Dlaczego użytkownicy Ubuntu powinni troszczyć się o Debiana

Dystrybucja Ubuntu Linux opiera się na bogatej historii i głębokich korzeniach Debiana. Artykuł ten wyjaśnia, dlaczego Debian wciąż tyle znaczy i nadal kształtuje wspólną historię i wzajemne losy tych dwóch popularnych dystrybucji Linuksa.

two_penguins2

Dystrybucja Ubuntu przyciąga szerokie grono miłośników Linuksa i zaczyna nadawać nowe kierunki wśród użytkowników komputerów. Chociaż Ubuntu jest stosunkowo nowy, to opiera się na bogatej historii i głębokich korzeniach czcigodnego projektu Debiana, jednej z najstarszych i najbardziej wpływowych dystrybucji Linuksa. Losy dwóch popularnych odmian Linuksa są tak nierozerwalnie związane, jak ich historie.

Mimo, że Debian jest niezwykle ważną częścią przeszłości Ubuntu i będzie nią w przyszłości, wielu nowych użytkowników Ubuntu wie niewiele na temat korzeni Ubuntu i charakteru stosunków między tymi dwoma dystrybucjami. W odpowiedzi na liczne maile, które otrzymałem od ciekawych nowości czytelników, którzy używają Linuksa i Ubuntu, oferuję własne spojrzenie na znaczenie Debiana i rolę, jaką odgrywa w ekosystemie Ubuntu.

Witam w historii klasy.

Debian: silne fundamenty, kilka pęknięć

Debian, który został założony przez Iana Murdocka w 1993 roku, oferuje kilka istotnych zalet w porównaniu z konkurentami. Jest bardzo potężnym systemem zarządzania pakietami i ma bogaty wybór dostępnego oprogramowania. Ostatnie dane pokazują, że w najnowszej stabilnej wersji posiada ponad 20000 pakietów w głównym repozytorium i prawie 30000 w najnowszej niestabilnej wersji rozwojowej.

Innym ważnym czynnikiem, który odróżnia Debiana od wielu innych dystrybucji jest jego silne filozoficzne zaangażowanie i społeczność zorientowana na model rozwoju, które są skodyfikowane w „Umowie społecznej Debiana” i w „Wytycznych Debiana dotyczących Wolnego Oprogramowania”. Debian jest dostawcą neutralnych i wysokich standardów przejrzystości i demokratycznej kontroli.

Pomimo, że Debian oferuje cenne zalety, podział ten ma poważne słabości, szczególnie w wydaniach desktopowych. Jego długie cykle rozwojowe – z wydań co dwa lub trzy lata – dają mały wybór dla użytkowników, którzy chcą mieć najnowsze oprogramowanie.

Debian jest oferowany w trzech różnych wersjach: wersji stabilnej, testowej i niestabilnej. Wersja stabilna jest powszechnie używana na serwerach, ale wielu użytkowników komputerów typu desktop przechodzi na rzecz testowych lub niestabilnych wersji, ponieważ te zapewniają najnowsze pakiety. Niestety, nie ma gwarancji, że testowa lub niestabilna wersja będzie w pełni funkcjonalna w danym momencie, a użytkownicy muszą czasem walczyć z niespodziewanymi awariami.

Spory ideologiczne w Debianie są również niekiedy przeszkodą niż kapitałem na przyszłość. Przywiązanie projektu do demokracji i zamierzony brak silnego scentralizowanego przywództwa czasem utrudnia podjęcie właściwej decyzji i przyczynia się do ogólnego braku kierunku. Wysiłki na rzecz rozwoju mogą być osłabione lub wypaczone przez niekończące się nietechniczne spory ideologiczne w danych zagadnieniach.

W przeszłości niektóre z dysfunkcyjnych aspektów debianowskiego modelu zarządzania doprowadzały do alienacji uczestników i zmuszały do rezygnacji z projektu na wyższym szczeblu. Inne dystrybucje nie są uodpornione na tego rodzaju problemy, ale przenikanie silnych ideologicznych wyroków skazujących do społeczności Debiana, czyni go na to szczególnie podatnym.

Ubuntu: budowanie gór poprzez zapełnianie luk

Dystrybucja Ubuntu Linux pierwotnie pojawiła się w 2004 roku, pod silnym przywództwem południowoafrykańskiego przedsiębiorcy Marka Shuttlewortha, jako pochodna Debiana. Raison d’etre projektu Ubuntu, który został opracowany w drodze współpracy między wysiłkiem firmy Canonical Marka Shuttlewortha i społeczności programistów-wolontariuszy, jest dostarczenie nowoczesnej dystrybucji Linuksa, która jest prawdziwie konkurencyjna w systemach desktopowych i nadaje się do odbiorców głównego nurtu nietechnicznego.

Ubuntu kładzie duży nacisk na łatwość użytkowania i opiera się na konsekwentnym cyklu wydawniczym. Każda nowa wersja jest wydawana jako tzw. clockwork, co sześć miesięcy według gotowego i dostępnego harmonogramu. Gwarantuje to, że projekt nigdy nie będzie w stagnacji lub nie będzie pozostawiał użytkownikom przestarzałego oprogramowania. Harmonogram jest połączony i ściśle powiązany z projektem GNOME, środowiskiem graficznym, które tworzy rdzeń doświadczalnego oprogramowania Ubuntu. Ubuntu jest zazwyczaj wydawane jeden miesiąc po nowej wersji GNOME.

Narodziny Ubuntu nie były jednorazową zasługą Debiana. Obie dystrybucje nadal są ściśle związane, a również znaczna część pakietów Ubuntu jeszcze pochodzi bezpośrednio od autorów Debiana. W najwcześniejszym etapie każdego cyklu rozwoju Ubuntu, nowe i zaktualizowane pakiety są automatycznie importowane do Ubuntu z Debiana unstable. Proces importu odbywa się w stałym trybie aż do daty zamrożenia wersji, tzw. ImportFreezeDate, która zwykle łączy się z wydaniem alfy Ubuntu. Po tej dacie, pakiety w Ubuntu są wyselekcjonowane i przetestowane w takim stopniu, aby zapewnić wyższy poziom niezawodności i solidności przed podjęciem ostatecznej wersji.

Gdyby obejrzeć przez obiektyw związek Ubuntu z Debianem, to Ubuntu można by potraktować jako serię zdjęć Debiana unstable, które zostały „wypolerowane” do ogólnego użytku. Na samym szczycie tej debiano-pochodnej fundacji, deweloperzy Ubuntu umieścili uproszczenie instalacji oraz sprawienie dystrybucji łatwiejszej do użycia w komputerach typu desktop.

Ubuntu posiada przyjazny dla użytkownika instalator Live CD, który dostarcza kompletne środowisko po wyjęciu z opakowania i nie wymaga od użytkownika wybierania poszczególnych pakietów lub dokonywania innego wyboru. Ubuntu zawiera także narzędzia, które pomagają automatycznie zainstalować i skonfigurować sterowniki własnościowe dla sprzętu, kodeki i inne składniki dla poszczególnych użytkowników. W pełni funkcjonalną platformą desktopową po wyjęciu z opakowania czyni też Ubuntu niewielka potrzeba dodatkowych ustawień lub ręcznej konfiguracji w większości środowisk.

Ubuntu jest poprawą na wiele sposobów, ale nadal Debian oferuje pewne korzyści. Jedną z wad czasowej strategii nowych wydań Ubuntu jest to, że czasami aktualizacje przydatnych pakietów nie dokonują przełomu. Odnawialny model aktualizacji Debiana unstable zapewnia, że zawsze zawiera on najnowsze pakiety, aczkolwiek bez żadnych gwarancji stabilności. Inną ogromną zaletą Debiana jest to, że wspiera wiele architektur, a Ubuntu oficjalnie obsługuje jedynie standardowe komputery i ARM.

Tarcie

Ubuntu nadal zależy w dużym stopniu od składników Debiana na wiele sposobów, ale stosunki między obu dystrybucjami nie zawsze były pozytywne. Wczesne sukcesy Ubuntu wprowadzały pewne odkształcenia na jego więzi z Debianem i doprowadzało to do oskarżeń o pasożytnictwo i nieodpowiednią wzajemność. Społeczność Ubuntu z biegiem lat poczyniła znaczące kroki w celu zmniejszenia napięć i rozwiązania konfliktu.

Pierwsze kontrowersje zaczęły się w 2005 r., kiedy założyciel Debiana Ian Murdock stwierdził, że wzajemny sukces Debiana i Ubuntu, będzie zależał od zdolności do zapewnienia bieżącej zgodności i współpracy między dystrybucjami.

Napisał: „Jeśli Ubuntu jest częścią rodziny Debiana, wtedy wszyscy wygrywamy jak Ubuntu to sukces. Jednakże, my wszyscy wygrywamy wtedy i tylko wtedy, gdy Ubuntu to dobry syn. Zainteresowało mnie to, że właśnie zaczynają pojawiać się oznaki samodzielności, wynikające z zaufania do wcześniejszych sukcesów i zaczynają się zastanawiać, czy już nie potrzebują swojego ojca”. „Jeśli Debian jest po to, żeby beneficjować wraz z Ubuntu linia musi być zachowana, ale musi być silniejsza niż wtedy, gdy ‚zaczęliśmy z waszym zbiorem pakietów’”.

Shuttleworth w dużej mierze podzielał tą opinię i stanowczo zgadzał się, że wspólna współpraca była i jest jedynym rozwiązaniem.

Shuttleworth napisał kilka lat temu: „Jestem jednak zdania, że Ubuntu nie mogłoby istnieć bez Debiana. Więc absolutnie moim zamiarem jest to, aby pokazać, że Ubuntu jest konstruktywną częścią szerszego krajobrazu Debiana.” „Ważne jest, aby Ubuntu pomagało utrzymać i rozwijać Debiana, gdyż taka jest wielkość i moc Debiana, która tworzy ‚rozpostarte ramiona’, na których w społeczności Ubuntu sięgamy do gwiazd”.

Obie dystrybucje nie zgadzały się w kilku kluczowych zagadnieniach technicznych, o czym świadczą ich opinie na temat różnych rozwiązań w kwestii interoperacyjności. Murdock odgrywał wiodącą rolę w DCC Alliance, organizacji, która została założona wspólnie przez Debiana i kilka pochodnych organizacji w celu utworzenia wspólnej międzyplatformowej usługi LSB dla dystrybucji Debiana. Murdock miał nadzieję, że zagwarantuje to kompatybilność pomiędzy wszystkimi dystrybucjami opartymi na Debianie i zapobiegnie niebezpiecznej tzw. bałkanizacji, jakiej się obawiał. Plan ten był błędny na kilku różnych poziomach i jego techniczne niedociągnięcia ostatecznie doprowadziły do jego upadku. Shuttleworth poprawnie przewidywał wiele z tych problemów i uczestniczył w nich na krawędzi, bez przynależności do normy DCC.

Odbyło się także wiele inicjatyw w obu społecznościach w celu zwiększenia współpracy, lecz te nie były szczególnie udane. Ze strony Debiana, był projekt Utnubu ( „Ubuntu” backwards), który został ustanowiony, aby pomóc przenosić pakiety Ubuntu do systemu Debian. Ze strony Ubuntu, Debian Collaboration Team (DCT), który miał podobne cele. Żadna z tych inicjatyw nie zyskała na znaczeniu, ale pokazały one gotowość obu stron do lepszej współpracy.

Budowanie bliższych więzi

Tym, co wreszcie pomogło poprawić stosunki, była zmiana kultury w społeczności Ubuntu. Większy nacisk położono na współpracę z Debianem i niektóre zespoły Ubuntu zaczęły pracę z programistami Debiana nad konkretnymi projektami. Deweloperzy Ubuntu aktywnie zachęcali uczestników do zgłaszania błędów, tam gdzie tylko możliwe i do bezpośredniego uczestnictwa w rozwoju Debiana. Istnieje też coraz większa pożyteczna współpraca w niektórych dziedzinach, jak pakiety Pythona. Wspólnym wysiłkiem obu dystrybucji było też niedawno zapowiedziane przejście na Mono 2.0.

Szerokie grono twórców Canonical pomaga złagodzić napięcia na kilka sposobów. Odpowiedni status platformy dla programistów Launchpad, która jest szeroko stosowana przez Ubuntu był szczególnie drażliwą kwestią. Ten problem został wysunięty na początku tego roku, kiedy Shuttleworth ujawnił, że w ciągu najbliższych lat cały Launchpad będzie „otwartym źródłem”.

Canonical pracuje również z innymi członkami społeczności nad pewnymi szczególne użytecznymi projektami, takimi jak nowy system powiadomień.

Mimo, że Debian i Ubuntu większości pogodziły swoje różnice, stosunki między dwoma dystrybucjami nie są doskonałe i zarówno Canonical jak i społeczność Ubuntu mają jeszcze jakoś coś do zrobienia, zanim będą mogli być całkowicie postrzegani, że Ubuntu nie jest krokiem wstecz.

Powstanie Ubuntu było możliwe dzięki potężnemu dziedzictwu Debiana i nadal polega na sile różnorodnych społeczności Debiana, jako napędzie własnego rozwoju. Popularność Ubuntu przyczyniła się do zwiększenia widoczności Debiana, a programiści Ubuntu stopniowo pomagali Debianowi bezpośrednio przez wspólne wysiłki techniczne. Zrozumienie Debiana i jego celów, wartości i mocy może pomóc oświetlić drogę, jaką przeszedł system Ubuntu od swojego powstania i dokąd zmierza.

Autor: Paul Ryan, redaktor dziennika open source w ArsTechnica
Tłumaczenie za zgodą: ArsTechnica
Źródło: Why Ubuntu users should care about Debian



20 » odpowiedzi dla wpisu “Dlaczego użytkownicy Ubuntu powinni troszczyć się o Debiana”


  1. 1 Kolo

    A dlaczego mielibyśmy się nie troszczyć o jakąkolwiek dystrybucje opartą na Debianie, Slacku, OpenSuse, Fedorze (dawniej RedHat) czy czymkolwiek innym. Jesteśmy opensource i jako tacy powinniśmy sie wspierać wzajemnie, ja pomoge tobie dzis ty pomożesz mi jutro albo juz mi pomogłeś wczoraj, tarcia i zgrzyty są rzeczą naturalną w końcu jestesmy tylko ludźmi. Istotny jest fakt że pomimo róznic ideowych koncepcyjnych dalej jesteśmy wstanie kooperować i niech tak pozostanie.

  2. 2 DNA DesigN

    Porządnie napisany artykuł. Faktycznie Ubuntu i Debian mają ze sobą wiele wspólnego, chociaż z każdym wydaniem Ubuntu robi się coraz bardziej unikalne, jako że nasiąka powoli „autorskimi” rozwiązaniami Canonical.

    A tak przy okazji, nie czepiam się tłumaczenia, ale „Welcome to history class.” tłumaczy się „Witamy w klasie historycznej.” ewentualnie „Witamy na zajęciach z historii.”, bo obecne „Witamy w historii klasy” nie oddaje kontekstu tamtego zdania. ;)

  3. 3 revenjarus

    Dobry artykuł, rzeczowy… Faktycznie, ,zajęcia z historii’ brzmią dużo lepiej w kontekście artykułu :)

  4. 4 bns

    @DNA DesigN
    „Ubuntu robi się coraz bardziej unikalne, jako że nasiąka powoli “autorskimi” rozwiązaniami Canonical.”
    Na przykład jakimi? Pomijając UpStart możesz coś wymienić?

  5. 5 luk1don

    Myślę, że może dokładniej było by: „Witam w klasie historycznej”, ale wszyscy chyba rozumiemy, o co w tym zdaniu chodzi, a przecież tak również się mówi… (przecież nie chodzi o jakąś szkolną klasę o profilu historycznym)

  6. 6 bogdanbojarski

    Kolo: zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości.
    bns: A chociażby samoinstalcja kodeków, opcje w trybu awaryjnego.

  7. 7 luk1don

    Ja jeszcze wymienię takie autorskie rozwiązania Canonical, jak: Storm, Bazaar…

  8. 8 DNA DesigN

    @bns: słowo „autorskie” nie bez powodu zawarłem w cudzysłowach. Nie chodzi mi tylko o gotowe programy, ale także pewne rozwiązania, jak np. oddzielna zakładka w wyglądzie, sterująca Compiz’em, czy chociażby różne bugfix’y, które pojawiają się w pakietach kompilowanych dla Ubuntu, a których nie ma nawet w wersjach bazowych danego oprogramowania (przypomina mi się sytuacja z jednym z wycieków pamięci w Compiz, gdzie developerzy Ubuntu w miarę szybko znaleźli i błąd nie występował w Ubuntu, a w wersji main-stream’owej jeszcze jakiś czas egzystował). Z resztą za podobne rzeczy developerzy Ubuntu zostali kiedyś skrytykowani na Kernel Summit 2008, ale to już inna bajka.

    Innymi rozwiązaniami jest chociażby lepsza integracja pakietów między sobą. Sprawdź parę innych dystrybucji, a zobaczysz, że nie wszędzie tak ładnie wszystko ze sobą współgra. Kręciłem się w okół różnych distro (Red Hat, Mandriva, Debian, nawet moje ulubione Gentoo), ale nigdzie nie znalazłem takiego poziomu integracji.

  9. 9 magio

    Debiana znam od początku. Przestraszyłem się jego pierwszych wersji tak bardzo, że wróciłem do Windowsa. Tak się jednak działo, że wracałem i „sprawdzałem”. Doczekałem się „serdźa”, ale jak każdy normalny eksperymentator instalowałem jakieś Auroxy, Mandrivy… Zaciekawił mnie ArchLinux i od tej pory patrzę na „obie strony linuxa”. Ubuntu jest dla mnie konsekwencją debiana. Odchodzę od Ubuntu wtedy kiedy mnie zawodzi. I niestety z numerku na numerek jest (subiektywnie rzecz ujmując) gorzej.
    Mimo tego będę przy Ubuntu, Kubuntu z tym „malowanym” 4.x już mnie nie zainteresuje. Debian i Ubuntu w jednym stali domku… i oby bez waśni.

  10. 10 debian_user

    Ubuntu przedstawiane jest jako postęp. Niestety z wydania na wydanie jest gorzej! Owszem, ładuje się do niego wiele rzeczy, jakieś duperele typu Compiz, konfiguratorki na APT-a, poruszające się paski przy aktualizacjach itd. Distro wyraźnie muli i potrzebuje zasobów. Wykrywalność sprzętu nie poprawiła się, jest co było! Koszmarnie działa system dźwięku Pulseaudio. Mimo automagicznych okien wołających o instalację kodeków dalej na niektórych stronach multimedia źle działają.Wg mnie jak coś jest robione to do końca. Wchodzę na jakiś plik multimedialny, wyskakuje okno z zachętą do instalacji kodeków, instaluję po czym często zwiecha, długie czekanie, restart przeglądarki. Widać niedoróbki, które są cholernie wkurzające.
    Debian pod tym względem zdaje się być o niebo w przodzie. Jest bardziej stabilny, przewidywalny. Co prawda wymaga konfiguracji po instalacji, ale później sprawuje się dużo lepiej.

  11. 11 laybythesea

    Wykrywalność sprzętu nie poprawiła się, jest co było!

    A konkretnie?

    Koszmarnie działa system dźwięku Pulseaudio.

    Czym to się objawia?

    dalej na niektórych stronach multimedia źle działają.

    Na których i co nie działa?

    Co prawda wymaga konfiguracji po instalacji,

    Co konkretnie trzeba skonfigurować w Debianie?

    I żeby nie było nieporozumień. W tych pytaniach nie staram się bronić ani wywyższać jednaj dystrybucji nad inną. Chcesz – używaj Debiana, no bo dlaczego nie. Chętnie zgodzę się z Twoimi argumentami, pod jednym wszakże warunkiem: jeśli tylko będą rzeczowe. To czekam na odpowiedzi ;)

  12. 12 debian_user

    @laybythesea – wykrywalność sprzętu – żadne wydanie począwszy od 6.10 (wcześniejsze pewnie też) nie wykrywa kamerki internetowej WCam CNR 43Sp Cnayon, żadne wydanie nie wykrywa skanera plusteka ST48.
    - dźwięk Pluseaudio mimo dodawania i przerabiania pakietów instaluję Skype ze strony w paczce gotowej i kiszka, problem z dźwiękiem. Trzeba samemu kombinować (tak ma się zachować user-friendly distro?).
    - multimedia zobacz stronę itvp. Generalnie nie oglądniesz niczego mimo wyświetlanych okienek o zachęcie do instalacji kodeków. W Debianie mimo braku takich bejerów na gxine jakoś da się pooglądać wiadomości. Oczywiście samemu instaluję wszelkie kodeki. Odtwarzacz do muzyki i radia czasami zawieszał komputer!!!!
    Nie, żebym się pastwił nad Ubuntu. Chciałem jedynie napisać, że jak na dystrybucję przeznaczoną dla zwykłego użytkownika to naprawdę powinni bardziej ją ustabilizować.

  13. 13 laybythesea

    No, teraz to rozumiem. Czyli po prostu poleciłbyś ZU raczej Debiana? Czy może chodzi bardziej o to, żeby Ubuntu nie nazywać dystrybucją ‚user friendly’? Ja też uważam, że Ubuntu nie jest doskonałe. A czy nazwałbyś siebie ZU? Czy jednak masz już większą wiedzę niż ZU? Pytam, bo mam czasem wrażenie, ze czasem jest tak, że ludzie mający większe doświadczenie z Linuksem piszą o Ubuntu, że dla ZU nie jest dobrym wyborem. Z kolei ZU bardzo często piszą, że w życiu tak przyjaznej dystrybucji jeszcze nie widzieli.

  14. 14 luk1don

    debian_user@
    Oj nie zgodzę się, na przykład, co do stronki tvp.pl – jakoś słabo kombinujesz – działa bardzo dobrze z GNOME MPlayer, na dowód zrzut ekranu: http://img217.imageshack.us/img217/6527/zrzutekranu280220091930.png

  15. 15 debian_user

    @laybythesea – z całą pewnością poleciłbym jako pierwszego Linuksa Ubuntu. Nie mam nic do tej dystrybucji. Moje wątpliwości jednak budzi rozbudowywanie go o kolejne wodotryski, ich aktualizacja, a nie skupianie się na istotnych sprawach typu właśnie wykrywanie sprzętu. Dla zwykłego użytkownika cenniejsze jest to, że jego sprzęt wykrywany jest poprawnie, niż to że dołączona jest kolejna wersja Compiza, przemodelowany jest trochę GUI. Tak jak napisałem Ubuntu to dobry soft.

  16. 16 N00byStance

    W „historii klasy”? :| Litości.
    Debian jest systemem zarządzania pakietami?
    Jest dostawcą neutralnych standardów?
    Czy ktoś weryfikował to tłumaczenie przed opublikowaniem (pod względem zgodności z oryginałem)? Błędy, błędy, błędy (rzeczowe!)!

  17. 17 luk1don

    N00byStance@
    Zdrowa krytyka zawsze jest wskazana. Jak widzisz w tym błędy rzeczowe – Twoja sprawa:) Tekst ten nie jest dosłownym tłumaczeniem. Tak, weryfikowałem to tłumaczenie.

  18. 18 N00byStance

    @luk1don
    Żartujesz sobie? To, że Twój artykuł ma ewidentne błędy rzeczowe (które są wynikiem odchyleń od oryginału w Twoim tłumaczeniu) – to moja sprawa?

    Oryginał – Twoje tłumaczenie:
    „Welcome to history class.” – „Witaj w historii klasy.”
    ”It has an extremely powerful package management system and a rich selection of available software.” – ”[Debian] Jest bardzo potężnym systemem zarządzania pakietami i ma bogaty wybór dostępnego oprogramowania.”
    „Debian is vendor-neutral and has high standards for transparency and democratic oversight.” – „Debian jest dostawcą neutralnych i wysokich standardów przejrzystości i demokratycznej kontroli.”

    ?

    „History class” to chyba tyle co lekcja historii, Debian ma system zarządzania pakietów, ale sam nim nie jest; „Debian is vendor-neutral” znaczy mniej więcej: „Debian jest niezależny od dostawców”, o ile się nie mylę.

    Doceniam to, że starasz się nie tłumaczyć tekstu na sztywno jak maszyna, niemniej jeśli człowiek ma przed sobą oryginał i tłumaczenie – wygląda ono po prostu na przekład koślawy. Bo widzisz, mi się wydaje, że Ty bierzesz pojedyncze, przetłumaczone słowa z tekstu oryginalnego i układasz je w inną treść, zamiast wziąć z tego tekstu oryginalną treść i po prostu zaprezentować ją za pomocą innych, zgrabniejszych słów.

    Krasicki pisał onegdaj, że „prawdziwa cnota krytyk się nie boi”. Zdolność przyjmowania krytyki jest – wydaje mi się – jedną z immanentnych cech profesjonalizmu, toteż jeśli zwracam Ci uwagę – nie na osobisty styl, czy cokolwiek, czego odbiór podlega kwestii gustu – lecz na błędy rzeczowe, które po prostu da się w obiektywny sposób określić, to mógłbyś je poprawić lub chociaż nie mówić mi, że to, że je odnalazłem w tekście, to moja sprawa (sic!) – o ile oczywiście aspirujesz do miana profesjonalisty. Życzyłbym też sobie trochę odpowiedzialności; po pierwsze – za czytelnika, który nie musi znać oryginału, a któremu po prostu sprzedajesz błędne informacje; po drugie – dla autora, któremu czytelnik przypisać może coś, czego naprawdę nie napisał, a co wynika z Twojego przekładu (choć to bardziej wskazówka na przyszłość).

    Pozdrawiam. :)

  19. 19 luk1don

    Ależ przecież przyjąłem i przyjmuję każdą krytykę:), nie wiem dlaczego sądzisz inaczej… Mówiąc „Twoja sprawa”, miałem na myśli Twoje subiektywne odczucia co do tych błędów rzeczowych, które Ty uważasz, że są, bo ja tak nie uważam.
    Tak czy inaczej dziękuję za wskazówki:)

  20. 20 M

    Bardzo dobry artykuł. Miło się czyta.
    Tylko jedna uwaga: na „komputery typu desktop” mamy polskie określenie – komputery biurkowe (desktop to biurko, pulpit).

Zostaw odpowiedź

Cytuj zaznaczony tekst