mam do czego zmierzasz, jaki jest cel twojego pisania, który kurewsko odbiega od tytułu artykułu.
Tu mi przychodzi do głowy pewien cytat z filmu Poranek Kojota :
” napchałeś sobie głowę jakimiś pierdołami o żabach i teraz na siłę próbujesz zainteresować tym innych”
Przecież nikt Cie nie zmusza byś korzystał z Linux-ów, więc odpier..l się.
Do tej pory nie wyczytałem i chyba nie wyczytam dlaczego nie przeszedłeś na tego Linuxa.
W zamian za to nadal coś tam sobie gdybasz i doszukujesz się w społeczności wolnego i otwartego oprogramowania czegoś w rodzaju sekty albo innego gówna.
Wiesz powiem tobie coś w tajemnicy tak naprawdę to jest grupa wtajemniczonych Linux-owców którzy walczą z tyrania i niesprawiedliwością M$. Wszystkich innych użytkowników różnych OS-ów traktują jak głupków i kretynów niegodnych nawet uruchomienia LIVECD. Codziennie modlą się do Wielkiego Pingwina o łaski i blue screen-y w winsosie. A co niedzielę składają ofiarę z dziewiczych i oryginalnych produktów M$, na wielkim Pingwinim ołtarzu. W ten sposób uwalniają zbeszczeszczone nośniki które trafiają do pingwiniego raju .
Moja historyjka i twój artykuł są tego samego poziomu. Ale moja jest przynajmniej głupia ale śmieszna :D:D
Ale jak już tak nie na temat się pisze to jeszcze na wiąże do tego co napisałem kilka linijek temu. Co do zmuszania wyboru oprogramowania. Na chwile obecną nie spotkałem się z tym żeby ktoś był zmuszony do prac a systemie Linux-owm (a jeśli nawet to bym to jeszcze zrozumiał jest darmowy i ogólnie dostępny ) co innego nasz Ukochany Winsos. Przytoczę tu dwa zdarzenia które niestety zmuszają użytkowników do korzystania z winsosa
1) Osoba prowadząca działalność gospodarczą która musi rozliczać się z ZUS drogą elektroniczną jest zmuszony korzystać z programu płatnik który jak na razie jest tylko na platformę Winsosa więc więc taki pracodawca jest zmuszony zakupić i używać Winsosa
2) A teraz prawdziwa historia jaka mnie ostatnio spotkała i zadziwiła. Kilka tygodni temu zobaczyłem w ofercie jednego z dużych sklepów laptopika średniej klasy mały zgrabny firmy Toshiba jego cena do jego zawartości wewnętrznej była niska na allegro ceny takiego lapka wahały sie w okolicach 2200 a kupiłem go za 1500 a nawet dwa :D:D. No ale przejdźmy do sedna .Laptop oczywiście posiadał system M$ Viesta :) po 2 tygodniach uruchamiał się dosłownie ponad 10min. Ale coś mnie jeszcze mnie zainteresowało przeglądając sobie warunki gwarancyjne lapka natrafiłem na punkt w którym jest napisane ze producent może odmówić naprawy sprzętu jeżeli jeżeli system operacyjny będzie inny niż zalecany. A zalecany to M$ Viesta :D Więc zadzwoniłem na infolinie M$ zapytać się czy na licencji Viesty mogę używać IKSpeka ze względu ze Viesta po prostu mi muli i chciałbym zainstalować starszy system operacyjny. Niestety pani odpowiedziała ze Licencja Viesty Home Basic nie może być wykorzystana wstecz za to mogę zakupić za 50% ceny winsosa Źeben(7)
No więc nic innego nie mogłem zrobić jak tylko wywalić Vieste i zostając tylko z ubuntu.
No to tyle
Pozdrawiam wszystkie winsosowe ofiary o raz Wielkiego Pingwina :D
Poprawiona wypowiedz powyższa się zlała z wypowiedzią młodego
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
” mlody969
12/12/2009 o godzinie 11:58
Czyli tak jak pisałem w felietonie, Linux ma być systemem dla “elitki” a nie dla szarej masy i o tą nie zamierzacie zabiegać. Skoro nie chcecie konkurować z MS to nie narzekajcie że ten ma monopol. Większość osób posiadających komputer nie jest świadomymi użytkownikami wiedzącymi czego oczekiwać od systemu tylko biernymi użytkownikami. Do nich nie trafi to, że Linux jest na większości superkomputerów. Nawet się tego raczej nie dowie. Narzekacie tu na monopol MS, na to że windows jest taki popularny jednocześnie uważacie że wasz system to system dla wybranych, dla tych którzy sami go odnaleźli i sami go wybrali, a ci którzy sami go nie wybrali nie są godni aby go używać. “
” mlody969
07/12/2009 o godzinie 15:21 Cytuj
Czyli jesteś kolejnym nauczycielem który myśli że jego przedmiot jest najważniejszy. Jesteś także kolejnym fanem Linuxa, który myśli że obowiązkiem użytkownika komputera jest posiadanie gruntownej wiedzy o jego działaniu. Drogi panie, od tego są informatycy. Tak jak babka idąca na siłownię nie musi zdobywać gruntownej wiedzy o zasadach treningu bo od tego są trenerzy. Tak jak od gruntownej wiedzy na temat samochodów są mechanicy którzy je naprawiają. A to, że ktoś się interesuje samochodami to tylko i wyłącznie jego hobby które nie obowiązuje wszystkich użytkowników samochodów. Kiedy wy to wreszcie zrozumiecie?
Mimo wszystko pozdrawiam pokolenie klikaczy windowsowskich “next, next, next, next, ok… Na niewiedzę ludzką (czyt. głupotę) nie ma lekarstwa.
O, proszę bardzo. Właśnie zostałem oskarżony o głupotę (czyt. obrażony) z tego powodu, że wybrałem system prostszy w obsłudze i nie jestem geekiem zainteresowanym zaawansowaną obłsugą (ort) komputera (co nie jest do końca prawdą). Sami stawiace (ort)takim podejściem mur przed ZU. Potem się dziwicie że zwykły człowiek którego nie interesuje działanie komputera wybiera windowsa a pingwina omija szerokim łukiem.”
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
Nie zostałeś oskarżony o głupotę ty po prostu jesteś głupi. Tak czytam wszystkie twoje posty i pojęcia nie mam do czego zmierzasz, jaki jest cel twojego pisania, który kurewsko odbiega od tytułu artykułu.
Tu mi przychodzi do głowy pewien cytat z filmu Poranek Kojota :
” napchałeś sobie głowę jakimiś pierdołami o żabach i teraz na siłę próbujesz zainteresować tym innych”
Przecież nikt Cie nie zmusza byś korzystał z Linux-ów, więc odpier..l się.
Do tej pory nie wyczytałem i chyba nie wyczytam dlaczego nie przeszedłeś na tego Linuxa.
W zamian za to nadal coś tam sobie gdybasz i doszukujesz się w społeczności wolnego i otwartego oprogramowania czegoś w rodzaju sekty albo innego gówna.
Wiesz powiem tobie coś w tajemnicy tak naprawdę to jest grupa wtajemniczonych Linux-owców którzy walczą z tyrania i niesprawiedliwością M$. Wszystkich innych użytkowników różnych OS-ów traktują jak głupków i kretynów niegodnych nawet uruchomienia LIVECD. Codziennie modlą się do Wielkiego Pingwina o łaski i blue screen-y w winsosie. A co niedzielę składają ofiarę z dziewiczych i oryginalnych produktów M$, na wielkim Pingwinim ołtarzu. W ten sposób uwalniają zbeszczeszczone nośniki które trafiają do pingwiniego raju .
Moja historyjka i twój artykuł są tego samego poziomu. Ale moja jest przynajmniej głupia ale śmieszna :D:D
Ale jak już tak nie na temat się pisze to jeszcze na wiąże do tego co napisałem kilka linijek temu. Co do zmuszania wyboru oprogramowania. Na chwile obecną nie spotkałem się z tym żeby ktoś był zmuszony do prac a systemie Linux-owm (a jeśli nawet to bym to jeszcze zrozumiał jest darmowy i ogólnie dostępny ) co innego nasz Ukochany Winsos. Przytoczę tu dwa zdarzenia które niestety zmuszają użytkowników do korzystania z winsosa
1) Osoba prowadząca działalność gospodarczą która musi rozliczać się z ZUS drogą elektroniczną jest zmuszony korzystać z programu płatnik który jak na razie jest tylko na platformę Winsosa więc więc taki pracodawca jest zmuszony zakupić i używać Winsosa
2) A teraz prawdziwa historia jaka mnie ostatnio spotkała i zadziwiła. Kilka tygodni temu zobaczyłem w ofercie jednego z dużych sklepów laptopika średniej klasy mały zgrabny firmy Toshiba jego cena do jego zawartości wewnętrznej była niska na allegro ceny takiego lapka wahały sie w okolicach 2200 a kupiłem go za 1500 a nawet dwa :D:D. No ale przejdźmy do sedna .Laptop oczywiście posiadał system M$ Viesta :) po 2 tygodniach uruchamiał się dosłownie ponad 10min. Ale coś mnie jeszcze mnie zainteresowało przeglądając sobie warunki gwarancyjne lapka natrafiłem na punkt w którym jest napisane ze producent może odmówić naprawy sprzętu jeżeli system operacyjny będzie inny niż zalecany. A zalecany to M$ Viesta :D Więc zadzwoniłem na infolinie M$ zapytać się czy na licencji Viesty mogę używać IKSpeka ze względu ze Viesta po prostu mi muli i chciałbym zainstalować starszy system operacyjny. Niestety pani odpowiedziała ze Licencja Viesty Home Basic nie może być wykorzystana wstecz za to mogę zakupić za 50% ceny winsosa Źeben(7)
No więc nic innego nie mogłem zrobić jak tylko wywalić Vieste i zostając tylko z ubuntu.
No to tyle
Pozdrawiam wszystkie winsosowe ofiary o raz Wielkiego Pingwina :D
Wydaje mi się że używasz linuxa i nawet o tym nie wiesz. To że na hoście masz Windowsa nie oznacza że nie korzystasz z linuxa. Jeżeli masz coś wspólnego z ekonomią to zastanów się ile by kosztował zwykły domowy router dostępny za 100 zł. gdyby musiał pracować pod Windowsem ? Licencja co najmniej serwerowa. Kwestie wpływu monopolu na konsumenta chyba ekonomiście nie trzeba wyjaśniać ? Microsoft swoją pozycję osiągnął w niezbyt czysty sposób. Ledwo wybronił się od podziału.
Komunizm to produkt Wiosny Ludów i jak słynny manifest pary M&E pojawił się w 1848… Nigdy nie zostały opracowane jego teoretyczne podstawy, szkice ekonomiczne Marksa to nie to samo a Kapitał to podręcznik dla jego kolegów z Banku… we wczesnej fazie rozwoju komunizm został “ujarzmiony” przez Stalina, który zrobił z tej utopii osobisty folwark, wyrzynając wszystkich – których mógł – przeciwników politycznych, w tym komunistów…
Jak wszystkie utopie Linux musi przejść przez fazy rozwojowe. Obecnie Canonical “dopracowuje” kolejne wersje Ubuntu i robi to dobrze acz ze zmiennym szczęściem. Daje to wielu ludziom szansę na używanie taniego sprzętu w niedrogi sposób. Laptop na którym piszę tę odpowiedź to Toshiba z 2002 roku i dzięki Ubuntu działa bardzo dobrze.
Co wcale nie znaczy, że w swojej krytyce fanatyzmu nie masz racji!
Obawiam się że krytykując fanatyków wywalisz Linuxa na śmietnik, jak przysłowiowe dziecko z wodą po kąpieli… :-(
Fanatyzm i nadużycia są chore i nie jest ważne czy mówimy o ekonomii, religii, czy w końcu o komputerach.
Łączę pozdrowienia
Witam. Jestem, jak niektórzy twierdzą “łindołsiarzem – tak dla jasności. Dlaczego? Powód jest banalnie prosty. Pierwszy komputer jaki posiadałem miał zainstalowany W98 i tak się to ciągnie… W tym roku kupiłem laptopa z zainstalowaną Vistą. Wszystko pracuje tak jak należy: nie mam problemu z dostępem do internetu, programy biurowe (użytkowane przez moja firmę, znajomych – otwieram na każdym kompie) działają poprawnie, drukarka, skaner, aparaty fotograficzne aby poprawnie współpracować z kompem nie potrzebują dodatkowych działań z mojej strony – tylko podłączenie do odpowiedniego gniazda. Można by tak mnożyć w nieskończoność. Kiedyś, tak z ciekawości chciałem doinstalować dodatkowo na komputerze Mandrive – ze względu na podobno łatwość instalacji dla “łindołsiarzy”(nie pamiętam niestety która to była edycja). No i się zaczęło… Pojawił się problem z dźwiękiem, bo.. coś tam, coś tam… Drukarka… także potrzebowała czegoś więcej. Najgorsze, że nie mogłem połączyć się z internetem. Dobrze, że obok miałem drugiego laptopa!
Nie mam czasu bawić się w poszukiwanie jakichś dodatkowych aplikacji aby sprzęt działał poprawnie, jestem ZWYKŁYM UŻYTKOWNIKIEM. Nie ma dla mnie znaczenia, czy jest tam logo kolorowego okienka, czy tez pingwina. Potrzebuję jedynie sprawnie działającego kompa, na którym będą działały wszystkie potrzebne mi programy – głównie Office (komputer służy mi przede wszystkim do pracy) (niestety Open Ofice nie do końca mi odpowiada, np. prezentacje przygotowywane w oprogramowaniu MS są graficznie ciekawsze). Jeżeli okaże się, że “szlag” trafił system, potrzebuję sprawnej instalacji – klikniecie “next”. Nie ma tu znaczenia cena (dlaczego krytykowany jest głównie Windows a nie system spod znaku jabłuszka – to jest dopiero drogie!!! Czy moje oczekiwania są dziwne?
Fanatyzm, w którąkolwiek stronę skierowany jest zupełnie niepotrzebny. Krytykowanie dla zasady – bo ma takie a nie inne logo – … nie będę komentował. Jeżeli doczekamy czasów, kiedy to instalacja i obsługa systemu Linuksowego, dla takiego laika komputerowego jak ja, nie będzie sprawiała jakichkolwiek problemów, to z przyjemnością przesiądę się na którąś z dystrybucji. Tylko którą?! Pozdrawiam.
1. Jeżeli nie przechodzisz ani nie używałeś, to czemu porównujesz, co z czym?
2. Stanowi.
3. Jest.
3. Nie jest utopijną ideą system, który działa. W przypadku zamkniętego kodu firma może liczyć tylko na siebie, w przypadku modelu open source rzeczywiście firma do dyspozycji setki tysięcy programistów a przynajmniej programiści IBM-a mogą liczyć na programistów Novella. Załatany GNOME to załatany każdy używający go Linux, każdy Unix, Firefox GUI MPlayera etc.
3. I to jest najciekawsze, TYLKO na Windowsa, nawet prawdziwie uniksowe malware, jak wstrzykiwanie kodu na strony, ma za cel ostateczny atak na maszyny windowsowe. Są różne Uniksy, Solarisy, QNX-y, Linuxy ale atakowalny automatycznie jest tylko jeden system. Może czas przyznać, że jest źle napisany? Może czas przyznać, że atakowane jest najsłabsze ogniwo?
4. POPULARNY!!! Codziennie, wielokrotnie korzystacie z usług Linuksów i BSD ale OCZYWIŚCIE ONE NIE SĄ POPULARNE. Gdzie ta lawina… a przepraszam jest lawina… w statystykach naprawionych błędów Firefoksa…
5. Zatem twierdzisz, że Sun zatrudniał domorosłych informatyków. Ciekawa teoria.
6. Pewien zdenerwowany reklamą, że tym razem, wbrew tradycji, to już udany system, pan, niespecjalnie związany ani z Sunem ani Canonical ani z czymkolwiek, wyraził publicznie swoją opinię.
7. Zapomniałeś dodać, że oprogramowanie open source jest do de, bo ma numerki 0.0.2 albo 0.8.9 i w związku z tym jest wieczne beta i nie działa… To taka konwecja jest. Dla mnie lepsza niż nazywanie tą samą przez MS 2ch zupełnie różnych produktów albo wymyślanie nazw zabierających 2 linijki textu. Sprawa gustu. Ja lubię ochry malarstwa naskalnego i kolory starych książek i tak mam ustawiony Gnome.
8. Mnogość dystrybucji… co najmniej 12 edycji wspieranych Windowsa, sam Win 7 jest w 12 wersjach!!! Co ciebie mogą na biurku obchodzić specjalistyczne edycje linuksowe bramek telekomunikacyjnych, firewalli, antywirów czy do testów penetracyjnych? Niech przeciętny ZU spyta sie kolegi albo wejdzie na stronę Della i kupi komp z preinstalowanym Ubuntu, gdzie wszystko działa i nie zawraca …
9. A przyczyną niepopularności Saaba jest nieprodukowanie Opli?
10. “Na przykładzie przedstawionej wyżej zasady” – Sorry ale nie pokazałeś żadnych faktów, nie przedstawiłeś żadnej tezy ani nie przeprowadziłeś jej dowodu. Przedstawiłeś kilka zasłyszanych opinii.
11. Wersje są bez znaczenia, w odróżnieniu od standartów i oto idzie największa walka między zamkniętym (ze szczególnym uwzględnieniem) a otwartym oprogramowaniem i jak uczą losy IE jest do wygrania.
12. A weż nie pie…, tylko zadzwoń do MS o wsparcie. MS odeśle cię do producenta a producent do supermarketu.
13 Za każdym produktem jest ideologia. Dlatego mieszkając w murownym domu używasz niemieckich słów lub słów zapożyczonych przez niemieckich majstrów z łaciny. Mur, dom, dach, laubzega, waserwaga…
14. “Mój Windows XP jest w miarę stabilny” – Qrczak, ja rozumiem, gdybyś używał Win 7, który to i owo “ma od dawna” ale mówienie użytkownikowi Linuksa, że XP “PO PROSTU DZIAŁA” to nie jest niewiedza a bezczelność.
15. „pan informatyk czy tylko Windows?” Od czasu LSE dowcip nabrał na złośliwości. Przypominają mi się nieśmieszne dowcipy windziarzy o linuksiarzach. Tak nieśmieszne jak dowcip o organiście z cerkwi. W cerkwi nie ma organisty.
16. Poprawki zchodzą same, podstawowe sterowniki wchodzą same, W.I.N.E is not an emulator.
17. O “stallmaniźmie”: Pisanie otwartego oprogramowania jest wielkim biznesem a produkowanie działających pod Win98 a niedziałających pod XP drukarek jest nie wiem czym. Ja kupuję działające. Idę do supermarketu, kupuję, podłączam i działa.
18. A jaki jest twój główny argument? Jakikolwiek.
Powyższe nie jest dyskusją z artykułem, bo nie wiem z czym miałbym dyskutować, tylko naprostowaniem paru przytoczonych obiegowych opinii i anegdot, nie wszystkich bo na sekciarstowo i komunizm nie mam siły i kieruję do Wikipedii.
Sekciarz z sekty działających drukarek
….
@Woockash: Ach, ach, męczennicy Windy się odezwali.
@tomaszk: Mam niejakie wyobrażenie, że autor wyobraża sobie, że w open source każdy mnoże wejść na stronę projektu i go zepsuć.
@Qbol: Też tego przestrzegam w pierwszym rzędzie, ze względu na kolegów windziarzy używać programów wieloplatformowych.
@piotrekp: Robiłem łopatą. Są dobre i złe łopaty. Są różne łopaty do różnych prac i trzeba umieć je używać.
@mlody969:
Liczba załatanych błędów świadczy o ilości załatanych błędów a nie o problemach z bezpieceństwem. O twojej “opinii” mogę powiedzieć: Wyszło szydło z worka.
“Przykład NASA czy super komputerów jest chybiony.” Nie jest chybiony, czas, po “argumentach” z AutoCAD-em i Photoshopem, i z tym “argumentem” się rozprawić, to że Linux mieści się i na farmie serwerów i wegarku świadczy za nim za jego skalowalnością, przystosowywalnością i otwartym kodem.
@Kuba: “Autor tekstu na początku przedstawia siebie jako obiektywnego obserwatora i twierdzi że chce wskazywać błędy a “nie mieszać z błotem” Linuksa i środowisko open source.” Ot takie blabla k poddierżanii razgawora. Nie wziąłeś się chyba na to?
@Sławek: Oczywiście, że zgodność między dystrybucjami Linuksa jest duża. Stery nVidii napisane raz a dobrze chodzą pod każdym a nie, że pod Linuksem XP chodszą a pod Linuxem Vista za Chiy (dowcip).
Będzie tego.
I od tej strony teżmnie wymęczyła dyskusja. No i Ff chce się zaktualizować
@młody969: “Chrome OS ma przed sobą duże szanse. I to nie dlatego, że ludzi nagle olśniło jakie to jądro Linux jest dobre i jakie korzyści niesie za sobą wolne oprogramowanie, ale dlatego że wprowadzi ten system największa internetowa firma na świecie.” – A już myślałem że przez “dobrą marketingowo” nazwę. A co zrobi wtedy największa nieinternetowa firma na świecie . Pultasz się.
@sylkis: Dzięki, że zwróciłeś uwagę “autorowi”, że system Żwawe Cóśŧam nie istnieje i nie istnial.
@poltiser: A co ma do jasnej Linux z komunizmem?
Kilka uwag z drugiego końca.
@suse1: Autor ma na myśli, że intuicyjną osługę firewalla windows wyssał z mlekiem matki.
@piotr:
Mam znajomych windziarzy i linuksiarzy. Sam jestem linuksiarzem i wszystko mi działa(kamerka Creative Vista Cośtam w winy Ubuntu mi padała – z winy Ubuntu bo pod Debianem no problem), od wiosny 2007 mi działa, oprócz kilku starych gratów, które mi nie działały i które stopniowo wymieniłem na nowe od tych samych producentów i działają. Prześladuje mnie pech, co nie kupię działa. I co nie zrobię – RAID też działa. Office nie wiem, Paweł Wimmer na swoim blogu pisze, że MSO on-line na linuksie na firefoksie działa.
Jak tobie wszystko działa na fabrycznym Win to po co chcesz to zmieniać? Żeby narzekać? Chore.
trochę prowokujący ten tekst, mam wrażenie że mało pracujesz na tym windowsie-”komputer ma działać i już “-ten tekst mnie najbardziej rozbawił, a co w windowsie działa-stabilnie? mógłbyś dorabiać w kabarecie, niektóre twoje zarzuty są słuszne-jeżeli chodzi o mnogość dystrybucji, wsparcie producentów sprzętu, a jeżeli chodzi o moje zdanie odnośnie systemów to jak masz kasę to zdecydowanie mac osx, jeżeli nie to polecam linuxa-np .ubuntu, a jak masz dużo czasu, za małe ciśnienie to zainstaluj sobie windowsa, tak się składa że pracuję na tych 3 systemach i staram się oceniać obiektywnie…
Hę… ale wersje LTS są rzadziej w tym czasie wersja LTS to Hardy oraz za pół roku Lucid!
Mam wrażenie, autor tekstu się przewrócił i uderzył. Linux kiedyś faktycznie był systemem, tylko dla zaawansowanych, ale teraz korzystając z Ubuntu (innych nowych dystrybucji zbytnio nie znam) wystarczy go zainstalować i od razu działa.
W dzisiejszych czasach potrzebne rzeczy dla użytkownika komputera to: przeglądarka www, pakiet biurowy, komunikator i odtwarzacz muzyki i filmów.
w Linusie jest to od razu i nie trzeba nic pobierać, a przyuważyłem, że dla wielu ludzi problemem jest znaleźć stronę z programem i ściągnąć odpowiednią instalke, nie wspominając o uruchomieniu instalki.
Więc wcale nie jest tak że w windowsie wszystko zawsze działa, i nigdy nie nawala. Każdy system ma swoje wady i zalety, ale ja wybieram tek który instaluje się szybciej niż włącza się instalka windowsa.
Witam
Jestem informatykiem w firmie zajmującej się obsługą IT małych firm. Pracuję niemal wyłącznie na Windows – od 2000 do server 2008. W domu mam na kilku PC Ubuntu i Windows – i nie mam żadnych uprzedzeń do Linuxów. Ale dla 99,99% moich klientów instaluję Windows.
Dlaczego ?
Ponieważ pod Linuxami nie działa Płatnik, SubiektGT, oprogramowanie do komunikacji z smartfonami WM6 i BlackBerry + MS Exchange itp. Krótko mówiąc – nie poprowadzisz w Polsce na Linuksie (desktop) firmy. Nie chodzi tu o serwery, ale właśnie o klienta końcowego.
Swego czasu był wielki bój o Janosika – niestety, zostały po nim tylko puste słowa….
Ktoś powie “LeftHand czy SmallBiznes działa na Linuxie”, ale to margines użytkowników (z różnych względów). Jeżeli weźmiemy ranking oprogramowania sprzedaż-magazyn-KPiR, okaże się że praktycznie NIC popularnego w firmie nie idzie uruchomić pod Linuxem (aby działało stabilnie i bez naruszania licencji MS). To jest podstawowy powód małej popularności – jeżeli ktoś może mnie wyprowadzić z błędu – bardzo proszę.
Następne 2 powody to: “w szkołach na informatyce uczymy się o Windows, a nie Linux” oraz “90% gier jest produkowanych na Windows, a ja umiem tylko włożyć płytę i naciskać OK (bo tyle mnie nauczono w szkole – pod Windowsem)”
Kiedyś wierzyłem, że w ramach programu “tanie państwo” administracja rządowa i edukacja przejdą na darmowe oprogramowanie… Ale to już temat na inną dyskusję.
Pozdrawiam
Archeo
A wy ciągle z tą swoją stabilnością. Naprawdę ZU łatwiej jest raz na jakiś czas wcisnąć reset niż się szarpać jeżeli coś przestanie dobrze działać.
Tak, firefox, open office, gimp – super. Ale szkoda że dźwięk nie działał ot tak po prostu tylko aby go uruchomić musiałem przeszukiwać fora, grzebać w konsoli i kopiować jakieś skrypty. Wiem, że Ubuntu jest już działającym podstawowym pakietem. Wiem żę większość rzeczy robi się automatycznie. Tylko jest jeden problem – jak coś przestaje działać automatycznie to
… jak coś przestaje działać to przeciętny nieobeznany użytkownik sobie prawdopodobnie nie poradzi albo będzie trwało to zdecydowanie dłużej
Wydaje mi się, że znakomita większość komentarzy przeciw zdaniu autora skupia się na nieistotnych szczegółach, a przekaz jaki niosą to “jesteś gówniarz i gówno się znasz na systemach”.
Hmm… wg mnie mlody969 ani razu nie stwierdził, że jest jakimś znawcą a artykuł jest o łatwości obsługi porównywanych systemów dla PRZECIĘTNEGO użytkownika (który nie musi znać się na żadnym systemie). Wiele osób jako tako orientuje się w obsłudze komputera, ale to nie znaczy, że chce im się spędzać pół dnia na forach w poszukiwaniu rozwiązania ich problemu. Bo niby dlaczego mają to robić jeśli komputer ma im służyć do pracy czy rozrywki?
mlody969 – nie z wszystkimi Twoimi argumentami się zgadzam, ale z tym o “elitarności” na pewno – wielu młodzieńców ślepo broni linuxa. Wplatanie w to jakiejkolwiek ideologii jest bez sensu, i ze strony autora i ripostujących.
Pozdrawiam
Wplatanie w dyskusje o IT jakiejkolwiek ideologii z pewnością jest bez sensu, co nie zmienia faktu, że bardziej niż o ideologię idzie tu o politykę i o to kto, komu i dlaczego bardziej ością w gardle stoi. Windows użytkownikom Linuksa? Jedni maluczcy przeciwko innym? Śmiem wątpić. Linuksa można nie lubić, krytykować, psy na nim wieszać, jeżeli nie ma się nic lepszego do roboty, co nie zmienia faktu, że w rzeczywistości zdominowanej przez Wielkich Silnych Potentatów narobił (i skutecznie nadal robi i oby tak było jak najdłużej) sporo zamieszania, bo okazał się alternatywą (i to dobrą) dla tych, którzy nie przyjmują do wiadomości zasad dyktowanych przez MS, czy korporacyjny światek jako taki. I tu jest cały ból. Im bardziej drakońskie będą prawa licencyjne, im częściej użytkownik będzie słyszał, że wolno mu lub nie instalować system (pardon: zakupiony nośnik z wydzierżawionym łaskawie pozwoleniem na użytkowanie systemu) na takim a nie innym komputerze, tym potencjalnie więcej osób się zniesmaczy, jeśli zrozumie, że są robieni w balona i to za grube pieniądze. Inne opcje istnieją, Linux procentowo jest bodaj najsilniejszą, na domiar wszystkiego rozwijany jest aktywnie przez sporą ilość ludzi, a to musi boleć tych, którzy starają się wmówić reszcie świata, że obyć się bez nich nie można. A można. BTW: pamięta ktoś może słynną ongi wypowiedź Billa G., tak sprzed lat bodaj dwóch, może trzech? Że nie każdy musi mieć w domu super wypasiony komputer i jeden na pół wioski starcza? Przepraszam, za brak źródła krypto cytatu, ale ta złota myśl utkwiła mi w pamięci jako kwintesencja sposobu myślenia, którego nie lubię, a podług którego wiedza jest władzą i kto ma jej więcej ten rządzi innymi. Sorry, ja w to nie gram.
I jeszcze trochę a propos powyższego felietonu: stawiam na nogi komputery zarówno z Windowsem, jak Linuksem. Najzabawniejsze jest to, że większość użytkowników Windowsa wpada w czarną rozpacz, kiedy “coś” nawala. (”Coś” to najlepsze określenie na wszystko, od kabla sieciowego po procesor.) I tu zdycha jak pies pod płotem mit o łatwości vs. trudności w posługiwaniu się którymkolwiek z systemów. Nie piszę o tym z pogardą dla kogokolwiek, lecz raczej by uświadomić, że użytkownik jakiegokolwiek systemu nie musi być specjalistą w dziedzinie IT. Ma rację autor stwierdzając, że komputer stał się równoprawnym “meblem” w domu do odkurzacza czy pralki. Ale dalej jego racje się kończą. Naprawy odkurzacza sam też nie muszę umieć dokonać. Od tego są inni, których można poprosić o pomoc. Mogę się wszakże nauczyć, jeżeli zechcę. W świecie Linuksa (przynajmniej w niektórych jego rejonach) zasady wzajemnej pomocy są na tyle powszechne, że nawet bardzo początkujący, a obdarzony dobrymi chęciami i pewną dozą samozaparcia do radzenia sobie samemu, ją znajdzie. W tym drugim światku bywa różnie. Piszę: bywa, bo jak zawsze wszystko od jednostek zależy.
A spór jako taki? Proszę wybaczyć, ale trochę histeryczny. Masz wybór to go dokonaj. I tyle.
Z pokojowym pozdrowieniem dla wszystkich :)
Piszę ten post na Ubuntu 9.10. Zainstalowałem go na próbę, zobaczyć co się zmieniło od czasu poprzedniej instalacji tego systemu rok temu.
Powiem tak: zmieniło się niewiele.
Flash jak nie chodził tak nie chodzi jak powienien, tzn tnie i “klatkuje” po otworzeniu już 2, 3 zakładek w przeglądarce.
Rhythmbox jak nie miał tak nie ma korektora.
Będąc na wakacjach porzez telefon Samsunga się nie połączę z internetem bo nie ma do niego sterów a Open Office linuxowy nadal jest niekompatybilny z Open Office’m na Windows…
Do czego piję??
Ano wielu sobie pomyśli że pisze tu kolejny krytyk Linuxa. Otóż nie do końca. Linux jest ciekawym systemem z naprawdę wielkim potencjałem i interesuję się nim. Nie lubię Microsoftu za przekręty jakich się dopuszczał i dopuszcza. Systemy tej firmy nie są doskonałe, ale…..
Wspomniałem o Flash’u. Najprawdopodobniej to wina ADOBE a nie Linuxa że tak działa a w zasadzie praktycznie nie działa. Faktem jest że niezależnie od tego ja poprostu często korzystam z YouTube i lubię odpalić sobie kilka zakładek z filmikami (ot chociażby żeby się zbuforowały) i niestety szlag mnie trafia jak widzę wydajność tego komponentu na Linuxie (otworzenie 10 zakładek na YT pod windows i tegoż samego w końcu Firefoxa nie powoduje najmiejszego mulenia).
Co do Rhythmboxa, projekt ma już kilka lat i program ten jest prawie doskonały. Niestety tylko prawie. Brak equalizera w dobrym (poza brakiem owego EQ) programie eliminuje go w zasadzie z automatu. Może się on nie przydać użytkownikom minisystemów i zewnętrznych equalizerów ale jeśli ktoś przywiązuje wagę do jakości brzmienia muzyki i eliminuje zbędny sprzęt albo porostu słucha przez słuchawki nie obędzie się bez tego elementu! Projekt Gnome i Rhythmbox nie istnieją od wczoraj żeby nie mógł się w nim znajdować porządny equalizer! Pozostałe programy do muzyki poprostu się albo sypią albo nie mają innych ważnych funkcji (poza Amarkok’iem który już zaburza swoją obecnością jednorodność środowiska Gnome a pozatym ostanio upodobnił się interfejsem do iTunes który mi się nie podoba).
Wspomiałem o internecie. Niestety w kwestii sterów do tego typu sprzętów to jest tragedia. I choć znów to nie wina Linux’a ostatecznie brak steru do tego telefonu (i praktycznie całej reszty) pozbawia mnie łączności na urlopie z internetem.
Następna sprawa: Ktoś kto narzeka (słusznie bądź co bądź) na to że są problemy z otwieraniem dokumentów napisanych w nowszych wersjach MS Office’a na starszych jego wersjach niech spróbuje otworzyć prezentację utworzoną na Linux’owej wersji Open Office’a w systemie Windows na (niby) tej samej wersji Open Office’a. Wiadomo od dawna że Oo na Linux’a nie jest kompatybilny z Oo na Windows co jest kompletnym absurdem i jakimś koszmarnym nieporozumieniem!!!!
Podsumowując. Nawet jeśli Linux jest dobrym systemem i ma aspiracje to niestety wykańczają go takie absurdy jak wspomiałem powyżej. Linux “ma talent” do wykańczania sam siebie w oczach niezdecydowanych użytkowników ze względu na detale ale paradoksalnie bardzo istotne detale. To wręcz zakrawa na ironię!!
I jeszcze raz zwracam uwagę że nie wszystkie problemy są winą twórców Linuxa ale liczy się w końcu efekt ostateczny (nie istotne z jakiego powodu nie ma steru do kamerki na przykład, istotne jest że go nie ma). I o ile też zbywam argumenty typu że brak jest Photoshopa czy Autocada na Linux’a o tyle jest faktem że natywne programy na Linux’a są poprostu NADAL kiepskie… :(
O stabilności Linux’a (i jego aplikacjach) powiem tylko tyle że nic się nie zmieniło, częściej widzę raporty o błedach i zwiechy na Linux’ie niź Windowsie….
Rozumiem że jeśli chodzi o sterowniki to można prosić, żebrać czy cokolwiek a jak firma sie uprze to ich nie udostępni (czy choćby specyfikacji) i trudno, Adobe nie zrobi Photoshopa na Linux’a to trudno ale jeśli Sun robi pakiet biurowy (niby identyczny!) na Windows i Linux’a a mimo to nie są komatybilne to już są normalnie JAJA robione z ludzi! Bo chyba na chłopski rozum biorąc, idea instalowania Open Office’a na Windows i wymianiania dokumentów między nim i Linux’em jest oczywista i logiczna.
Apropos bezpieczenstwa Linuxow – nie tak dawno Londynska Gielda Paierow Wartosciowych zrezygnowala z oprogramowania Windows i przeszla na rozwiazania Linuxowe – chodzi tu o serwery obslugujace cala gielde (transakcje, itp) – biliony funtow / euro / dolarow obrotu rocznego.
Gdyby rzeczywiscie systemy Linuxowe byly tak latwe do shakowania (a przynajmniej tak samo latwe jak Windows) instytucja taka jak Gielda Londynska nie zawracalaby sobie glowy Linuxem i pozostala przy Windowsach.
Wiec jesli chodzi o bezpieczenstwo systemu i jego podanosc na roznego rodzaju trojany oraz spyware argument autora jest zupelnie nietrafiony. To wlasnie ze wzgledu na bezpieczenstwo, bezawaryjnosc, niezawodnosci i stabilnosc dzialania ponad 90 % serwerow (zwlaszcza obslugujacych internet) pracuje w oparciu o Linux lub Unix – cena ma znaczenie drugorzedne.
Nie twierdziłem że jest łatwy do shakowania
Nie twierdziłem że jest podatny na trojany.
Ja po prostu uważam że gdyby hackerzy skupili się na linuxie to by przestał być taki bezpieczny jak się obecnie go promuje.
To się zgadza. Tylko że wszelkie większe firmy mają swoich informatyków więc mogą sobie Linuxa dowolnie przerobić pod własne potrzeby i odpowiednio skonfigurować. A ja pisałem o używaniu Linuxa przez ZU – Zwykłego Użytkownika.
Czy Linux jest stabilny? Ano jest. Czy jest bezpieczniejszy od windowsa? Też jest. Tylko co z tego przyjdzie ZU który będzie się musiał męczyć z wine aby odpalić jakiś popularny program?
Naprawdę ten argument o serwerach pracujących na linuxie czy londyńskiej giełdzie powtarzany po raz setny w dyskusji o zastosowaniu dla domowych komputerów staje się już nawet nie śmieszny a żałosny